Historycy: To antypolskie działania
Niedziela, 9 września 2012 (15:54)Są w Polsce miejsca, gdzie zatrzymał się czas. Może trudno uwierzyć, ale są osiedla nadal noszące imię komunistycznego zbrodniarza - Karola Świerczewskiego, w centrum miasta stoi pomnik ku chwale Armii Czerwonej przy Alei Wolności, a na bramie Stoczni Gdańskiej prezydent miasta uparcie zawiesza Lenina. Historycy zauważają, że przez takie gloryfikowanie okupantów podcinamy fundamenty naszej niepodległości.
Miejscowość w powiecie krakowskim, Słomniki, nadal na swoim terenie posiada osiedle noszące imię komunistycznego zbrodniarza Karola Świerczewskiego i nie dziwi fakt opieszałości władzy w zamianie nazwy, lecz sprzeciw samych mieszkańców, którzy nie chcą zmiany zaproponowanej przez władze.
Przypominamy, że już w 2007 roku ówczesny prezes Instytutu Pamięci Narodowej profesor Janusz Kurtyka wystosował do przewodniczącego Rady pismo, w którym dosadnie wyjaśnił, kim był Świerczewski i dlaczego dalsze czczenie go stanowi formę zabronionego przez artykuł 13 Konstytucji RP oraz karanego na mocy paragrafu 256 kodeksu karnego propagowania zbrodniczej ideologii komunizmu.
Z podobną prośbą do władz i samych mieszkańców zwróciło się Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, które zaapelowało do mieszkańców Słomnik o niesprzeciwianie się zaproponowanej przez tamtejszą Radę Miasta i Gminy zmianę nazwy jednego z osiedli, nadal noszącego imię komunistycznego zbrodniarza - Karola Świerczewskiego.
„Przypominamy, że Karol Świerczewski był w 1920 roku oficerem Armii Czerwonej i w jej szeregach - na własną prośbę! - walczył z Wojskiem Polskim. Człowiek o takim życiorysie powinien być już dawno wykreślony w całej Polsce z listy osób upamiętnianych pomnikami, tablicami, patronatami ulic, placów, mostów, osiedli i innych instytucji publicznych. Argumenty o konieczności poniesienia niewielkich kosztów finansowych z tym związanych oraz drobnych kłopotów natury administracyjnej nie wytrzymują konfrontacji z historyczną, polityczną i moralną oceną gen. Świerczewskiego.”
Nowy Sącz natomiast posiada pomnik chwały Armii Czerwonej przy Alei Wolności. Już od dawna fundacje i mieszkańcy proszą o podjęcie zdecydowanych kroków w sprawie likwidacji tego symbolu sowieckiego panowania nad Polską po 1944 roku lub przeniesienia go na najbliższy cmentarz komunalny. Należy zauważyć jednocześnie, że uchwałę podjęła Rada Nowego Sącza w lutym 1992 roku.
Wojewoda małopolski Jerzy Miller nosi się z zamiarem przeniesienia będących w pobliżu tego monumentu grobów żołnierzy sowieckich na miejski cmentarz.
- W Izraelu nie ma miejsca na ulice ku czci ideologii narodowosocjalistycznej czy Niemców, którzy mordowali naród żydowski. Bo silnie akcentowana pamięć narodowa jest jedną z podstaw tego państwa i jego siły na arenie międzynarodowej. U nas wciąż są silne środowiska, które mówią, że nasze doświadczenie historyczne nie ma znaczenia, a pamięć można dowolnie kształtować. Dzisiaj prezydent stolicy odbudowuje pomnik ku czci tych, którzy zagarnęli połowę Polski i zniewolili całą resztę na kilkadziesiąt lat. Podcinamy fundamenty naszej niepodległości. To po prostu postawa antypaństwowa, antyobywatelska – zauważa dr Maciej Korkuć, historyk Instytutu Pamięci Narodowej.
Jednak najbardziej bulwersujący jest „powrót” napisu na historycznej bramie nr 2 Stoczni w Gdańsku. 14 maja br. decyzją władz miejskich umieszczono słowa „im. Lenin” na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej, co wywołało oburzenie nie tylko wśród związkowców, mieszkańców, ale także w całym kraju. Napis ten został jednakże w ostatnich zdjęty przez przedstawicieli Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Akcji przyglądali się licznie zebrani gdańszczanie, których bulwersowała decyzja prezydenta Pawła Adamowicza o zmianie nazwy stoczni.
- Pomysły władz Gdańska budzą zażenowanie. Równie dobrze na hucie w stalowej Woli można umieścić napisy "Hermann Goering Werke". Gwarantuję, że byłaby to atrakcja i turystyczna, i medialna. A to niestety także część historii tego miejsca. Chwała "Solidarności" za obywatelską postawę! – dodaje dla NaszDziennik.pl historyk IPN. Jak zauważa, samorządy w wielu wypadkach zachowują bierność, chowając sie za pseudoreferenda w tych sprawach. - Ale są naprawdę liczne przypadki, gdzie mamy do czynienia z działaniami budzącymi szacunek i z dokonywaniem zmian – dodaje dr Korkuć.
Podobne zadanie na ten temat ma dr Bogdan Więckiewicz, socjolog Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
- Kiedy nazwy i pomniki dawnego systemu socjalistycznego zostają jako monumenty, to wszystko powoduje, że po kilkudziesięciu latach młode pokolenie nie ma świadomości, czym był i jak wiele szkód wyrządził ten właśnie ustrój. Skoro te nazwy pozostały – mogą myśleć młodzi ludzie – wydaje się, że są one czymś normalnym, wręcz dobrym. W związku z tym zaciera się różnica między dobrem a złem. Rozmywa się to, kim tak naprawdę były postacie wywodzące się z systemu socjalistycznego - wyjaśnia w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl dr Bogdan Więckiewicz.
Jak dodaje, pozostawienie takich nazw czy pomników dla pamięci historycznej i tożsamości narodowej ma zdecydowanie destrukcyjne działanie.
Jak długo potrwa jeszcze uwolnienie polskich miast od piętna pomników Armii Radzieckiej? Czy w Nowym Sączu, Słomnikach, Gdańsku nadal Polacy nie będą mogli decydować o pomnikach chwały swoich bohaterów?
Na szczęście Instytut Pamięci Narodowej wciąż dba o oczyszczanie przestrzeni publicznej z reliktów PRL. Jak podkreśla dr Maciej Korkuć, jej efektem jest „kilkadziesiąt pozytywnych zmian nazw, pokazujących, że w samorządach jest miejsce na zrozumienie wyzwań, jakie niesie obowiązek szacunku dla pamięci narodowej”.
- To akcja oczyszczania przestrzeni publicznej z form gloryfikacji systemów totalitarnych, co w Polsce - formalnie - jest zakazane przez prawo. Mówi o tym art. 13 Konstytucji i art. 256 KK. Założeniem było nagłośnienie problemu, tak aby po dekadzie udawania, że to nie ma znaczenia, w samorządach zrozumiano, że to poważny problem. I to się udało. Nawet tam, gdzie jest opór, sprawa wciąż wraca. Druga część działań IPN to apele w tej sprawie wysyłane do samorządów – wyjaśnia dr Maciej Korkuć, historyk IPN.
Marta Milczarska