Trzeba mierzyć wysoko
Piątek, 29 sierpnia 2014 (02:00)Rozmowa z Sebastianem Świderskim, byłym znakomitym siatkarzem, dziś trenerem Zaksy Kędzierzyn-Koźle
Jest Pan optymistą co do występu reprezentacji Polski na mistrzostwach świata siatkarzy?
– Wszyscy powinniśmy być optymistami. Mistrzostwa odbędą się w naszym kraju, stąd każdy może i powinien wierzyć, że Biało-Czerwoni zajdą jak najdalej.
Tyle że to optymizm urzędowy. Bo nie wypada inaczej.
– Ja naprawdę wierzę w nasz zespół. Trener Stephane Antiga miał wystarczająco dużo czasu, by przygotować zawodników, zrozumieć ich, poznać mentalnie. Wybrał takich, którzy pasowali do jego koncepcji, i teraz zobaczymy, jak wszystko sprawdzi się w ogniu walki.
Wyniki ostatnich spotkań towarzyskich jednak nie zawsze wyglądały tak, jak byśmy tego oczekiwali. To powód do niepokoju?
– Wyniki sparingów zwykle są sprawą drugorzędną, bo chodzi w nich o coś innego. Także tym razem trener Antiga szukał odpowiednich ustawień taktycznych zespołu, próbował różnych wariantów, dawał szansę gry wszystkim i trudno było się mu dziwić. Mistrzostwa świata będą niesamowicie długie i wyczerpujące i na pewno Polska nie przejdzie przez nie jedną podstawową szóstką. Pamiętajmy, że pośród wszystkich ważnych meczów będą te bardziej i mniej ważne. Każdy z nich trzeba wygrać, jednak siatkarze muszą być przygotowani przede wszystkim na spotkania z rywalami mocniejszymi i w dalszej części turnieju. Jestem bardzo ciekaw, co wymyśli trener i na kogo postawi, na razie nie wiemy bowiem nic o żelaznej, pierwszej szóstce. Takiej przynajmniej nie było w meczach towarzyskich.
Podoba się Panu gra drużyny pod wodzą francuskiego selekcjonera?
– Są wzloty i upadki, jednak trudno było oczekiwać, by zawodnicy już teraz prezentowali optymalną formę. Ostatnio ciężko trenowali, co zresztą sami podkreślali, a innej drogi nie było, bo turniej potrwa aż trzy tygodnie. Każdy zatem, my także, budował dyspozycję pod swój cel. Naszym celem jest gra o medale, dlatego siatkarze muszą złapać „gaz” pod koniec turnieju. Nie podejrzewam zatem, by już teraz byli w topowej formie i prezentowali najwyższe możliwości. Przynajmniej wierzę, że tak jest, bo niektórzy mogą grać zdecydowanie lepiej i oby tak było.
Co może być siłą polskiego zespołu, siłą, która pomoże zrealizować wyznaczone cele?
– Młodość połączona z doświadczeniem. W kadrze jest kilku starszych zawodników, którzy powinni młodszych kolegów prowadzić nie tylko na boisku, ale i poza nim. Na wielkich imprezach ogromną rolę odgrywają bowiem także sprawy mentalne. Nie można przebywać myślami gdzie indziej, nie być na dobre i na złe z zespołem, rozmyślać o tym, co mówią i piszą inni, rozmieniać się na drobne. Najgorsze, co można zrobić, to przejmować się krytyką, szczególnie po jednym słabszym występie. Bardziej doświadczeni siatkarze niejeden duży turniej już przeżyli, wiedzą, jak się na nim zachowywać. A młodzież to młodzież, trzeba w nią wierzyć. Dla każdego z powołanych przez Antigę chłopaków mistrzostwa będą wielkim przeżyciem, adrenalina będzie w nich buzować i zrobią wszystko, by pokazać się z jak najlepszej strony.
Doświadczenie czy młodość: co może przeważyć i w ostatecznym rozrachunku mocniej wpłynąć na wynik?
– Jedno i drugie. Ta drużyna została właśnie w ten sposób zbudowana, by młodość cieszyła grą i robiła atmosferę, a starsi w najważniejszych momentach brali na swoje barki ciężar odpowiedzialności za wynik. W każdym z dotychczasowych meczów występowała inna szóstka, ale nigdy nie było tak, by na parkiecie przebywali sami młodzi albo sami starzy. Trener tak dobierał skład, by był zrównoważony.
