Płaszczyzna porozumienia?
Środa, 27 sierpnia 2014 (20:59)Wypuszczenie na wolność Gao Shishenga z więzienia ujgurskiego oraz stracenie ujgurskich terrorystów jest doskonałą okazją do ponownego przypomnienia sobie o prawach chrześcijan deptanych na tym terenie.
Tak jak prognozowałem na łamach portalu NaszDziennik.pl w październiku 2013 roku, los zamachowców odpowiedzialnych za krwawe zamachy w Pekinie i miejscowościach prowincji Sinciang był od początku przewidziany (zob. TUTAJ).
Przypomnę tylko, że 29 października 2013 roku w Pekinie doszło do ataku samobójców-terrorystów, którzy wjechali samochodem na wypełniony cywilami słynny plac Tiananmen (plac Niebiańskiego Spokoju) i wysadzili się tuż pod portretem Mao Zedonga. Trzech bezpośrednich sprawców zginęło. Przy okazji zabili dwóch niewinnych ludzi, Chińczyka i Filipinkę. Kilkadziesiąt osób zostało rannych.
Reżim komunistyczny dokonuje egzekucji za mniejsze przestępstwa niż terroryzm. Niedawno media niemieckie szeroko relacjonowały wyrok śmierci dla 36-letniego obywatela Niemiec. Pochodzący z Bawarii skazany został za podwójne morderstwo, którego dokonał w 2010 roku. Mieszkaniec Monachium na ulicy chińskiego miasta Xiamen zamordował młotkiem i nożem swoją byłą partnerkę oraz jej aktualnego partnera. Cała trójka pochodziła z Niemiec. Po raz pierwszy w historii obywatel RFN został skazany na karę śmierci w Chinach. Wyrok ma zostać jeszcze potwierdzony przez Sąd Najwyższy w Pekinie. Niezależnie od finału, totalitarny reżim musi być skuteczny i prezentować się opinii publicznej jako skuteczny, żeby utrzymać swoją władzę. W powyższym przypadku motywem zabójstwa była zazdrość. Ośmiu Ujgurów, których oskarżono o terrorystyczne ataki, skazano prawomocnym wyrokiem sądu bez możliwości apelacji i powieszono, zostało wyeliminowanych za terroryzm. Ich zbrodnią nie była zazdrość, ale polityczno-religijne ambicje ubrane w akty terroru, w których zginęło wiele niewinnych osób. Islamscy terroryści zostali skazani za zamach na placu Tiananmen oraz za cztery inne przestępstwa.
W autonomicznej prowincji Sinciang Ujgurzy dość często podnoszą bunt przeciwko władzom chińskim, czując się dyskryminowaną mniejszością. W regionie w związku z tym dochodzi do krwawych zajść, zamieszek, a także zamachów terrorystycznych. W maju br. na targu w stolicy prowincji Urumqi w zamachu zginęło 39 osób. Reżim oskarża o to separatystów walczących o niepodległość i wprowadzenie prawa szariatu na obszarach zajętych przez muzułmanów.
W walce tych dwóch sił trudno jednak opowiedzieć się po którejś ze stron. Komunistyczny totalitaryzm chiński jest głównym źródłem zła w Azji. To on podtrzymuje przy wegetatywnym trwaniu zdegenerowane systemy komunistyczne w Korei Północnej i Wietnamie (chociaż między tymi państwami dochodzi często do konfrontacji militarno-politycznych).
Z kolei opowiedzenie się po stronie ekstremistów islamskich, fundamentalistów i bardzo restrykcyjnie myślącego i funkcjonującego społeczeństwa Ujgurów, jak czynią to środowiska lewackie, także posiada obciążenie ideologiczne, chociażby antychrześcijańskie. Na terenach, gdzie mniejszość ujgurska jest większością, oprócz działania islamskich terrorystów i separatystów, każdy konwertyta z islamu na chrześcijaństwo jest w swoim środowisku rodzinnym, sąsiedzkim, przyjacielskim i publicznym osobą wykluczoną i narażoną na bezrobocie, więzienie, a nawet śmierć. Oprócz represji własnego środowiska, wyznawcy Chrystusa doświadczają ucisku ze strony chińskich władz. Ciekawe, że pomimo prowadzonej ze sobą wojny, na płaszczyźnie antychrześcijańskiej nienawiści komuniści i islamiści potrafią ze sobą zgodnie współpracować.
Ta półtysięczna garstka chrześcijan konwertytów żyje w katakumbach, ukrywając się pośród 9 milionów muzułmanów. Niektórzy są odważniejsi i głoszą Ewangelię swoim rodakom, za co są poddawani różnym represjom. Przykładem jest tu chiński więzień sumienia Alimjan Yimit skazany na 15 lat ciężkiego więzienia. Mąż i ojciec od 3,5 roku (dokładnie od marca 2011 roku) przebywa w niewoli z powodu Jezusa.
Dr Tomasz M. Korczyński