• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

W Mercedesie wrze

Poniedziałek, 25 sierpnia 2014 (16:52)

Zespół Mercedesa w tym sezonie mistrzostw świata Formuły 1 nie ma sobie równych, jednak atmosfera w nim daleka jest od sielankowej. Można nawet stwierdzić, że w rzadko krótym teamie jest tak zła, a oliwy do ognia dolał incydent z niedzieli.

Przypomnijmy: tuż po rozpoczęciu rywalizacji w Grand Prix Belgii Lewis Hamilton pięknym manewrem wyprzedził Nico Rosberga, zwycięzcę sobotnich kwalifikacji. Brytyjczyk prowadzeniem długo się jednak nie nacieszył. Na drugim okrążeniu Niemiec zaatakował kolegę z zespołu, a że uczynił to na ciasnym fragmencie toru, uderzył przednim spojlerem w tylne, lewe koło bolidu lidera. Guma pękła, Hamilton musiał przez to zjechać do boksu, w efekcie czego stracił mnóstwo sekund i spadł na sam koniec stawki. Potem w jego aucie zaczął szwankować silnik i na 40 „kółku” wycofał się z rywalizacji.

Rosberg też niby uszkodził bolid, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu, i nie dość, że dojechał do mety, to na wysokim drugim miejscu. Umocnił się przez to na czele klasyfikacji generalnej, uciekając Hamiltonowi na dystans 29 punktów.

Po wyścigu Brytyjczyk zszokował słowami, że Rosberg uderzył w niego celowo. – Powiedział, że zrobił to, by coś udowodnić. Mogł łatwo tego uniknąć, zostawiłem mu przecież wystarczająco dużo miejsca – podkreślił. Niemiec sytuację zbagatelizował, twierdząc, że był to zwykły incydent wyścigowy. Ale już nikt nie miał wątpliwości, że w zespole źle się dzieje. Dziś już nikt nie mówi o dominacji Mercedesa, jego fantastycznej formie, tylko o konflikcie między jego gwiazdami, który może rozbić team od wewnątrz. Jeszcze w niedzielę Toto Wolff, szef zespołu, usprawiedliwiał Rosberga, mówiąc, że jego słowa zostały źle zrozumiane. Hamilton się jednak ze swych oskarżeń nie wycofał. Dziś Wolff przyznał, że w najbliższych dniach wyciągnie konsekwencje wobec kierowców. – Źle się stało, że naruszone zostały zasady obowiązujące w teamie – podkreślił. Mercedes zastanowi się również nad powrotem do jawnych team orders, czyli odgórnych poleceń dla swoich zawodników. – Nie lubimy tej filozofii, ale może się okazać jedynym wyjściem. Rozgrywamy wspaniałe wyścigi, toczymy wspaniałe pojedynki, ale to przestaje mieć znaczenie, gdy zaczynamy wyglądać jak głupcy – powiedział Wolff.

Mercedes się boi, że przez niesnaski między Rosbergiem i Hamiltonem może przegrać sezon, który wydawał się już wygrany. Na razie co prawda przewodzi zdecydowanie w każdej klasyfikacji, jednak woli być ostrożny i zadziałać odpowiednio wcześnie. Nie można wykluczyć, że przygoda Niemca i Brytyjczyka w jednym zespole za długo nie potrwa...

Piotr Skrobisz