Wielki powrót Wojciechowskiego
Sobota, 16 sierpnia 2014 (18:14)Paweł Wojciechowski znów jest na szczycie – polski lekkoatleta został w Zurychu wicemistrzem Europy w skoku o tyczce. Przegrał jedynie z największą gwiazdą tej konkurencji, Francuzem Renaudem Lavillenie.
Świat poznał Wojciechowskiego w 2011 roku, gdy w dalekim Daegu zdobył złoty medal mistrzostw globu. Wtedy wydawało się, że wielka kariera stoi przed nim otworem, że kolejne sukcesy są tylko kwestią czasu. A jednak wszystko nagle się załamało, a medale i starty w prestiżowych imprezach zastąpiły ciągłe wizyty w lekarskich gabinetach. Utalentowany skoczek łapał kontuzję za kontuzją. Jeśli już skakał, to coraz niżej. W końcu jednak się przełamał.
Pozmieniał kilka spraw wokół siebie, m.in. wrócił do dawnego trenera. Poskutkowało, zaczął powoli odsyskiwać formę i radość ze skakania. Przed mistrzostwami w Zurychu wypowiadał się już odważnie i z pewnością w głosie. Marzył o medalu i w niego wierzył. Był nawet tak przekonany o własnych możliwościach, że dostrzegał nawet szanse pokonania Lavillenie. Francuz to obecnie największa gwiazda tyczki i w ogóle europejskiej lekkiej atletyki. O skali jego talentu świadczy fakt, że pobił halowy rekord swiata.
Wojciechowski zaczął świetnie. Pokonywał poprzeczkę czysto, za pierwszym razem. 5,50, 5,65, 5,70 m – w tym momencie stało się jasne, że zdobędzie medal, nie było tylko wiadomo jakiego koloru. Próbował dalej, jednak więcej już nie był w stanie zdziałać. Trzy razy strącił poprzeczkę zawieszoną na 5,75 i musiał czekać, co zrobią rywale. Najgroźniejsi, Francuz Kevin Menaldo i Czech Jan Kudlicka, też pokonali 5,70, ale mieli zrzutki na niższych wysokościach i dlatego zostali sklasyfikowani za Wojciechowskim.
Oznaczało to, że nasz reprezentant zostanie wicemistrzem Europy. Siły na Lavillenie bowiem nie było. Lider kadry Trójkolorowych skakał jak on, doskonale, pewnie, choć nie bez pomyłek. Zaczął od 5,65, gdy uzyskał 5,80 był już złotym medalistą. Potem jeszcze skoczył 5,90, po czym podniósł poprzeczkę na 6,01. Pokonanie tej granicy na mistrzowskich zawodach byłoby już wielkim wyczynem, ale tym razem się nie udało.
Medal Wojciechowskiego jest dziesiątym zdobytym przez Polaków w Zurychu. Przed zawodami optymiści wspominali o dziewięciu, może dziesięciu krążkach. A to nie koniec, bo przed Biało-Czerwonymi jeszcze kilka szans. Obecne mistrzostwa Europy są dla naszych reprezentantów bez wątpliwości jednymi z najlepszych w historii. Po raz ostatni dziesięć razy Polacy stali na podium w Rzymie przed... czterdziestu laty.
Piotr Skrobisz