Śledztwo prokuratorskie nie wyjaśni sedna podsłuchów
Poniedziałek, 11 sierpnia 2014 (21:24)Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Na ile, pana zdaniem realny jest scenariusz, że prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez premiera Donalda Tuska, szefa MSW i prezesa NBP, żeby zamieszać w sprawie, wyciszyć dyskusje, a potem je zwyczajnie umorzyć?
- To bardzo prawdopodobny scenariusz. Ponieważ było kilka wniosków o wszczęcie tego śledztwa, dlatego prokuratura nie mogła odmówić jego wszczęcia. Bardzo możliwe, że prokuratura rozpoczyna śledztwo ze względów formalnych, następnie po kilku tygodniach, może miesiącach, w każdym razie przed jesiennymi wyborami samorządowymi umorzy to postępowanie.
Czy śledztwo wobec tak wysoko postawionych osób w państwie ma szanse być niezależne i obiektywne?
- To jest dylemat, dlatego że przez kilka ostatnich lat byliśmy karmieni, że prokuratura jest niezależna. Jednak, kiedy spojrzymy na wszystkie uwarunkowania, na budżet prokuratury, który uchwala Sejm, na sprawozdania, które zatwierdza premier, to okazuje się, że prokuratura jest w dalszym ciągu zależna od władzy rządowej i to sprawia, że możemy podejrzewać, iż wiele śledztw czy działań podejmowanych przez prokuraturę nie jest motywowanych niezależnością korporacyjną, a zależnością polityczną. Również to śledztwo podjęte przez prokuraturę wobec premiera Tuska i jego podwładnych może być motywowane politycznie. Tzn., że prokuratura chcąc się uwiarygodnić wobec władzy, podejmuje to śledztwo, natomiast później umarza je, zresztą zgodnie z oczekiwaniem władzy.
Czy obiektywnie rzecz biorąc, prokuratorzy na podstawie taśm mają szanse dojść prawdy i wykazać, że min. Sienkiewicz rzeczywiście był wysłannikiem premiera do negocjacji z prezesem banku centralnego, aby zaangażować NBP w kampanię wyborczą i pomoc w wygranej PO?
- Jeśli prokuratorzy podjęliby te działania w sposób rzeczowy, to są takie szanse. Jest wielu prawników, konstytucjonalistów, którzy dowodzą, że te rozmowy to delikt konstytucyjny, a więc działania niezgodne z Konstytucją. Delikt jest z kolei podstawą do sądzenia premiera i ewentualnie odpowiedzialnych pozostałych członków rządu przed Trybunałem Stanu. Szczególnie dyskusja min. Sienkiewicza z prezesem Belką na temat przyszłej roli i zachowania NBP przed wyborami, dosypywania pieniędzy do budżetu to wszystko są delikty konstytucyjne. Zresztą jest wiele ekspertyz funkcjonujących w życiu publicznym, które wskazują, że jest to naruszenie Konstytucji i Belka powinien być postawiony przed Trybunałem Stanu. Natomiast udowodnienie min. Sienkiewiczowi, że był wysłannikiem premiera, jeżeli on sam się do tego nie przyzna, będzie bardzo trudne. Owszem można udowodnić, że przekroczył on swoje uprawnienia, ponieważ jako szef MSW nie miał powodu, aby o takich kwestiach dyskutować, natomiast jak już wspomniałem będzie trudno udowodnić, że działał z upoważnienia premiera Tuska.
Możemy mieć zatem do czynienia z sytuacją, że kolejna afera zostanie zamieciona przez PO pod dywan?
- Tak się może zdarzyć i ku temu to zmierza. Wszyscy urzędnicy podlegli Donaldowi Tuskowi kierują sprawę tej afery w kierunku nielegalności podsłuchów, wymuszając na organach, aby starały się dociec, kto podsłuchiwał i nagrywał. Pojawiły się nawet insynuacje, że jest to sprawa międzynarodowa, za którą stoją obce służby, obce wywiady, a wszystko po to, żeby zboczyć z właściwego kursu, mianowicie o czym mówiono, na rzecz dlaczego ktoś podsłuchał. Trop: kto podsłuchał jest oczywiście ważny i warto to wyjaśnić, natomiast charakter tych rozmów, pomijając język, jest w tym momencie ważniejszy. W tych rozmowach ujawniono knucie najwyższych urzędników w państwie przeciwko opozycji i przeciwko państwu. Ten aspekt wymaga wyjaśnienia bardziej aniżeli odkrycie kto nagrał te rozmowy.
