• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Niedźwiedzia przysługa Zachodu

Wtorek, 26 sierpnia 2014 (21:31)

Po Iraku kolejnym przykładem skutków niedźwiedziej przysługi Zachodu jest Libia. Operacje NATO pomogły krajowi uzyskać „wolność″, „demokrację″ i „pokój″, czyli niewolę islamską, wojnę domową i skradający się kalifat. Niewątpliwie Zachód ma rękę do pozostawiania po sobie zgliszczy. Jeszcze kilka takich aktów doraźnej pomocy na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, a po względnym pokoju po chrześcijanach nie zostanie ani śladu.

Ciekawe, że taki butny i odważny świat wolności i demokracji nie jest w stanie uporać się z rosyjskimi terrorystami (przykład państw Bliskiego Wschodu wskazuje, że może to i lepiej) ani pomóc w zwalczaniu putinowskiej rebelii na wschodzie Ukrainy.

W tej konkretnej sytuacji oczywiście główną rolę odgrywa dyplomacja. Tam, gdzie Zachód czuje się silniejszy, uderza ze zdojoną i brutalną siłą, tam, gdzie nie ma szans na sukces, stosuje sankcje, wysyła swoich opatrznościowych mężów stanu i prowadzi rozmowy przy okrągłym stole.

A Libia płonie. Irak spłonął. Tylko Egipcjanie okazali sie na tyle zapobiegawczy, że nie zwrócili się o pomoc do Zachodu i sami obalili dyktatora Mursiego, a wcześniej Mubaraka. Mądry naród.

Libijczycy muszą się uczyć na błędach. Swoich. Rząd tymczasowy zwrócił się bowiem do Zachodu o pomoc w walce z islamską rebelią. Kilkadziesiąt islamskich milicji walczy ze sobą i z rządem (uznawanym przez Zachód) o władzę. Chaos i brutalność są dziś codziennością żyjących pod terrorem wojny domowej Libijczyków.

„Do dziś rana mogliśmy usłyszeć eksplozje i odgłos bitwy, teraz wydaje się, że jest spokojniej. Wiele osób jest przekonanych, że położenie się polepszy, ale nie podzielam tego optymizmu. Dopóki na własne oczy nie zobaczę poprawy, dopóty nie będziemy mogli zasnąć spokojnie″, w ten sposób podsumował aktualną sytuację w Libii Wikariusz Apostolski Trypolisu ks. bp Giovanni Innocenzo Martinelli. Komentował on dla agencji Fides wydarzenia związane z gwałtownymi walkami o kontrole nad lotniskiem i innymi strategicznymi lokalizacjami w stolicy Libii. Milicji jest w tej chwili tak dużo, że nie wiadomo właściwie, kto z kim walczy.

Biskup Martinelli z zakonu franciszkanów donosi, że w stolicy dość często nie ma prądu, co trwa nawet do 10 godzin, mieszkańcy cierpią na deficyt paliwa, co utrudnia dodatkowo i tak trudne życie. „Można powiedzieć słowami św. Franciszka, że Libii pomaga żyć zarówno asceza wyrzeczenia, jak i brak dostępu do dóbr materialnych″.

O sytuacji małej wspólnoty chrześcijańskiej ks. bp Martinelli powiedział: „Wspólnota będzie się kurczyć, jednak są tacy, co wytrwali i chcą tu dalej żyć. Obecnie żyje tu od 300 do 400 katolików, najwięcej z Filipin i przede wszystkim z Afryki, którzy pracują tu jako pomoc na budowie″.

„Dlatego jestem tutaj i ja, pozostanę, aby dalej służyć ludziom. Proszę wszystkich o modlitwę za Libię, o wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny, ponieważ tylko modlitwa dodaje nam sił w przetrwaniu takich momentów”, powiedział ordynariusz miejsca.

Postawa ks. bp. Martinellego bardzo mi imponuje. W jednym z wcześniejszych wywiadów, także dla agencji Fides, ksiądz biskup powiedział, że nawet jeśli Kościół będzie się systematycznie kurczyć, on pozostanie do końca nawet dla jednego chrześcijanina, który zdecyduje się zaryzykować życie w Libii.

A w innym miejscu: „Wciąż wierzę w przyszłość Libii, ale oddajemy się w ręce Pana. Jestem zobowiązany pozostawać na stanowisku tak długo, jak będą tu chrześcijanie. Moim obowiązkiem jest stać po ich stronie. Proszę was o modlitwę. Tylko modlitwa może przemóc naszą sytuację, jakiej tutaj w Libii wszyscy doświadczamy”, zakończył apelem do ludzi Zachodu ks. bp Martinelli (zob. TUTAJ).

Dr Tomasz M. Korczyński