Clinton na rozgrzewkę
Piątek, 7 września 2012 (06:02)Były prezydent Bill Clinton formalnie nominował Baracka Obamę na kandydata Partii Demokratycznej w listopadowych wyborach prezydenckich w USA.
W swoim przemówieniu były szef Białego Domu bronił działań Obamy na arenie krajowej gospodarki, oceniając, że działał on w bardzo trudnych czasach. Jednocześnie, podobnie jak jego partyjni koledzy, swoje przemówienie w dużym stopniu poświęcił krytyce rywala obecnego prezydenta, stwierdzając, że ideologia jego samego, a także całej Partii Republikańskiej jest skostniała i nieuznająca kompromisów.
Podobnie jak wcześniejsi prelegenci w pierwszym dniu konwencji Demokratów, również Bill Clinton rozpływał się nad postacią Baracka Obamy i wskazywał jego dokonania. Mężowi obecnej sekretarz stanu przypadło jednak zadanie bronienia osiągnięć prezydenta na polu gospodarki, dlatego też nie mógł powtarzać utartych już argumentów o "wycofaniu wojsk z Iraku i Afganistanu i zabiciu Osamy Bin Ladena".
Clinton stwierdził, że obecny szef Białego Domu spędził ostatnie cztery lata na "ustawianiu na właściwym miejscu polityki, która doprowadzi do bardziej dynamicznej i zbalansowanej ekonomii". Stwierdził także, że obecnie Amerykanom żyje się "oczywiście" zdecydowanie lepiej niż cztery lata temu, kiedy Obama został zaprzysiężony na swój urząd. - Ani ten prezydent, ani żaden z moich poprzedników, nikt nie byłby w stanie w pełni naprawić szkód, jakie zostały wyrządzone w ostatnich czterech latach - tłumaczył zaniedbania władz.
- Ale on [Obama] położył fundamenty pod nowoczesną, efektywną gospodarkę i wspólny dobrobyt. Jeśli przedłużycie mu mandat, wówczas to poczujecie - takimi słowami Clinton określił zwiększenie krajowego deficytu do rozmiarów nieznanych w historii USA.
Następnie przystąpił do zmasowanego ataku na Republikanów. W ocenie demokraty, wybór podczas listopadowych głosowań jest nadzwyczaj prosty, ponieważ Republikanie wierzą w jakiś "równoległy wszechświat", jeśli chodzi o gospodarkę. Argumentował przy tym, że to właśnie Republikanie przed czterema laty pozostawili amerykańską gospodarkę w tak fatalnym stanie, zaś obecnie starają się całą winę zrzucić na obecną administrację.
- Zostawiliśmy kraj w totalnym bałaganie, a on nie potrafił tego uprzątnąć, więc teraz zabierzcie mu władzę i dajcie znów nam - "streszczał" argumentację Republikanów Clinton. Starając się pozyskać głosy wyborców niezdecydowanych, kreślił także charakterystykę konserwatystów jako ugrupowania nienawistników, niezdolnych do jakiejkolwiek współpracy.
- Pomimo że ja osobiście często nie zgadzam się z Republikanami, nigdy nie nauczyłem się nienawidzić ich w takim stopniu, w jakim władze ich partii zdają się nienawidzić dziś prezydenta Obamy i Demokratów - zarzucał oponentom. Przemówienie byłego prezydenta trwało niemal godzinę. Dopiero wówczas na scenie pojawił się Barack Obama i formalnie przyjął z rąk Billa Clintona nominację.
Wystąpienie retoryczne i emocjonalne
Amerykańskie media oceniły wystąpienie jako czysto "retoryczne i emocjonalne", które, podobnie jak w pierwszym dniu, ograniczyło się do czystych pochwał, bez podawania konkretnych osiągnięć na polu ekonomicznym, gdyż... tych po prostu brak.
Zanim jednak na trybunę wyszedł prezydent Clinton, w szeregach członków Partii Demokratycznej rozgorzały gorące dyskusje na temat tego, jak ma wyglądać oficjalna część tego dnia. Głosami większości Demokraci w ostatniej chwili wycofali się z części zmian wprowadzonych poprzedniego dnia do platformy programowej stronnictwa. Po burzliwej dyskusji do dokumentu programowego ponownie wprowadzono usunięte poprzedniego dnia słowo "Bóg", a także stwierdzenie, że Jerozolima jest stolicą Izraela.
Zmiany wprowadzone dzień wcześniej ostro skrytykowali przedstawiciele Partii Republikańskiej, oświadczając, że w ich ocenie pominięcie poparcia Jerozolimy jako stolicy Izraela potwierdza, iż Demokraci porzucają głównego sojusznika USA na Bliskim Wschodzie. Dokument ten jednak jednoznacznie pokazuje, że Demokraci w tegorocznych wyborach stawiają coraz bardziej na wyborców lewicowych. Pozostawiono w nim bowiem jako założenia programowe całego ugrupowania poparcie dla związków homoseksualnych, a także finansowanie z budżetu państwa aborcji w późnym okresie ciąży.
Przemówienie Clintona miało być swoistym wprowadzeniem zwolenników Partii Demokratycznej do wystąpienia, jakie wygłosił prezydent Obama podczas ostatniego dnia zjazdu. W pierwotnych planach miał być to wielki show, który odbędzie się na odkrytym stadionie w Charlotte, adresowany do niemal 75 tys. osób. Ze względu jednak na ulewy nękające stan w ostatnich dniach sztabowcy Obamy musieli zdecydować się na przeniesienie imprezy do hali sportowej, która pomieści pięć razy mniej widzów.
Łukasz Sianożęcki