• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Rzeź cywilów

Wtorek, 19 sierpnia 2014 (02:00)

Promoskiewscy terroryści z Ługańska ostrzelali z rakiet grupę uchodźców, zabijając kobiety i dzieci.

Ukraińskie władze oskarżyły prorosyjskich separatystów o ostrzał z wyrzutni rakietowych Grad kolumny uchodźców w pobliżu Ługańska, na wschodzie Ukrainy. Zginęło wiele osób, wśród ofiar są kobiety i dzieci.

– Rebelianci ostrzelali kolumnę uchodźców koło Ługańska, na drodze między miejscowościami Chriaszczuwate i Nowoswitliwka, z gradów i moździerzy dostarczonych przez Rosję – poinformował sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO) Andrij Łysenko. – Zabitych zostało wielu cywilów, w tym kobiety i dzieci – dodał. Wicepremier samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL) Andriej Purgin zaprzeczył, jakoby za atakiem stali separatyści. Powiedział, że rebelianci nie byliby w stanie go przeprowadzić.

Kijów nie ma jednak wątpliwości, że ataku dokonano przy użyciu rakiet nielegalnie przewiezionych z Rosji w ciągu ostatnich dni. Z kolei Moskwa regularnie zaprzecza, jakoby dostarczyła na Ukrainę sprzęt bojowy, choć ługańscy separatyści twierdzą, że jest inaczej. W ocenie władz w Kijowie, ostrzelanie cywilów, do jakiego doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek, zdecydowanie zwiększa prawdopodobieństwo obecności rosyjskiego sprzętu na terenie Ukrainy. – Na terytorium Ukrainy wwieziono z Rosji trzy systemy rakietowe Grad – oświadczył Łysenko.

Rosyjskie drony 10-krotnie w ciągu ostatnich 24 godzin naruszyły ukraińskie terytorium. Tymczasem separatyści sami podają, że otrzymali w ostatnim czasie wsparcie ze strony Moskwy. Nowy premier samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej Aleksandr Zacharczenko ogłosił, że otrzymał posiłki z Rosji, w tym 1,2 tys. bojowników, 30 czołgów i 120 transporterów opancerzonych. Zacharczenko dodał, że bojownicy przez cztery miesiące przechodzili przeszkolenie w Rosji.

Na rosyjsko-ukraińskiej granicy wciąż stoją ciężarówki rzekomo wiozące pomoc dla poszkodowanych w wyniku walk cywilów. – Rosyjski konwój z pomocą humanitarną dla wschodniej Ukrainy wciąż nie został poddany kontroli granicznej i celnej – mówił wczoraj rano Łysenko. – Nadal nie rozpoczęto szczegółowej inspekcji zawartości rosyjskiego konwoju humanitarnego. Eksperci OBWE planują przeprowadzenie oględzin ładunku 18 lub 19 sierpnia – powiedział Łysenko, powołując się przy tym na przedstawiciela OBWE Paula Picarda.

Jak dodał rzecznik RBNiO, konwój podzielono na grupy liczące do 30 pojazdów. – Po oględzinach ładunek zostanie przekazany w celu oficjalnej asysty przedstawicielom Czerwonego Krzyża – zapowiedział Łysenko.

Do tej pory na granicę dotarło 16 ciężarówek z rosyjskiego konwoju, liczącego ok. 290 pojazdów. Władze ukraińskie podają, że na granicę przyjechało 16 białych kamazów, jedna cysterna i jedna furgonetka dostawcza. W ocenie Zachodu, konwój może być „przykrywką” służącą do eskalacji konfliktu na Ukrainie i wspomagania bojówek separatystów.

