Kania bez walki
Wtorek, 26 sierpnia 2014 (20:58)Paula Kania błyskawicznie pożegnała się z wielkoszlemowym US Open, w meczu pierwszej rundu ulegając Chince Qiang Wang 2:6, 0:6. Gorszy od wyniku był tylko styl pokazany przez polską tenisistkę.
Kania po raz drugi w karierze zaprezentowała się w turnieju Wielkiego Szlema. Dedebiutowała w czerwcu w Wimbledonie, gdzie na dzień dobry także zmierzyła się z Chinką. Wtedy jednak była to Na Li, jedna z najlepszych „rakiet” świata, plasująca się na drugim miejscu w rankingu. Polce nikt nie dawał szans, a jednak bardzo wysoko postawiła rywalce poprzeczkę. Walczyła, dała z siebie wszystko, i choć przegrała, zebrała bardzo pozytywne recenzje. W ostatnich tygodniach grała naprawdę nieźle, wygrała turniej ITF w Landisville oraz dotarła do finału dwóch turniejów WTA (w deblu). Do US Open przedzierała się przez kwalifikacje. Udanie, skutecznie, podobnie zresztą jak Wang. Przed dzisiejszym pojedynkiem wydawało się zatem, że nasza reprezentantka może pokusić się o życiowy sukces. Na pewno nie była na straconej pozycji, ba, Chinka znajdowała się w zasięgu jej możliwości. Przynajmniej w teorii.
W praktyce Kania jako tako radziła sobie tylko przez dwa początkowe gemy, gdy remisowała 1:1. W trzecim dała się przełamać i potem jeszcze na moment podjęła rękawicę (było 2:3), lecz błyskawicznie spasowała. Walkę zastąpiła bierność, dokładność – chaos i błędy. W efekcie Azjatka wygrała dziewięć kolejnych gemów i całe spotkanie 6:2, 6:0. Nierówny bój trwał zaledwie godzinę i jedną minutę. Wang, dodajmy, w Nowym Jorku debiutuje w Wielkim Szlemie i co za tym idzie, awansując do drugiej rundy, osiągnęła największy w dotychczasowej karierze sukces. Kania okazję do rehabilitacji będzie miała w deblu, w którym zagra w parze ze Słowaczką Janette Husarovą.
Jeśli zatem chodzi o występy Polaków w tegorocznym US Open, jest 1:1. W poniedziałek awans wywalczyła Agnieszka Radwańska.