Legalizacja uboju
Wtorek, 26 sierpnia 2014 (17:28)Rolnicy nie będą karani za zabicie świni, cielęcia czy owcy w swoim gospodarstwie. Minister rolnictwa obiecuje, że do końca roku zmienione zostaną przepisy dotyczące uboju gospodarczego.
W tej chwili rolnik w zasadzie nie może zabić dużego zwierzęcia hodowanego we własnym gospodarstwie z powodu rygorystycznych przepisów weterynaryjnych (restrykcje nie dotyczą drobiu). Oczywiście wielu rolników i tak to robi, ale ryzykują mandaty (z reguły to 100 zł).
– Zakaz uboju gospodarczego jest bezsensowny, bo przecież nie ubijamy nie wiadomo, ile sztuk świń, zazwyczaj jedną – mówi pan Bogdan, rolnik z okolic Puław, który niedawno taki mandat za ubój gospodarczy dostał. – Wystarczyłoby obowiązkowe badanie mięsa – dodaje.
Rolnik zaznacza, że najbliższą przemysłową ubojnię ma ponad 20 km od domu, poza tym – stosując się do przepisów sanitarnych – do transportu mięsa z ubitej świni trzeba by mieć specjalny samochód.
Do ministra rolnictwa od dawna kierowane są przez gospodarzy i organizacje rolnicze skargi na nieżyciowe przepisy. Marek Sawicki zapowiedział, że wkrótce dojdzie do zmiany przepisów dotyczących sprzedaży bezpośredniej, a więc także uboju gospodarczego, żeby zlikwidować „fikcję prawną”.
– Nie może być takiej sytuacji, że prawnie nie możemy ubić hodowanego przez siebie zwierzęcia. Rolnicy i tak to robią, omijając prawo i płacąc kary – uważa Sawicki. Rolnik, wedle ministra, będzie tylko zgłaszał do powiatowego lekarza weterynarii zamiar dokonania uboju gospodarczego, który udzieli mu też instrukcji dotyczących przeprowadzania takich prac.
Głównym problemem związanym z ubojem gospodarczym są jednak odpady poubojowe, choć – zdaniem wielu rolników – jest on wyolbrzymiony i można by sobie z nim łatwo poradzić przy dobrej woli władz. Minister Sawicki uważa, że można np. wprowadzić system polegający na tym, że odpady mięsne od rolników będą odbierać firmy utylizacyjne, które przecież już zajmują się unieszkodliwianiem padniętych zwierząt. Rolnik musiałby oddać takie odpady w odpowiednich opakowaniach (workach), brałby też na siebie obowiązek odpowiedniego ich przechowywania do czasu odbioru.
Swoje deklaracje minister rolnictwa złożył podczas spotkania w Regionalnym Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu. I wybrał dobre miejsce, bo akurat na Podhalu i w Beskidach problem uboju gospodarczego jest najbardziej widoczny. Okazuje się bowiem, że u naszych południowych sąsiadów, a zwłaszcza na Słowacji, przepisy dotyczące uboju owiec są bardziej liberalne i w efekcie do Polski przywozi się stamtąd duże ilości jagnięciny i baraniny. Teraz dużą część rynku będą mogli przejąć polscy bacowie.
– Trzeba powiedzieć, że generalnie w Polsce przepisy dotyczące uboju gospodarczego czy sprzedaży bezpośredniej żywności są zbyt surowe, bo nawet prawo unijne jest bardziej liberalne. Wystarczy pojechać do państw zachodnich, gdzie dba się na pewno o bezpieczeństwo żywnościowe nie gorzej niż u nas, aby się przekonać, że tam rolnicy mają większą swobodę we wprowadzaniu na rynek wyprodukowanej przez siebie żywności. U nas powinno być tak samo – mówi Karol Maciejewski, technolog żywności. Rolnicy tymczasem od wielu miesięcy czekają na zliberalizowanie także przepisów dotyczących sprzedaży bezpośredniej – teraz mogą sprzedawać tylko żywność surową, nieprzetworzoną, a więc głównie warzywa, owoce, mleko czy miód.
Krzysztof Losz