• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Wszędzie uchodźcy

Środa, 20 sierpnia 2014 (16:50)

Państwo Islamskie (dawniej ISIS) znalazło się pod ostrzałem, ale terroryści sunniccy będą się mścić za naloty i bombardowania swoich posterunków. Uderzą ze zdwojoną siłą. W cywilów. W chrześcijan. Wysłannicy Stowarzyszenia Papieskiego Pomoc Kościołowi w Potrzebie towarzyszą w podróży ks. abp. Emilowi Nonie, ordynariuszowi chaldejskiemu w Mosulu, odwiedzając chrześcijańskich uchodźców. Z Ankawy i Erbilu, miast, w których aż roi się od uchodźców, udali się w okolice Dohuku (miejscowości leżącej na północ od Mosulu). Uchodźcy są tam rozproszeni po różnych wioskach. Biskup także jest uchodźcą. Musiał opuścić Mosul i odbyć zaplanowane spotkanie z młodzieżą w innej chrześcijańskiej miejscowości, ponieważ siły terrorystów zajęły to miasto. Jak każdy chrześcijanin musiał zostawić wszystko, co posiadał.

W drodze do Dohuku PKWP wraz z biskupem odwiedzili maleńką wspólnotę chrześcijan w Mangeszu. Dwadzieścia pięć lat temu było to w pełni chrześcijańskie miasto. Potem jednak Saddam Husajn pozwolił osiedlić się w nim bardzo dużej liczbie Kurdów, w związku z czym chrześcijanie stali się mniejszością. Obecnie przebywa tam około trzystu rodzin chrześcijańskich. Dołączyło do nich około 77 rodzin należących do Syryjskiego Kościoła Ortodoksyjnego, które na początku sierpnia br. uciekły ze swojej miejscowości znajdującej się niedaleko Alkuszu. Jeden z mężczyzn z tego miasteczka trzy dni wcześniej wyruszył na poszukiwanie schronienia dla rodzin i przypadkowo odkrył Mangesz. Gdy zaczęły się bombardowania okolicy, był to dla nich wystarczający znak, by uciekać. Uchodźcy byli bardzo wdzięczni ks. Yoshi Sanie, który ofiarował im budynek katolickiego centrum katechetycznego jako schronienie.

W centrum katechetycznym przebywał również kapłan Kościoła prawosławnego. Wyraził on ks. abp. Nonie wdzięczność, którą żywią uchodźcy za dobroć i szczodrość, z jaką ich tutaj potraktowano. Jednak ciągle potrzebują więcej namiotów i wentylatorów. Hierarcha obiecał je zdobyć. Upały są teraz nieznośne i wycieńczające. Temperatura dochodzi do 50 stopni Celsjusza. Kilka rodzin, niekiedy nawet siedem, dzieli często jeden namiot. Jeden z mężczyzn wyznał wysłannikom PKWP, że już nie wytrzymuje tej sytuacji: „Nie ze względu na mnie, ale ze względu na moje dzieci”. Pewna kobieta z trojgiem niepełnosprawnych dzieci głośno płakała, że bardzo chce wrócić do siebie, ale za bardzo się boi.  

Ks. Yoshia i ks. Samir Youssef (kapłan sąsiedniej parafii) odwiedzali kilka innych wiosek. Pracownicy PKWP relacjonowali: „byliśmy świadkami cierpienia uchodźców, którzy uciekli z Mosulu, Alkuszu, Telkefu, Telascofu i wielu innych miast. Zobaczyliśmy nieznośną ciasnotę, w jakiej muszą żyć. Zbudowała nas jednak wieść o szczodrości rodzin chrześcijańskich, które dzielą swoje często bardzo skromne mieszkania z potrzebującymi pomocy”.

Następnie PKWP udało się do kolejnej miejscowości – Baghere, gdzie księża natrafili na 47 rodzin uchodźców. Wśród nich były jednomiesięczne bliźnięta, które przyszły na świat już jako uchodźcy. Wszyscy ci ludzie opowiedzieli tę samą historię o tym, w jakiej panice musieli uciekać z Mosulu, gdy dowiedzieli się, że 60 tys. żołnierzy wojska rządowego opuściło miasto, pozostawiając ich na pastwę terrorystów. Podkreślali, że bardzo boją się o dzieci. Jeden z mężczyzn zapoznał PKWP ze swoimi dwiema córkami, które studiują (czy raczej studiowały) na uniwersytecie w Mosulu; jedna z nich medycynę. Do jej grupy należało jeszcze piętnaścioro chrześcijan. Ok. 8 tys. studentów spośród wszystkich 40 tys. na tym uniwersytecie to chrześcijanie. Wszyscy zadają sobie teraz pytanie, czy będą mogli wrócić na studia?

Niektórzy z uchodźców mówili, że chcieliby opuścić Irak, ponieważ uważają, że nie mają w tym kraju już żadnej przyszłości. Są bardzo rozczarowani postawą swoich muzułmańskich sąsiadów, którzy skorzystali z nadążającej się okazji i obrabowali domy chrześcijan, gdy tylko ci je opuścili. Inni powiedzieli, że chcą wrócić do swoich domów, ale pod warunkiem, że znajdą się jakieś międzynarodowe siły pokojowe, które zapewniłyby im ochronę. Pewna piętnastoletnia dziewczyna imieniem Ronda była wyraźnie zaskoczona, gdy PKWP zapytało ją, czy chce opuścić swoją ojczyznę. Odparła: „Chcę zostać w Iraku. Kocham ten kraj”.

W odpowiedzi na apele o pomoc ze strony patriarchy Louisa I. Sako organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie zgodziła się ofiarować pomoc osobom potrzebującym żywności i schronienia, a którzy uciekli przed postępującymi siłami Państwa Islamskiego.

Potrzeby humanitarne wciąż wzrastają. Priorytetem są teraz mieszkania, żywność, woda, lekarstwa i środki finansowe. Brak koordynacji międzynarodowej spowalnia i ogranicza realizację skutecznej pomocy dla dziesiątków tysięcy oczekujących natychmiastowego wsparcia. Kościoły robią wszystko, co w ich mocy. Pomoc najszybciej dociera przez chrześcijańskie organizacje. Nie wahajmy się działać. Każdy dzień zwłoki to niepowetowana strata. Na stronie Pomocy Kościołowi w Potrzebie zainteresowani Czytelnicy znajdą więcej informacji o możliwościach wsparcia prześladowanych wyznawców Chrystusa (zob. tutaj).

Dr Tomasz M. Korczyński