Z defilady na front
Poniedziałek, 25 sierpnia 2014 (02:08)Kijów w latach 2015-2017 przeznaczy 40 mld hrywien (ponad 2,2 mld euro) na dozbrojenie swojej armii.
Ukraina świętowała wczoraj Dzień Niepodległości. Główną ulicą Kijowa – Chreszczatykiem – przeszły wszystkie rodzaje wojsk wraz ze sprzętem. Pomimo radosnego charakteru uroczystości władze kraju nie mają wątpliwości, że zagrożenie ze strony Rosji jest duże. Jak wyraził się prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, także w najbliższych latach nad Ukrainą będzie ciążyć „ciągłe zagrożenie wojskowe”. – W związku z tym od 2015 do 2017 r. planujemy przeznaczyć 40 mld hrywien (ponad 2,2 mld euro) na dozbrojenie – podkreślił Poroszenko w swoim przemówieniu. – Jest jasne, że w najbliższej przyszłości nad Ukrainą niestety będzie ciążyć stałe zagrożenie wojskowe – dodał szef państwa, zwracając się do tysięcy ludzi zebranych na Majdanie Niepodległości. – Musimy się nauczyć nie tylko z tym żyć, ale też zawsze być przygotowanym na obronę niepodległości naszego kraju – mówił.
Bitwa o niepodległość
Nawiązując do walk z prorosyjskimi separatystami, które od kilku miesięcy toczą się na wschodzie kraju, Poroszenko wyraził przekonanie, że ta „bitwa o niepodległość” zakończy się zwycięstwem Ukrainy. Prezydent podkreślił, że zagrożenie przyszło z zewnątrz, i ocenił, że w ostatnich miesiącach Ukraina pokazała, że jest w stanie się bronić. Dodał, że wróg długo się przygotowywał oraz że Ukraina nie spodziewała się „zdradzieckiego ataku na taką skalę”. – Zestrzelenie przez terrorystów malezyjskiego samolotu. Zabicie przez nich konsula honorowego Litwy. Pojawienie się cudzoziemskich najemników na służbie terrorystów. Wszystko to świadczy o tym, że agresja przeciwko Ukrainie wyszła poza ramy dwustronnych relacji – mówił Poroszenko. – Agresja ta rujnuje porządek światowy i gwałci prawo międzynarodowe. Jest ona zagrożeniem dla bezpieczeństwa europejskiego i globalnego – podkreślał.
Z okazji Dnia Niepodległości na Majdanie przed Poroszenką przemaszerowali m.in. żołnierze, którzy wkrótce trafią na front. Przejechała też kolumna pojazdów wojskowych: transportery opancerzone, systemy rakietowe Grad i Osa oraz Toczka-U. Służby prasowe urzędu prezydenckiego w Kijowie powiadomiły, że sprzęt ten także trafi na front we wschodnich obwodach kraju.
W tym samym czasie terytorium Ukrainy opuściły ciężarówki z rosyjskiego konwoju z tzw. pomocą humanitarną. Ministerstwo ds. sytuacji nadzwyczajnych Federacji Rosyjskiej, organizator konwoju, poinformowało, że w minioną sobotę wszystkie pojazdy wróciły do Rosji.
Ukraińcy obawiali się, że w ciężarówkach może znajdować się sprzęt wojskowy dla prorosyjskich separatystów. Moskwa zdecydowanie temu zaprzeczała. Teraz strona ukraińska twierdzi – mówił o tym w sobotę rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO) Andrij Łysenko – że wyjeżdżając z Ukrainy, rosyjskie pojazdy wywiozły maszyny przemysłowe.
Zdaniem zarówno Kijowa, jak i Zachodu, wjazd rosyjskich ciężarówek na Ukrainę był jednoznacznym złamaniem prawa międzynarodowego. Moskwa nie zgadza się na taką interpretację. Prezydent Poroszenko ocenił wysłanie przez Moskwę konwoju z pomocą humanitarną do Ługańska bez zezwolenia ze strony Kijowa jako „rażące naruszenie prawa międzynarodowego”. Z kolei premier Arsenij Jaceniuk oświadczył, że rosyjski konwój jest prowokacją – Moskwa chce, żeby został zaatakowany, by zrzucić winę na władze w Kijowie. Podobnego zdania są Unia Europejska i NATO. Rzecznik służby dyplomatycznej Unii Europejskiej Sebastien Brabant ocenił, że wjazd rosyjskiego konwoju na Ukrainę bez eskorty Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK) i bez zgody ukraińskich władz jest „jawnym naruszeniem granicy Ukrainy”. Z kolei zastępca doradcy Białego Domu ds. bezpieczeństwa Ben Rhodes oświadczył, że rosyjski konwój jest „elementem skandalicznej inwazji na ukraińską suwerenność” i w niebezpieczny sposób przyczynia się do eskalacji konfliktu. Zaś sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen, który również potępił wjazd rosyjskiego konwoju na Ukrainę bez zgody władz w Kijowie i bez udziału MKCK, uznał to za rażące naruszenie przez Rosję jej międzynarodowych zobowiązań i dalsze naruszanie przez nią suwerenności Ukrainy.
