Złoty Kszczot, srebrny Kuciapski
Piątek, 15 sierpnia 2014 (20:35)To był bieg, o jakim marzyliśmy, na który czekaliśmy od początku odbywających się w Zurychu mistrzostw Europy w lekkiej atletyce. Adam Kszczot w fantastycznym stylu wygrał rywalizację na 800 m, wyprzedzając sprawcę jednej z największych sensacji całych zawodów, Artura Kuciapskiego. Piąte miejsce zajął Marcin Lewandowski.
Finału 800 metrów oczekiwaliśmy z ogromnym zainteresowaniem i nadziejami, bo to miał być przecież absolutnie polski bieg. Na starcie stanęło aż trzech Biało-Czerwonych. Dwóch, którzy nigdy nie ukrywali swych aspiracji. Marcin Lewandowski bronił tytułu, Adam Kszczot zamierzał go wywalczyć, obaj mówili, że mierzą w najwyższe cele i interesuje ich tylko złoty medal. Nic innego. Obecność Artura Kuciapskiego w decydującej rozgrywce była już zaskoczeniem. Niewielu spodziewało się, że dotrze tak daleko, ale styl, w jakim znalazł się w finale, pozwalał upatrywać w nim kandydata do sprawiania kolejnej sensacji.
Czy w takiej sytuacji apetyty na sukces mogły być małe? Skąd! Były ogromne, bo liczyliśmy przynajmniej na dwa krążki. No i złoto, pierwsze podczas tych mistrzostw. I co? I było pięknie, wspaniale, tak jak wymarzyliśmy. Lewandowski rozpoczął w swoim stylu, czyli mocno, plasując się na drugiej pozycji, Kszczot spokojnie, biegnąc na czwartej, cały czas jednak kontrolując to, co dzieje się z przodu. Kuciapski przyczaił się jeszcze dalej, ale ani na moment nie stracił czujności. Kszczot spokojnie czekał na odpowiedni moment do ataku, wiedząc, że dysponuje piorunującym finiszem. Gdy uznał, że trzeba włączyć wyższy bieg, po prostu to uczynił, z lekkością wyprzedził wszystkich rywali, awansował na pierwsze miejsce, a gdy już na takim był, ani myślał go oddać.
I nie oddał, wygrywając z bardzo dobrym czasem 1.44,15 min. Kto wie jednak, czy na jeszcze większe brawa nie zasłużył Kuciapski. Kiedy znalazł się w finale, przyznał, że jego celem na Zurych był półfinał. Przed przyjazdem na mistrzostwa legitymował się rekordem życiowym wynoszącym 1.46,04. Tymczasem dziś wspiął się na absolutne wyżyny. Na ostatniej prostej przyspieszył niczym stary wyga, prawdziwy mistrz świadomy swej klasy i możliwości, i przesunął się na drugie miejsce, zdobywając sensacyjnie srebrny medal! Metę minął z czasem 1.44,89, o wiele lepszym od dotychczasowej „życiówki”! Lewandowski był piąty, tym razem musiał pogodzić się z lokatą poza podium i przyglądać się radości kolegów. A tej nie było końca, bo to był wspaniały bieg, który znajdzie swe miejsca na kartach historii naszej lekkiej atletyki. Dodajmy jeszcze, że brązowy medal zdobył Irlandczyk Mark English (1.45,03).
Piotr Skrobisz