Wielka wygrana siatkarzy
Sobota, 30 sierpnia 2014 (22:31)Fantastycznie dysponowani polscy siatkarze rozbili na Stadionie Narodowym Serbię 3:0 w meczu inaugurującym rozgrywane w naszym kraju mistrzostwa świata. To był piękny spektakl, piękne zwycięstwo i oby tylko tak dalej.
W tym spotkaniu prawie wszystko było wyjątkowe. Po raz pierwszy w historii mistrzostw mecz otwarcia został rozegrany na arenie piłkarskiej, i to jakiej. Stadion Narodowy wypełnił się po brzegi, co oznaczało, że na trybunach zasiadło ponad 60 tysięcy widzów. Stworzyli niezapomniną atmosferę, a nasi reprezentaci odwdzięczyli się kapitalną grą. Pierwszy punkt zdobyli Serbowie. Odpowiedział Mateusz Mika, ale po chwili znów skutecznie zaatakowali rywale i objęli prowadzenie 3:1. Był to jedyny taki moment w spotkaniu, w którym zawodnicy z Bałkanów mogli się łudzić, że zdołają wywalczyć korzystny dla siebie wynik. Przez kolejne kilka minut na tablicy najczęściej widniał remis, ale już na przerwę techniczną Polacy zeszli, wygrywając 8:7. A potem rozpoczęli koncert. 13:10, 16:12, 20:15 i było jasne, że nic złego ich nie spotka. Grali świetnie, znakomicie serwowali, niemal perfekcyjnie przyjmowali, dobrze bronili i skutecznie atakowali. Drugą partię rozpoczęli popisowo. Najpierw przez blok rywali przedarł się Mika, potem asa zaserwował Karol Kłos i było 2:0. Przed przerwą techniczną Biało-Czerwoni wypracowali sobie przewagę 8:4, a po niej nie zwalniali, systematycznie ją powiększając. Gdy prowadzili 14:6 i 16:8, było pewne, że uczynią kolejny krok w stronę zwycięstwa. Aż miło było patrzeć, jak Mariusz Wlazły, Kłos i Mika bombardowali boisko po drugiej stronie siatki, jak funkcjonował blok, jak Serbowie nie radzili sobie z pięknymi, kombinacyjnymi atakami naszych reprezentantów. Po dwóch bezdyskusyjnie wygranych setach nikt nie miał wątpliwości, że załatwienie sprawy naszym zajmie trzy krótkie odsłony. I tak się stało, rozpędzonych Biało-Czerwonych zatrzymać się dziś nie dało. Rywale mogli jeszcze mieć nadzieję do stanu... 2:2, potem już nie istnieli. Polacy wygrali w fantastycznym stylu, a o ich dominacji najlepiej świadczył fakt, że w żadnym secie nie stracili więcej niż 19 punktów. To był mały nokaut i pokaz prawdziwej siły drużyny prowadzonej przez Stephane'a Antigę.
Warszawa okazała się zatem dla Biało-Czerwonych szczęśliwa, ale już jutro przeniosą się do Wrocławia, by kontynuować zmagania w grupie A. W kolejnych pojedynkach zmierzą się z Australią (we wtorek), Kamerunem, Argentyną i Wenezuelą. Do kolejnej fazy turnieju awansują cztery najlepsze drużyny, nasi oczywiście w tym gronie będą, a najważniejsze, by dostali się tam z kompletem punktów na koncie.
Polska – Serbia 3:0 (25:19, 25:18, 25:18). Polska: Piotr Nowakowski, Michał Winiarski, Paweł Zagumny, Karol Kłos, Mariusz Wlazły, Mateusz Mika, Paweł Zatorski (libero) oraz Dawid Konarski, Fabian Drzyzga.
Piotr Skrobisz