Kevin ciekawszy niż mecz
Piątek, 7 września 2012 (18:54)Sytuacja wokół transmisji pierwszych meczów polskiej reprezentacji piłkarskiej w eliminacjach do mistrzostw świata w Rio De Janeiro jest kompromitująca. Jest kompromitująca przede wszystkim dla samej telewizji publicznej, której nie starczyło pieniędzy, aby wykupić prawa do transmisji tych spotkań.
Władze TVP tłumaczą się, że w warunkach kryzysu spółka dysponująca prawami do pokazywania meczów eliminacyjnych powinna obniżyć swoje wymagania finansowe. Pozostaje jednak pytanie, skąd tak duże braki w telewizyjnej kasie. Czyżby podobnie jak w przypadku „perfekcyjnie” wykonanego Stadionu Narodowego, kiedy to gigantyczne premie przyznano jego budowniczym, najważniejsze postacie TV dostały podobne kwoty za równie „perfekcyjnie” pokazane igrzyska olimpijskie w Londynie?
Nikt nie zaprzeczy bowiem, iż te zmagania pokazywane pod batutą Włodka „wszystko w rękach konia” i z komentarzem Darka „Ciszewskiego” zasługują na najwyższe gratyfikacje finansowe. Do historii przejdą bowiem relacje z finałów B w wioślarstwie, komentowane przez drugiego z panów, podczas gdy inni nasi reprezentanci walczyli o medale, a telewizja nie miała najmniejszego zamiaru tego pokazać.
W takiej sytuacji widz musi zrozumieć, że już nie starczyło pieniędzy na wykupienie możliwości pokazywania zmagań naszych piłkarzy. O dziwo, polski widz wykazał się w tym względzie daleko idącą wyrozumiałością. Kiedy okazało się, że TVP nie wywiąże się ze swojego obowiązku, a spotkanie Czarnogóra - Polska będzie można jedynie oglądać w płatnym systemie pay-per-view, oburzenie było… niewielkie. I już to jest kompromitujące dla reprezentacji piłkarskiej. Gdzie bowiem nasze – kibiców, oburzenie? Gdzie słuszna złość? Gdzie głośne domaganie się prawa do oglądania polskich piłkarzy? Takiej bowiem reakcji spodziewałbym się, kiedy narusza się podstawowe kibicowskie prawa? A że polski widz potrafi skutecznie działać w podobnej sytuacji, wiemy doskonale. Przypomnę bowiem słynną akcję protestacyjną, która odbyła się na najbardziej popularnych portalach społecznościowych i która zgromadziła tysiące zwolenników w celu przywrócenia na antenę jednej z prywatnych telewizji filmu pt. „Kevin sam w domu”. Inicjatywa ta odbiła się szerokim echem nie tylko na tego typu stronach, ale przytaczana była na największych portalach informacyjnych. Telewidzom udało się – Kevin wrócił na ekrany.
Czemu więc teraz nie można tego powtórzyć? Czemu nie skrzyknąć się i nie nacisnąć na telewizję, aby wysupłała te brakujące złotówki i pokazała mecze za darmo? Cóż, najwyraźniej internautom, kibicom i widzom nie chce się tego robić. Poziom, jaki reprezentuje nasza reprezentacja (niezmiennie od początku Euro do dziś), nie jest widocznie wart takiego protestu. Okazuje się, że bardziej interesujące jest dla widza po raz enty zobaczyć zmagania siedmioletniego chłopca z dwójką łobuzów niż potyczki naszej jedenastki. Taką sytuację najlepiej obrazuje komentarz jednego z internautów. Stwierdził on, że nie jest rozczarowany, iż nie zobaczy meczu naszych orłów z Czarnogórą, gdyż więcej akcji spodziewa się zobaczyć o godzinie 17.00 w „Klanie” niż po 20.30, kiedy to polscy piłkarze wybiegną na boisko. Przykre… oby jednak nieprawdziwe.
Łukasz Sianożęcki
Łukasz Sianożęcki