• Poniedziałek, 27 kwietnia 2026

    imieniny: Zyty, Teofila, Felicji

Spontaniczność bezprawna…

Niedziela, 24 sierpnia 2014 (14:59)

 Relacja s. Anny Bałchan z dwudziestego dnia wyprawy NINIWA Team

 

Szwajcaria to piękny kraj, jednak nie ma tu miejsca na spontan… „Spontaniczność musi być pół roku wcześniej zaplanowana i zgłoszona na policję” – zdradza o. Tomek. Wczorajsza informacja o tym, że rowerzyści śpią na placu kościelnym, niestety musi zostać zdementowana, bo zaraz po zdaniu przez o. Tomka relacji z piątku, rowerzyści zostali poproszeni o opuszczenie placu kościelnego. Obowiązują tu wysokie kary za niezgłoszenie takiej grupy. W rezultacie rowerzyści trochę w lęku, ale bez innego wyjścia, dzięki życzliwości jakiegoś Szwajcara, który pozwolił przenocować na kawałku lasu, przekoczowali noc z piątku na sobotę.

Mało odpoczynku w nocy, a w sobotę cały dzień pedałowania po górach i w chłodzie! Pogoda nie była najgorsza do jazdy, ale bardziej od niej morale psuła sytuacja noclegowa. Również nadzieje na niedzielny nocleg coraz bardziej topniały. W desperacji rowerzyści szukali jakiejś Polskiej Misji Katolickiej. Ta się znalazła w Zurichu, ale to nie taka misja polska jak w np. w Niemczech. Tu ok. 50 Polaków obsługuje (nawet nie stacjonarny) kapłan – obecnie na urlopie. Chwilowo zastępuje go ks. bp Krzysztof Zadarek, biskup pomocniczy z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Ksiądz biskup spadł podróżnikom z nieba, zna bowiem dobre obowiązujące prawa i realia, a kiedy dowiedział się o formie podróży grupy, złapał się za głowę. To samo zrobiły siostry słuchające rozmowy.

Mimo całej życzliwości, ksiądz biskup nie mógł przyjąć grupy do siebie, bo sam ma tylko jeden, mały pokoik, a Misja Katolika w całej Szwajcarii nie dysponuje żadnymi salkami parafialnymi. Podobnie tutejsza misja tylko na niedziele wynajmuje kościół i nie ma własnych salek do dyspozycji. Ks. bp Krzysztof wydzwaniał, gdzie się dało, by pomóc naszym pielgrzymom. Trwało to 1,5 h, ale wszyscy odmawiali, bo prawo zabrania takiej spontanicznej formy noclegu. Ups! (przyp. red. – O. Tomek naciska w rozmowie, by nie wybrzmiało to negatywnie i że bardzo szanuje Szwajcarów, którym można jedynie zazdrościć uporządkowania i bezpieczeństwa, jakie udało się im wdrożyć w swojej ojczyźnie. Tu przy sklepach porozkładane są wartościowe produkty, są niepilnowane i nikt nawet nie pomyśli, że mogłyby zostać ukradzione. Nad bezpieczeństwem czuwa policja, która wzywana jest w niepokojących dla mieszkańców sytuacjach. Problem w tym, że różnimy się mocno mentalnością i spojrzeniem. Dlatego trudno tu realizować przyjęty przez nas plan wyprawy i jazdę „na wiarę”).

By nie łamać prawa, team musi złamać własne zasady. Najważniejszy jest pokój w sobie samym, by móc siać pokój na zewnątrz. To trudne, jeśli z lękiem patrzy się na podstawowe sprawy bytowe jak nocleg czy jedzenie, które tu jest okropnie drogie. Zapadają następujące decyzje:

1. Zapłacić 19 franków od osoby za pole namiotowe (bez ciepłej wody!).

2. Uciekać ze Szwajcarii do Francji bez uruchamiania nowej geoankiety dla internautów.

3. Jechać przez niedzielę. Odpoczynek będzie w poniedziałek.

(przyp. red. – Złamane zostają zatem zasady dotyczące niepłacenia za nocleg i odpoczynku w niedzielę. W przypadku niepłacenia za nocleg nie chodzi o skąpstwo, ale o to, by właśnie nie ulegać pokusie wygodnej podróży, a raczej poddawać się okolicznościom i Opatrzności oraz przyjmować trud. W szwajcarskich warunkach jednak nie jest to możliwe w ustalony sposób. Oparcie się na Opatrzności to w tym przypadku przyjęcie pomocy księdza biskupa i skorzystanie z tańszego z możliwych noclegów oraz z bólem portfela opłacenie kempingu).

Szwajcaria to podobno najbezpieczniejszy kraj. O spontaniczności jednak można zapomnieć. To nauka innego świata i zwyczaju. Panie, dodaj im sił i ciepła na kolejny odcinek dla pokoju!

 

Bilans dnia:

146 km

 

Nocleg:

 

Szwajcaria. 16 km od Zurichu

 

Przejechanych do tej pory kilometrów: 3161

Źródło: Niniwa Team