• Czwartek, 5 marca 2026

    imieniny: Adriana, Fryderyka, Oliwii

Remis 2:2 w Podgoricy

Sobota, 8 września 2012 (18:29)

Wynikiem 2:2 (1:2)  zakończyło się wczorajsze spotkanie między Polską a Czarnogórą w meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata w Brazylii. Liderem grupy H została Anglia, która w Kiszyniowie rozgromiła Mołdawię 5:0. W innych spotkaniach nie było sensacji.

Polacy objęli prowadzenie już w szóstej minucie po rzucie karnym wykonanym przez kapitana drużyny Jakuba Błaszczykowskiego. Na przerwę drużyny schodziły przy prowadzeniu gospodarzy 1:2, a krótko po wznowieniu gry wyrównał rezerwowy Adrian Mierzejewski. Nerwy puściły Savo Pavicevicowi, który za uderzenie łokciem Roberta Lewandowskiego ujrzał czerwoną kartkę. Po trzech minutach siły się wyrównały, gdyż sam sprawiedliwość postanowił wymierzyć Ludovic Obraniak, i także jego arbiter usunął z boiska.

Podczas meczu doszło do kilku incydentów spowodowanych zachowaniem kibiców. Rzucali na boisko petardy i różne przedmioty. Jedna z nich trafiła w głowę bramkarza Przemysława Tytonia. Sędzia jednak nie zdecydował się przerwać meczu.

Remis na inaugurację to dobry prognostyk przed kolejnymi meczami. Już we wtorek drużyna trenera Waldemara Fornalika podejmie we Wrocławiu Mołdawię.

Po meczu powiedzieli:

Jakub Błaszczykowski: Były momenty, w których mogliśmy się pokusić o trzy punkty, bo graliśmy w przewadze jednego zawodnika. Potem już było dziesięciu na dziesięciu i wydaje się, że remis jest zasłużony. Ale jak najbardziej mamy pretensje do Obraniaka, nie można dać się sprowokować w takich sytuacjach. Najgorsze jest, że to mu się przydarzyło nie po raz pierwszy, tylko drugi. Z Francją mogliśmy jeszcze przymknąć na to oko, lecz teraz trzeba zareagować. Jak widać, mocne słowa w przerwie pomogły, bowiem druga połowa w naszym wykonaniu była niezła. Z pewnością Ukraina i Anglia też mogą stracić punkty w Podgoricy. Poprzednie eliminacje pokazały, że tutaj jest gorący teren i na boisku, i poza nim. Kibice wytwarzają dość dużą presję nie tylko na drużynie przeciwnej, lecz również na arbitrach.

Przemysław Tytoń: To ważny punkt dla nas na starcie eliminacji mistrzostw świata. Sądziliśmy, że będzie gorąco, ale nie aż tak. Nie ma co jednak szukać usprawiedliwień, straciliśmy dwie bramki, dwie strzeliliśmy, jest remis i trzeba patrzeć do przodu. Jeśli chodzi o sytuację z petardami, na pewno odbiła się ona na wszystkich. Kiedy sędzia dwa razy przerywał grę, my wciąż prowadziliśmy 1:0. A potem straciliśmy te dwa gole.

IK, PAP