Naczelny dowódca sił Paktu Północnoatlantyckiego w Europie generał Philip Breedlove ostrzegł, że scenariusz obserwowany obecnie na Ukrainie może się powtórzyć w innych krajach Europy Wschodniej. Według amerykańskiego generała, Sojusz musi być przygotowany na atak tzw. zielonych ludzików, czyli nieoznakowanych dywersantów. – Ogromnym problemem (dla NATO) jest reakcja na nowy sposób prowadzenia wojny. Pracujemy nad tym – powiedział Breedlove. Za najważniejsze zadanie dla NATO uznał przygotowanie na ewentualny atak „uzbrojonych wojskowych bez dystynkcji, którzy sieją niepokój, okupują budynki rządowe, podburzają ludność, szkolą separatystów i mogą przyczynić się do destabilizacji kraju”. W ocenie Breedlova, scenariusz realizowany we wschodniej Ukrainie może powtórzyć się w innych państwach wschodnioeuropejskich. – Musimy tak wyszkolić armię i policję, żeby mogły poradzić sobie z taką sytuacją – powiedział Breedlove.

Generał zaznaczył, że jeśli Sojusz stwierdzi, że obce siły przeniknęły na jego terytorium, a wtargnięcie ma cechy agresji, zaczyna wówczas obowiązywać artykuł piąty Traktatu Waszyngtońskiego. A to oznacza wojskową odpowiedź na agresję. W związku z tym Breedlove oświadczył, że oczekuje od wrześniowego szczytu NATO potwierdzenia woli zbiorowej obrony oraz dopasowania poziomu wydatków na obronę do aktualnych potrzeb. Przypomniał, że Rosja zwiększyła w ciągu ostatnich pięciu lat wydatki na zbrojenia o 50 proc., a kraje NATO obniżyły je w tym czasie średnio o 20 procent.

Pusty dialog

Rozmowy w Berlinie mające na celu uregulowanie sytuacji na Ukrainie zakończyły się fiaskiem.

Oceny niedzielnych negocjacji przez dyplomatów są bardzo zróżnicowane. Od niemieckiego ogólnego stwierdzenia, że osiągnięto pewien progres, do rosyjskiej krytyki, że nie udało się w najmniejszym stopniu wpłynąć na zmianę obecnej sytuacji.

Jako „bardzo trudne” określił rozmowy w Berlinie m.in. szef dyplomacji Ukrainy Pawło Klimkin, podkreślając, że każda ze stron bardzo mocno walczy o interesy swoich państw. W swoim oświadczeniu w internecie Klimkin napisał, że nie ma miejsca na kompromis tam, gdzie państwo miałoby przekroczyć swoją czerwoną linię. „Ukraina jej nie przekroczyła. Odczuwałem poparcie naszych partnerów” – podkreślał minister.

Nieco optymistyczniej wypowiadał się gospodarz rozmów szef MSZ Niemiec Frank-Walter Steinmeier. W jego ocenie, osiągnięto pewien postęp, lecz – jak dodał – nie przyjęto żadnych konkretnych ustaleń. – Naszym celem jest to, aby zamilkła broń i by nie było dalszych ofiar – podkreślił. – To była trudna rozmowa, mam jednak nadzieję, że w poszczególnych punktach osiągnęliśmy postęp – zaznaczył szef niemieckiej dyplomacji. – Dziś na pierwszym planie nie jest konwój humanitarny […], lecz dyskusja z partnerami o tym, czy istnieje realne i odporne na wstrząsy rozwiązanie, prowadzące do rozejmu, co pozwoliłoby nam mieć nadzieję, że położenie kresu przemocy jest możliwe – powiedział Steinmeier. Dodał, że jedną z ważnych kwestii będzie sprawa zabezpieczenia granicy rosyjsko-ukraińskiej, co pozwoliłoby powstrzymać dostawy broni i ludzi na Ukrainę. – Potrzebne jest trwałe rozwiązanie, będziemy starali się uzgodnić kroki prowadzące do tego celu – mówił szef niemieckiej dyplomacji.

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow ocenił z kolei, że w sprawie przerwania ognia i procesu politycznego na Ukrainie jest widoczny brak postępu. Dodał, że przerwanie ognia powinno być bezwarunkowe i zarzucił stronie ukraińskiej stawianie niejasnych wymagań. – Sprawy, gdzie na razie nie możemy przedstawić efektów pozytywnych, to przede wszystkim przerwanie ognia i proces polityczny – powiedział Ławrow dziennikarzom. Podobnie jak niemiecki dyplomata Ławrow kwestię przerwania ognia nazwał „najistotniejszym zadaniem”.

