• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Ukraina zakładnikiem rosyjskiej wizji świata

Piątek, 29 sierpnia 2014 (18:06)

Z dr. Spasimirem Domaradzkim, politologiem, adiunktem na Uczelni Łazarskiego, specjalistą ds. amerykańskiej polityki zagranicznej, rozmawia Marta Milczarska

Prezydent Barack Obama powiedział, że USA nie będą podejmować działań wojskowych, by rozwiązać problem ukraiński.

- Ta postawa USA raczej nie powinna dziwić. Taka właśnie jest filozofia Baracka Obamy dotycząca ograniczonego użycia siły, jak również jest ona konsekwentnym zaprzeczeniem polityki realizowanej wcześniej przez prezydenta George’a H. Busha. Po drugie, dla Stanów Zjednoczonych wojna rosyjsko-ukraińska jest zdecydowanie zbyt odległą perspektywą, aby myśleć o jakiejkolwiek interwencji. Zresztą, trudno jest sobie nawet wyobrazić, jakie skutki wywołałaby amerykańska obecność wojskowa na terytorium byłego Związku Sowieckiego.

Zauważmy, że charakter konfliktu rosyjsko-ukraińskiego niewiele różni się od konfliktu rosyjsko-gruzińskiego, mianowicie kontrolowana destabilizacja, uniemożliwiająca normalne funkcjonowanie państwa, dopóki nie zostaną uwzględnione rosyjskie interesy. Jednak jest to problem wyłącznie ukraiński, a nie amerykański. Słowa Obamy dają do zrozumienia, że akceptuje on ograniczoną formę tego konfliktu i bez względu na to, czy dochodzi do eskalacji i wzmożenia ruchów wojsk rosyjskich na Ukrainie, to nie ma szans na wysłanie amerykańskich żołnierzy do kraju, który nawet nie należy do NATO.

Taka decyzja spowodowałaby radykalną, niekoniecznie korzystną dla Europy, zmianę w relacjach międzynarodowych. Nawet jeżeli rosyjskie działania są sprzeczne z prawem międzynarodowym i są godne pożałowania, wcale nie oznacza to, że Amerykanie są skorzy do otwartej konfrontacji w Rosją.

Neutralna postawa Stanów Zjednoczonych w sprawie ukraińskiego konfliktu spowoduje mobilizację unijnych decydentów, by samodzielnie rozwiązać tę kwestię?

- Obawiam się, że nie. Nie doszukiwałabym się także zależności między reakcją amerykańską a polityką europejską. Wszyscy życzylibyśmy sobie realnej współpracy między USA a Europą w kwestii Ukrainy, ale takiej nie ma. Zresztą problemem tutaj jest szczególnie UE, w ramach której nie ma zgody na zaangażowanie, które mogłoby wesprzeć Ukrainę kosztem dobrobytu państw członkowskich. Europa oraz Ameryka ograniczają się do gestów symbolicznych, dających wyraźnie do zrozumienia dezaprobatę dla rosyjskiego działania.

Dla nas, Polaków, ważną zapowiedzią są słowa Obamy z 4 czerwca br., który podkreślił, że już nigdy nie będziemy sami. Daj Boże, żebyśmy nie musieli sprawdzać wiarygodności tych słów. Co więcej, nie widać, aby sama Unia Europejska chciała zaważyć na losach kryzysu ukraińskiego. Wygląda na to, że Europa godzi się na destabilizację południowo-wschodniej części Ukrainy i będzie to tolerować, dopóki nie odbije się to na dobrobycie lub życiu obywateli UE. Podkreślam: kryzys ukraiński nie stanowi zagrożenia dla europejskich interesów. Może jeśli UE zaczęłaby mieć problemy z falą uchodźców z Ukrainy czy doszłoby do bezpośredniego zagrożenia życia obywateli UE, to wtedy nastąpiłaby mobilizacja, której źródłem byłyby oczekiwania społeczne, a nie chęć polityków.

Rosyjska armia zajmuje miasta w regionie Morza Azowskiego. Obecna ofensywa rosyjskich wojsk zakończy się tak jak w przypadku Krymu?

- Zwróćmy uwagę, że sprawa Krymu została już zaakceptowana przez społeczność międzynarodową. Kwestia Krymu zeszła bardzo szybko na drugi plan, a przecież był to największy współczesny policzek w stosunkach międzynarodowych wymierzony Europie i prawu międzynarodowemu przez Rosję. Ten przykład pokazuje nie tylko, jak krótka jest pamięć polityczna, ale udowadnia, że w polityce międzynarodowej najważniejsze są żywotne interesy i kalkulacje ekonomiczne, a nie integralność terytorialna czy pokój.

Krym posiada swoją geograficzną specyfikę. Natomiast na wschodniej Ukrainie Rosja może kreślić wszelkie możliwe scenariusze w razie potrzeb. Nawet istnienie granicy ukraińsko-rosyjskiej nie stanowi przeszkody dla Moskwy. Arogancja Rosji przypominająca złodzieja krzyczącego „łapać złodzieja” jest taktyką, która może mieć tysiąc twarzy. Wschodnia Ukraina będzie zakładnikiem rosyjskiej wizji Ukrainy. Dopóki nie zostaną zaspokojone rosyjskie interesy, wschód Ukrainy nie ma co liczyć na spokój.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Milczarska