• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Bolt obiecuje show

Środa, 20 sierpnia 2014 (19:45)

Mogę obiecać kibicom, że zrobię dla nich prawdziwy show – powiedział Jamajczyk Usain Bolt, największa gwiazda Memoriału Kamili Skolimowskiej, który w sobotę odbędzie się na warszawskim Stadionie Narodowym.

Usain Bolt to w chwili obecnej jedna z największych osobistości nie tylko lekkiej atletyki, ale i całego światowego sportu. Być może największa. Urodził się 21 sierpnia 1986 roku w Trelawny na Jamajce. Początkowo uprawiał krykiet, ale szybko przerzucił się na sprint, bo w nim zaczął osiągać sukcesy. Co prawda w 2001 roku na mistrzostwach świata do lat 17 w Debreczynie odpadł w półfinale biegu na 200 m (w którym wtedy się specjalizował), ale po dwóch latach w kanadyjskim Sherbrooke był już bezkonkurencyjny, wynikiem 20,13 s wyrówując rekord świata juniorów.

Już wtedy wielu ekspertów przewidywało, że w tym młodzianie tkwi niesamowity potencjał, który w pewnym momencie eksploduje z niewiarygodną siłą. W 2004 roku po raz pierwszy pokonał 200 m w czasie poniżej 20 sekund (19,93). Z każdym kolejnym sezonem był coraz szybszy, a tuż przed igrzyskami w Pekinie był już murowanym faworytem do złotych medali – zarówno na 100, jak i 200 metrów. Wówczas już oczekiwano od niego nie tylko triumfów. Także czasów, które przejdą do historii. Próbkę tego, co może nastąpić w stolicy Chin, dał tuż przed igrzyskami, gdy w Nowym Jorku pokonał „setkę” w niesamowite 9,72 sekundy. To był nowy rekord, rekord, wydawało się, na długie lata. W pekińskim finale Bolt dokonał jednak niemożliwego.

Na 100 m uzyskał 9,69, na 200 – 19,30. Tak szybko na tych dystansach nie biegał wcześniej nikt. Jamajczyk do kolekcji dołożył jeszcze złoto w sztafecie 4 x 100 metrów. Rok później na mistrzostwach świata w Berlinie Bolt pokazał, że nie ma granic, których nie jest w stanie pokonać. Znów zdobył trzy złote krążki, za każdym razem z rekordem globu – na 100 (9,58), 200 (19,19) i w sztafecie (37,31). Potem przeżył największą porażkę w karierze. W 2011 roku na mistrzostwach świata w Daegu popełnił na 100 m falstart, za który został zdyskwalifikowany. Przed igrzyskami w Londynie jego forma stanowiła zagadkę, nie brakowało nawet takich, którzy spodziewali się problemów. Tymczasem ponownie trzykrotnie stanął na najwyższym stopniu podium, przechodząc do historii.

Dziś jest żywą legendą sprintu, najszybszym człowiekiem globu, który wciąż jest w stanie pokonywać bariery i przekraczać granice nie do przekroczenia. W sobotę pobiegnie na Stadionie Narodowym. Pierwszy raz w karierze pod dachem, bo ten zostanie zasunięty, by zabezpieczyć się przed pogodowymi niespodziankami. – Startowałem już na ulicy w Manchesterze, na plaży Copacabana w Rio de Janeiro, teraz na obiekcie futbolowym. Robię to, by promować lekkoatletykę. Wierzę, że kibice wspomigą mnie dopingiem, a ze swojej strony mogę im obiecać show – powiedział.

Halowy, nieoficjalny rekord globu od 1996 roku należy do reprezentanta Namibii Frankiego Fredericksa i wynosi 10,05 sekundy. Jako że w sobotę dach na Narodowym zostanie zasunięty, stadion zamieni się w halę. Bolt „setkę” w takim czasie może pokonać z zawiązanymi oczyma i tyłem, zatem można się spodziewać rekordowego biegu. – Mam nadzieję, że jak pobiegnę szybciej od 10,5, to wynik ten zostanie uznany za rekord – przyznał. W Polsce do tej pory 100 m najszybciej pokonał inny Jamajczyk, Asafa Powell – 9,82 metra. Bolt w tym czasie biega regularnie, ale, co podkreślił, dziś raczej nie jest przygotowany na tyle, by rodaka pobić.

Piotr Skrobisz