Szef rosyjskiego MSZ poinformował, że uregulowano wszelkie kwestie dotyczące dostarczenia rosyjskiej pomocy humanitarnej na południowo-wschodnią Ukrainę. – W sprawach, o których rozmawiamy od dawna, jest pewien postęp. Dotyczy to przede wszystkim osiągniętego wreszcie konsensusu w sprawie dostaw rosyjskiej pomocy humanitarnej […]. Wszelkie kwestie, które sztucznie wywoływano, zostały w końcu wycofane. Wszystko zostało uzgodnione i ze stroną ukraińską, i z Międzynarodowym Komitetem Czerwonego Krzyża – powiedział Ławrow.

Spotkanie w berlińskiej rezydencji niemieckiego MSZ było kolejną próbą znalezienia rozwiązania trwającego od końca ubiegłego roku konfliktu na Ukrainie. Poprzednio Steinmeier spotkał się z Laurentem Fabiusem, Siergiejem Ławrowem i Pawłem Klimkinem w stolicy Niemiec 2 lipca. Przyjęta wówczas wspólna deklaracja przewidywała rychłe zwołanie grupy kontaktowej w celu wypracowania porozumienia.

Dodatkowe restrykcje

Rząd Rosji przygotował listę dodatkowych sankcji przeciwko Stanom Zjednoczonym i Unii Europejskiej, ale wprowadzi je tylko wtedy, jeśli Waszyngton i Bruksela zaostrzą swoje sankcje wobec Moskwy – informuje dziennik „Wiedomosti”.

Rosyjska gazeta powołuje się na dwóch urzędników federalnych, według których rząd Dmitrija Miedwiediewa przekazał już stosowne propozycje prezydentowi Władimirowi Putinowi. Rozmówcy „Wiedomosti” utrzymują, że nowe sankcje mogą objąć towary przemysłowe. Wszelako jeden z informatorów dziennika zaznaczył, że rząd nie otrzymał dotąd od prezydenta polecenia przygotowania dokumentu o wprowadzeniu sankcji.

7 sierpnia Rosja wprowadziła zakaz importu owoców, warzyw, mięsa, drobiu, ryb, mleka i nabiału z USA, UE, Australii, Kanady i Norwegii. W ten sposób odpowiedziała na sankcje zastosowane wobec niej przez Zachód w związku z rolą Moskwy w konflikcie na Ukrainie. Zachodnie sankcje objęły bankowość, technologie oraz broń i sprzęt wojskowy.

Ogłaszając rosyjskie sankcje, Miedwiediew poinformował, że Moskwa rozważa jeszcze podjęcie szeregu posunięć wobec Unii Europejskiej w odpowiedzi na jej sankcje przeciwko Dobrolotowi, tanim liniom lotniczym należącym do Aerofłotu, narodowego przewoźnika lotniczego Rosji. Przekazał również, że strona rosyjska gotowa jest też wprowadzić działania protekcyjne w przemyśle samochodowym, lotniczym i stoczniowym, a także w innych branżach.

„Wiedomosti” podają, że możliwe jest wprowadzenie przez Rosję pełnego lub prawie pełnego zakazu importu samochodów z „krajów nieprzyjaznych”. W pierwszym półroczu 2014 roku udział importowanych samochodów osobowych na rosyjskim rynku wynosił 27 procent, pojazdów ciężarowych (w tym dostawczych) – 46 proc. i autobusów – 13 procent.

Gazeta zauważa, że na zakazie sprowadzania samochodów z UE, USA i kilku innych krajów skorzystają koncerny, które uruchomiły produkcję w Rosji. Są wśród nich praktycznie wszyscy globalni potentaci z wyjątkiem Mercedesa.

Łukasz Sianożęcki, PAP