W odpowiedzi na te oskarżenia ministerstwo spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej zaprzeczyło, by wysyłając konwój z pomocą humanitarną dla mieszkańców wschodniej Ukrainy, Rosja złamała prawo międzynarodowe. Zdaniem Rosji, „absolutnie bezpodstawne” są również zarzuty, jakoby Moskwa działała bez zgody Kijowa. „Oficjalny wniosek o udzielenie takiej pomocy skierowaliśmy do strony ukraińskiej notą dyplomatyczną 11 sierpnia. Zgodę otrzymaliśmy 12 sierpnia” – twierdzi rosyjskie MSZ.
Ministerstwo obrony Federacji Rosyjskiej odrzuciło oskarżenia ze strony NATO, twierdzącego, że w działaniach bojowych na Ukrainie uczestniczą żołnierze, sprzęt pancerny i artyleria z Rosji. Jest to odpowiedź na słowa Rasmussena, który w zeszłym tygodniu oświadczył: „Mamy do czynienia ze stałym napływem broni i bojowników z Rosji na wschodnią Ukrainę”. – Jest to wyraźny przejaw trwałego udziału Rosji w destabilizacji wschodniej Ukrainy – dodał wówczas.
Merkel w Kijowie
Pełne wsparcie dla Ukrainy wyraziły także Niemcy. – Chcemy, by prawa Ukrainy były przestrzegane; działania zbrojne we wschodniej Ukrainie powinny być wstrzymane, a granica z Rosją – kontrolowana – oświadczyła kanclerz Niemiec Angela Merkel, która gościła w Kijowie na zaproszenie tamtejszych władz. Podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Poroszenką podkreśliła, że Niemcy popierają jedność terytorialną i niepodległość jego kraju. Prezydent Ukrainy oświadczył ze swojej strony, że na spotkaniu z Merkel rozmawiano o wsparciu finansowym w wysokości 500 mln euro na odbudowę zniszczonego działaniami wojennymi Donbasu. – Moja obecność tutaj pokazuje, że wiele się zmieniło. Nie chcemy żadnych nowych problemów politycznych. Niemcy wiele nauczyły się ze swojej historii – zaznaczyła Merkel. Wyraziła nadzieję, że zaplanowane na nadchodzący wtorek rozmowy w Mińsku w formacie Ukraina – UE – Unia Celna (Rosja, Białoruś, Kazachstan) pomogą w uregulowaniu konfliktu we wschodniej Ukrainie. W rozmowach tych będzie uczestniczył zarówno prezydent Poroszenko, jak i prezydent Rosji Władimir Putin. –Wstrzymanie ognia jest konieczne. Mamy nadzieję, że zaplanowane rozmowy z Rosją w Mińsku przyniosą sukces – powiedziała Merkel. Kanclerz poinformowała, że obecnie Berlin nie planuje wprowadzenia nowych sankcji wobec Moskwy. Powiedziała też, że Niemcy nie uznają aneksji Krymu przez Rosję.
W Donbasie wciąż trwają walki. Podczas niedzielnego bombardowania Doniecka, jednego z bastionów prorosyjskich separatystów na wschodzie Ukrainy, zaatakowany został szpital w centrum miasta. Nikomu nic się nie stało. Pacjenci zostali ewakuowani. Pociski trafiły w kostnicę oraz dwa budynki szpitalne. Dziesiątki pacjentów wyprowadzono do piwnicy w budynku, w którym mieści się oddział chirurgii. Nie jest jasne, kto był sprawcą bombardowania szpitala Kalinina. Według agencji, wczoraj rano w jego pobliżu widziano wielu rebeliantów.
W tym samym mieście prorosyjscy separatyści zmusili do przemaszerowania przed tłumem grupę kilkudziesięciu ukraińskich jeńców. Świadkowie opisują, że jeńcy szli główną ulicą Doniecka ze spuszczonymi głowami; byli nieogoleni, brudni, ubrani w mundury lub po cywilnemu. Przez megafony ogłoszono: „Widzimy teraz ludzi, których przysłano, by nas zabili”. Następnie schwytanych Ukraińców zgromadzono na placu Lenina w centrum miasta, gdzie tłum gwizdał i krzyczał: „Faszyści!”, „Na kolana!”. Kilka osób rzuciło w jeńców różnymi przedmiotami, m.in. butelkami.
Łukasz Sianożęcki