Każdy z zawodników powołanych przez Antigę jest ważny, ale wydaje się, że jednego uważa za gracza absolutnie kluczowego. To Mariusz Wlazły.
– Trener Antiga stawia na Mariusza konsekwentnie, ma do niego ogromne zaufanie. Od początku był brany pod uwagę jako ktoś, kto ma robić różnicę i wpływać na losy meczów. To dla Mariusza szansa na pokazanie tego, co naprawdę potrafi. Wierzę, że będzie to turniej jego życia.
Antiga powiedział, że jedynym celem jego podopiecznych będzie medal. Mamy zatem oceniać ich tylko przez pryzmat tego, czy staną na podium?
– Przystępując do turnieju takiej rangi, zawsze trzeba stawiać przed sobą najwyższe cele, by być przygotowanym mentalnie do walki o nie. Jeśli ktoś powie, że zadowoli go tylko wejście do strefy medalowej, to znaczy, że jest minimalistą, a oni już na wstępie lokują się na gorszej pozycji. Tego uczyłem się przez całą swoją karierę, szczególnie we Włoszech, gdzie w każdym meczu, niezależnie do tego, kto stoi po drugiej stronie siatki, gra się o zwycięstwo. Liczy się pierwsze miejsce, już drugi jest najlepszym, ale z przegranych. Nasza reprezentacja powinna mistrzostwa rozpocząć z takim właśnie nastawieniem. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko sport. Wygrać może tylko jeden, są zaledwie trzy medale do rozdania, a drużyn takich jak Polska, mierzących w podium, jest osiem.
Biało-Czerwonym będzie łatwiej z tej racji, że turniej odbędzie się w naszym kraju?
– Z jednej strony tak, z drugiej niekoniecznie. Kibice dodają skrzydeł, na każdym meczu będzie pełna hala, zatem to będzie z pewnością atut. Tyle że otoczka wokół mistrzostw, gigantyczna presja i oczekiwania będą odczuwalne na każdym kroku. Raz jeszcze powtórzę, starsi zawodnicy muszą to wszystko tonować, wpływać na kolegów, by nie zwracali uwagi na pompowany balon, nie gubili koncentracji, tylko skupiali się wyłącznie na grze. I to na najbliższym spotkaniu, a nie na tym, co może wydarzyć się później. Pamiętajmy, że na palcach można policzyć sytuacje, w których gospodarz został mistrzem świata.
Jak poradzić sobie z wszechogarniającą presją?
– Przede wszystkim trzeba wierzyć w swoje umiejętności. Jeśli ktoś jest dobrze przygotowany, to naprawdę nic nie powinno mu przeszkadzać. Wyjdzie na boisko i automatycznie wykona to, co w tysiącach powtórzeń robił na treningach. Od kibiców czy dziennikarzy nie da się i nie można odciąć, ale trzeba zachować równowagę i znaleźć jakiś złoty środek.
Niemcy, by wygrać piłkarski mundial w Brazylii, stoczyli siedem meczów. Drużyna, która będzie walczyła o medal siatkarskich mistrzostw świata, będzie musiała rozegrać aż trzynaście spotkań. Czy to nie jest szaleństwem?
– Rzeczywiście, tak rozbudowanego turnieju nie było jeszcze nigdy w historii. Wielu uważało, że już Puchar Świata był morderczy, ale na nim każdy rozgrywał jedenaście meczów. Z jednej strony kibice mogą się cieszyć, bo otrzymają potężną dawkę siatkówki na najwyższym poziomie. Ale dla zawodników może to być droga przez mękę i ogromna rola sztabów medycznych i fizjoterapeutów, by tak nie było. Antiga ma na szczęście 14 wyrównanych graczy pod opieką, może dzięki temu rotować składem czy nawet pozwolić komuś na odpoczynek, jeśli zajdzie taka potrzeba. Jestem pewien, że szczególnie w pierwszej fazie turnieju da szansę szerokiej kadrze. Celowo nie mówię zmiennikom, bo w tym momencie nie wiemy, kto jest postacią pierwszoszóstkową, a kto teoretycznym rezerwowym.