Modlitwa w intencji Benedykta XVI będzie trwać
Środa, 5 września 2012 (11:16)Z Moniką Spisak i Janem Szewczukiem, uczestnikami rowerowej pielgrzymki na Nordkapp w intencji Kościoła i Papieża Benedykta XVI „Misja B XVI – Nordkapp”, rozmawia Marta Milczarska
Gratuluję osiągnięcia celu i cieszę się, że szczęśliwie powróciliście do Polski… Jak czujecie się po powrocie i zakończeniu wyprawy? Tęsknicie już za rowerowymi podróżami?
Monika Spisak: - Mieszkam w mieście. Tam jechaliśmy przeważnie przez pustkowia, tereny praktycznie niezamieszkałe, chyba że tylko przez renifery… Po powrocie do Polski widzę, że jest jakaś cywilizacja, są ludzie. Brakuje mi tylko tutaj tej pięknej przyrody, ośnieżonych gór i morza u ich stóp z czysto krystaliczną wodą, powietrze jest zupełnie inne.
Tęsknię za rowerowymi podróżami i za rowerem również, który nie dotarł jeszcze do Polski.
Jan Szewczuk: - Już kilka osób namawiało mnie na małą przejażdżkę rowerową. Niestety, rowery dotrą do Polski z małym opóźnieniem, ale na pewno w najbliższą niedzielę znajdę czas na zrobienie kilku kilometrów. Po powrocie czujemy się ogólnie bardzo dobrze… Cieszę się, że jest tu nieco cieplej niż na północy Norwegii.
Jak z perspektywy tych kilku dni od zakończenia wyprawy podsumowalibyście tą Waszą rowerową pielgrzymkę?
M.S. - Było to niesamowite przeżycie. Rekolekcje w drodze bardzo szybko minęły, jakby to był jeden dzień. A kiedy wspominam jazdę przez Polskę, Litwę czy Łotwę (początek wyprawy), mam wrażenie, jakby to było 10 lat temu. Na co dzień doświadczaliśmy Bożej obecności, Bożej opieki. Słowo Boże wypełniało się codziennie, mogliśmy namacalnie doświadczyć, że jest Ono żywe i dotyczy każdego z nas. Na naszej drodze spotkaliśmy wielu życzliwych ludzi, którzy gościli nas bardzo serdecznie, choć nas nie znali. Za co bardzo dziękujemy.
J.S. - Jak na razie trudno mi podsumować tę wyprawę. Symbolicznie przejechaliśmy 3999 km z zakładanych 4 tys. km, co oznacza, że pielgrzymka ta ma w nas jeszcze trwać, tak samo jak modlitwa za Benedykta XVI, która towarzyszyła nam przez ostatni miesiąc. Na pewno sama wyprawa była dla każdego z nas wspaniałym przeżyciem, obfitującym w niesamowite widoki i duchowe doznania.
Co czuliście, kiedy po tych 23 dniach ciężkiego wysiłku dotarliście na Nordkapp?
M.S. - Czułam szczęście i radość, że osiągnęłam główny cel wyprawy. Choć jadąc ostatnie kilometry przed Nordkappem, myślałam, że te podjazdy nigdy się nie skończą. Podjeżdżając na każdą górkę, myślałam, że jestem już u celu… a tu jednak osłaniała się kolejna górka, większa od poprzedniej.
J.S. - Krótko mówiąc… wielką radość! Tym bardziej że nie tyle dotarliśmy na Nordkapp, ile go zdobyliśmy – dojazd do tej tzw. mekki rowerzystów okupiony był niezliczonymi ostrymi podjazdami na odcinku przeszło 25 kilometrów.
Jakie były największe trudności na trasie?
M.S. - Trudności? Muszki, komary, ale to tylko w Finlandii… Zimny deszcz sprawiał także wiele trudności, ale na szczęście tylko parę dni jechaliśmy w deszczu. Za pogodę, jaką mieliśmy, dziękujemy Bogu, do jazdy na rowerze lepsza nie mogła nam się trafić. No i oczywiście wiatr. To były dla mnie największe trudności.
J.S. - Dla mnie najtrudniejszymi chwilami były te, kiedy wracaliśmy z Nordkappu i na odcinku ok. 20 km zmagaliśmy się z bardzo silnym wiatrem (10 km jechaliśmy chyba przez blisko godzinę). Miałem wtedy ochotę rzucić rower i dalej nie jechać. Jednak w przezwyciężeniu tej pokusy pomagała mi myśl, że trud ten mogę ofiarować w tych intencjach, z którymi jadę.
Skoro mowa o trudnościach, to jak w tym codziennym zmaganiu się z nimi i z sobą pomagała modlitwa? Jakie miała dla Was znaczenie?
M.S. - Modlitwa miała dla mnie ogromne znaczenie. Każdy dzień rozpoczynaliśmy i kończyliśmy modlitwą. Również w trakcie jazdy był czas na rozważanie i rozmyślanie. W trudnych chwilach (zmęczenie, czasami pojawiała się nawet niechęć) ofiarowałam to wszystko Bogu w swoich intencjach, a także w naszej wspólnej intencji za Benedykta XVI, wtedy o wiele lepiej się jechało. Dodawało mi to sił. Mijając tak piękną przyrodę (widoki, zwierzęta), nie dało się przejeżdżać obojętnie, wdzięczność za tak piękny świat sama cisnęła się nam do głowy.
J.S. - Miała ona zasadnicze znaczenie, bez niej nasza wyprawa byłaby tylko fizycznym osiągnięciem, wycieczką rowerową. Modlitwa nadawała naszemu podróżowaniu dodatkowy, głębszy sens, stąd, upraszczając, można powiedzieć, że „kto jeździ, ten dwa razy się modli”. Tak więc Misja BXVI Nordkapp była dla mnie jak rekolekcje połączone z oglądaniem zachwycających krajobrazów. Ponadto niezmiernie budujące było to, że mogę jechać w gronie osób wierzących.
Jakie wydarzenie, wspomnienie najbardziej zapadło Wam w pamięć?
M.S. - Dużo wspomnień mam teraz w głowie… ale najbardziej utkwiła mi w pamięci wywrotka łódki na jeziorze. Chyba dlatego, że uśmialiśmy się wtedy do łez. Na przerwie obiadowej, po Mszy św., Sławek („Górnik”) zaprosił chętne osoby na przejażdżkę łódką. Kiedy był na środku jeziorka, zaczął kołysać nią w taki sposób, że woda nalewała się do niej z każdej strony. W końcu łódka wylądowała dnem do góry, a wszyscy (oprócz Sławka) znaleźli się w wodzie po pas.
J.S. - Było wiele takich wydarzeń. Wśród nich bardzo miło wspominam te wszystkie, kiedy zupełnie obce nam osoby obdarzały nas wielką życzliwością i na przykład dawały nam schronienie na noc i coś do zjedzenia lub zapraszały do restauracji na wystawny obiad z deserem.
Jeśli tylko byłaby taka szansa, to za rok wyruszycie w kolejną modlitewną, rowerową pielgrzymkę na kraniec świata ze wspólnotą NINIWA?
M.S. - Zdecydowanie tak!
J.S. - Jak najbardziej. Tylko jak na razie ojciec Tomasz Maniura planuje za rok 2,5-miesięczną podróż na Syberię (ok. 8 tys. km), a to będzie chyba ponad moje możliwości czasowe i fizyczne.
Dziękuję za rozmowę.
Marta Milczarska