Mamy deflację
Czwartek, 14 sierpnia 2014 (20:47)Z wczorajszego komunikatu GUS wynika, że w lipcu w ujęciu rok do roku (lipiec 2014/lipiec 2013) mieliśmy do czynienia z pierwszym w historii naszego kraju (od 32 lat, czyli od kiedy GUS oblicza takie dane), spadkiem cen o 0,2 proc., zwanym deflacją.
Na takie ukształtowanie się tego wskaźnika miały wpływ: spadek cen żywności o 1,2 proc. (także w ujęciu rok do roku) oraz odzieży i obuwia o 2,8 proc., co obniżyło wskaźnik inflacyjny odpowiednio o 0,28 pkt procentowego i 0,14 pkt procentowego (żywność ma w koszyku inflacyjnym 25-procentowy udział). Wśród cen żywności najbardziej w lipcu potaniały warzywa – o 9,4 proc., owoce o 4 proc., cukier o 3,2 proc., ryż o 1,1 proc., a w grupie towarowej odzież i obuwie: obuwie potaniało o 3,6 proc., a odzież o 2,8 proc. (wszystko w ujęciu rok do roku).
Natychmiast w mediach pojawiły się komentarze, że spadek cen w lipcu to rezultat rosyjskiego embarga na polską żywność, chociaż embargo obowiązuje od 1 sierpnia, a policzona przez GUS ujemna inflacja dotyczy lipca, co tylko pokazuje, jaka jest jakość komentarzy medialnych dotyczących sytuacji ekonomicznej naszego kraju.
Dlaczego spadek cen wywołuje takie zainteresowanie i lawinę komentarzy? Dlatego że o ile rzeczywiście z punktu widzenia pojedynczych konsumentów spadek cen towarów i usług jest zjawiskiem korzystnym (chcemy kupować coraz taniej), to już z punktu widzenia całej gospodarki tak niestety nie jest. Ceny w lipcu 2014 niższe niż w lipcu 2013 to niestety deflacja, a ta, szczególnie jeżeli utrzymuje się dłużej, (wszystko wskazuje na to, że ten spadek cen będzie utrzymywał się także w kolejnych miesiącach, być może nawet do końca tego roku), będzie zniechęcała konsumentów do zakupów, ponieważ będą się spodziewali, że określone towary za jakiś czas kupią jeszcze taniej niż obecnie.
A powstrzymywanie się od zakupów to spadek globalnego popytu krajowego, który i tak jest na tyle rachityczny, że dopiero od kilku miesięcy pozytywnie wpływa na wzrost polskiego PKB. A przypomnijmy, że to właśnie popyt krajowy (konsumpcyjny i inwestycyjny) aż w blisko 2/3 odpowiada za wzrost naszego PKB.
Deflacja dotycząca cen konsumpcyjnych (inflacja CPI) jest oczywiście bardziej głośna, ponieważ na niej skupia się uwaga konsumentów, ale jest ona rezultatem wcześniejszego procesu spadku cen dla producentów, czyli tzw. inflacji PPI (w tym przypadku deflacji), a ta utrzymuje się w polskiej gospodarce w zasadzie od pierwszych miesięcy 2013 roku. Tutaj mamy znacznie głębsze spadki cen, sięgające blisko 2 proc. w stosunku do analogicznych miesięcy roku ubiegłego, i to już w bardzo długim okresie sięgającym kilkunastu miesięcy.
A przecież inflacja PPI (w tym przypadku deflacja) jest na początku łańcucha cenowego w gospodarce i oznacza, że spadają ceny surowców, półproduktów i produktów, którymi obracają przedsiębiorstwa przemysłowe, a to oznacza zwijanie się gospodarki przynajmniej w niektórych obszarach. Bowiem główną przyczyną takiego spadku cen dla producentów jest słaby popyt wśród przedsiębiorstw produkcyjnych, a to fatalny sygnał wysyłany do całej gospodarki, która może reagować dalszym ograniczaniem zakupów.
W sierpniu i kolejnych miesiącach tego roku na kontynuację procesu spadku cen (czyli pogłębienia się deflacji) będzie miało wpływ rosyjskie embargo na polską żywność, ale także spadek naszego eksportu pozostałych dóbr i usług na Wschód ze względu na głęboką dewaluację rosyjskiego rubla czy ukraińskiej hrywny, co powoduje wyraźne podrożenie dla Rosjan czy Ukraińców towarów importowanych z Polski. Wygląda na to, że polskiej gospodarce na dłużej przyjdzie się zmierzyć ze zjawiskiem deflacji, które do tej pory nigdy w naszym kraju nie występowało.
A jest to zjawisko niezwykle groźne, o czym świadczy choćby przypadek Japonii, której gospodarka przez ponad 20 lat (od 1992 do 2013 roku) nie mogła wyrwać z jego szpon ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami. Już pojawiają się zarzuty pod adresem Rady Polityki Pieniężnej, że w odpowiednim czasie nie reagowała obniżką stóp procentowych (mimo historycznie ich niskiego poziomu, stopy realne banku centralnego należą do najwyższych w Europie), ale tej instytucji będzie trudno zareagować obniżką stóp w sytuacji, kiedy z taśm prawdy wynikało, iż prezes Belka (przewodniczący RPP) jest gotów wspierać rządzących wszelkimi dostępnymi mu instrumentami.
Dr Zbigniew Kuźmiuk