Wsteczny bieg Radwańskiej
Czwartek, 28 sierpnia 2014 (15:31)Agnieszka Radwańska znów rozczarowała na US Open, ale jeszcze bardziej niepokojące było to, że po raz kolejny w tym roku przegrała ważny pojedynek z dużo niżej notowaną rywalką. Gorzej, że w ostatnich latach stało się to u niej normą.
Pamiętam, że gdy Agnieszka była jeszcze młodziutką „Isią”, czyli niezmanierowaną i sympatyczną nastolatką, to powtarzała, że nie boi się grać z bardziej utytułowanymi i starszymi przeciwniczkami, bo nie ma nic do stracenia. - One muszą wygrywać, ode mnie nikt tego nie wymaga - powtarzała. Stosując tę zasadę, odniosła swoj pierwszy spektakularny sukces, w 2007 roku pokonując na US Open Rosjankę Marię Szarapową.
Dziś (a prawdę powiedziawszy od dłuższego już czasu) to Radwańska stoi po drugiej stronie barykady. Choć ma dopiero 25 lat, dla wielu tenisistek jest tą starszą, o wiele bardziej doświadczoną i utytułowaną. Każda z nich marzy o sprawieniu sensacji, a nie jest to o tyle trudne, że krakowianka z rolą faworytki sobie nie radzi. Szczególnie wtedy, gdy otwiera się przed nią szansa na życiowy wynik. W środę pożegnała się ze zmaganiami w Nowym Jorku, odpadając już w drugiej rundzie. Nie znalazła sposobu na mniej znaną i dużo od siebie słabszą Chinkę Shuai Peng. Identycznie było na wszystkich (!) tegorocznych turniejach Wielkiego Szlema. W Australian Open już powoli witała się z pierwszym karierze zwycięstwem w imprezie najwyższe kategorii, gdy w półfinale uległa Słoweczce Dominice Cibulkovej. Wcześniej wygrywała z nią regularnie i łatwo. W trzeciej rundzie French Open nie sprostała Chorwatce Ajle Tomljanović, a w 1/8 finału Wimbledonu Rosjance Jekaterinie Makarowej. Każda z nich jest dużo, dużo niżej notowana od Polki.
Podobnie wyglądały wielkoszlemowe występy Radwańskiej w 2013 roku. W Wimbledonie już wszyscy koronowali ją na zwyciężczynię, gdy w półfinale przegrała z Niemką Sabine Lisicki. W US Open nie sprostała Makarowej. Nawet w Melbourne i Paryżu, gdy ulegała Chince Na Li i Włoszce Sarze Errani, była od nich notowana wyżej. Rola faworytki Radwańską najwyraźniej przerasta. Gdy czuje, że „musi” wygrać, dodatkowo się spina i nie pokazuje tenisa, do którego przyzwyczaiła. Opartego na technice, inteligencji, sprycie. Kiedy stawka jest mniejsza, a i presja nie tak duża, czyli przede wszystkim w imprezach mniejszej rangi, potrafi zachwycać i wygrywać. Schody pojawiają się później, gdy trzeba faktycznie pokazać pełnię swego warsztatu. W Wielkim Szlemie po raz ostatni uległa wyżej od siebie sklasyfikowanej rywalce w styczniu 2012 roku. Wtedy z Australian Open wyeliminowała ją Białorusinka Wiktoria Azarenka.
Są tacy, którzy uważają, że Radwańska pozostanie jedną z tych gwiazd tenisa, które nigdy nie wygrały imprezy wielkoszlemowej, bo brakuje jej charakteru, ambicji, woli walki i zwycięstwa za wszelkę cenę. Czasami, gdy obserwuje się jej reakcje na korcie, można faktycznie odnieść takie wrażenie...
Piotr Skrobisz