Bierność kupiona za gaz i ropę
Czwartek, 28 sierpnia 2014 (18:28)Z Karolem Karskim, eurodeputowanym do Parlamentu Europejskiego z ramienia PiS, rozmawia Marta Milczarska
Miasto Nowoazowsk na południu Ukrainy w obwodzie donieckim oraz okoliczne miasta zostały przejęte przez regularne siły rosyjskie. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko w trybie pilnym zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy. Mamy do czynienia z wojną?
– Z agresją Federacji Rosyjskiej na Ukrainę mamy już od dawna. Co więcej, z prawnego punktu widzenia działania rosyjskich sił na tym terenie to regularna agresja. Przypomnę tylko Rezolucję Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 3314 z 1974 roku zawierającą definicję agresji, w którą dokładnie wpisują się te działania prorosyjskich separatystów, a także rosyjskich żołnierzy. Według jej zapisów agresją jest użycie siły zbrojnej przeciwko suwerenności, integralności terytorialnej lub niepodległości politycznej innego państwa.
W tym momencie mamy do czynienia z eskalacją rosyjskich działań, które trwały tam od dłuższego czasu. Władimir Putin już nie musi ukrywać, że te „zielone ludziki” na południowo-wschodniej Ukrainie są jego żołnierzami. Udawanie czegokolwiek nic nie zmieni zarówno dla Rosji, jak i dla krajów zachodnich. Mamy do czynienia z regularną wojną rosyjsko-ukraińską.
Eskalacja konfliktu następuje zaraz po rozmowach w Mińsku, gdzie oprócz Putina, Poroszenki i Łukaszenki obecna była także szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton i komisarze Unii Europejskiej...
– To nic zaskakującego. Tak właśnie działa Rosja: bezpardonowo pokazuje siłę, gdyż zdaje sobie sprawę z olbrzymiej przewagi militarnej i gospodarczej, jaką ma nad Ukrainą. Co więcej, na jej działania nie ma żadnej odpowiedzi i reakcji ze strony społeczności międzynarodowej. Ta bezczelna postawa Rosji jest właśnie wynikiem tej bierności Zachodu. Wszelkiego rodzaju sankcje międzynarodowe wobec Rosji są bezskuteczne. Zauważmy, że sankcje UE wobec Rosji polegają na nałożeniu zakazów na pojedyncze osoby czy przedsiębiorstwa, tymczasem w odpowiedzi Putin wymierza sankcje wobec całej UE i innych krajów.
Takich dowodów braku reakcji na rosyjską agresję można wyliczać wiele, ale warto przypomnieć wypowiedź kanclerz Angeli Merkel, która zastrzegła, że jej celem nie jest „szkodzenie” Rosji. Wobec takich deklaracji czołowych polityków UE oraz bierności i bezsilności Zachodu nie dziwią imperialistyczne poczynaniami Rosji.
Jaka musi być w obecnej sytuacji reakcja Zachodu?
– Z pewnością powinny być podjęte działania dyplomatyczne i polityczne. Konfliktów wojskowych nie rozwiązuje się w świetle kamer, tak jak robi to minister Radosław Sikorski. Wszelkie podjęte decyzje i działania Zachodu muszą mieć charakter skoordynowany i jednolity. W przeciwnym razie trudno być realną przeciwwagą dla strony rosyjskiej.
Jedyną realną siłą są Stany Zjednoczone, które jak dotąd nie zareagowały na rosyjską inwazję?
– USA są potęgą nie tylko militarną, ale także gospodarczą, dlatego też tylko ten kraj może mieć realny wpływ na sytuację na Ukrainie. Z drugiej jednak strony, to Unia Europejska ma żywotny interes w szybkim zażegnaniu tego konfliktu, jednakże jak można liczyć na wspólnotę, skoro jej najważniejszy członek – Niemcy został „kupiony” przez Rosję za ropę. Pamiętajmy, że były kanclerz Niemiec – Gerhard Schroeder, który zawierał z Rosją kontrakty dotyczące budowy Gazociągu Północnego pod dnem Bałtyku, omijającego Polskę, Ukrainę i kraje bałtyckie, jest dziś dobrze opłacanym urzędnikiem rosyjskiego koncernu. Dlatego też nie spodziewałbym się mocnych decyzji wobec Putina ze strony europejskiej wspólnoty.