Zmieńmy nieco temat na międzynarodowy. W Brukseli rozpoczęły się rozmowy w sprawie embarga jakie Rosja nałożyła na Polskę. Czy i jakie rozwiązanie byłoby najbardziej korzystne dla nas?
- To nie jest tak odległy temat od tego, który poruszyliśmy, dlatego, że w ujawnionych podsłuchach były również wątki międzynarodowe, jak min. Sikorski chciał rozgrywać sytuację międzynarodową i pozycję Polaków w Brukseli, choćby byłego ministra finansów Rostowskiego. Natomiast kwestia rosyjskiego embarga jest wręcz podręcznikowym przykładem rozgrywania Polski. O tym, że będzie embargo było wiadomo już w marcu, kiedy zaczynał się dramat ukraiński, kiedy Rosjanie wkraczali na Krym. Było wiadomo, że będą sankcje na Rosję. Wobec zaangażowania się Polski w konflikt na Ukrainie było również pewne, że będzie embargo na polskie produkty. Dlatego już wtedy należało się przygotować na taką ewentualność: podjąć decyzję o powołaniu sztabu antykryzysowego, ciała złożonego z przedstawicieli MSZ, resortu rolnictwa czy resortu gospodarki i wytypować: jakie konkretnie kroki Rosja podejmie i w jakich obszarach gospodarczych. Już wówczas powinny rozpocząć się działania na arenie międzynarodowej w kierunku poszukiwania alternatywnych rynków zbytu na polskie produkty mam tu na myśli rynki Bliskiego Wschodu, Azji. Należało współdziałać z Unią Europejską i zastanawiać się jakie kroki można podjąć wobec takiego zagrożenia. Trzeba było szukać oszczędności w polskim budżecie w kwestii rekompensat dla producentów naszej żywności. Nic z tych rzeczy nie miało jednak miejsca i pół roku zostało stracone. Były natomiast zapewnienia, że nic się nie będzie działo, że nie ma zagrożenia, podczas gdy było wiadomo, że skoro jest agresja, będą i sankcje, na które Rosja odpowie swoimi działaniami odwetowymi – gospodarczymi przeciwko nam. Brak jakichkolwiek działań ze strony Polski, które mogłyby spłaszczyć falę embarga na naszych producentów kompromituje rząd.
Rosja zgromadziła przy granicy z Ukrainą ok 45 tys. żołnierzy. Czy można się spodziewać rozszerzenia działań wojennych, czy kolejna interwencja militarna Rosji na Ukrainie jest możliwa?
- Niestety taka interwencja jest dalece prawdopodobna, zresztą z taką interwencją w nazwijmy to zakamuflowany sposób mamy do czynienia już od marca tego roku. Pamiętamy „zielone ludziki”, które wkroczyły na Krym, później rosyjscy żołnierze, oficerowie służb specjalnych wkroczyli na wschodnią Ukrainę kierowali i do dzisiaj kierują rebelią w Ługańsku i Doniecku. Celem Rosji jest opanowanie Ukrainy, jest to cel imperialny. Putin zmierza do odbudowy rosyjskiego imperium i od lat twierdzi, że największą krzywdą jaka mogła dotknąć ten kraj, to był upadek ZSRS. Jego celem jest zatem odbudowa imperium sowieckiego, które kiedyś współrządziło światem ze Stanami Zjednoczonymi, bądź jeszcze z kilkoma innymi państwami. Chce odbudować XIX-wieczny układ mocarstw, który będzie współrządził światem. Żeby stać się takim państwem musi mieć Ukrainę i panować jeszcze nad kilkoma innymi państwami jak Kazachstan. W związku z tym należy się liczyć, że Rosjanie w dalszym ciągu będą eskalowali ten konflikt.
Czy Putinowi jest potrzebna Ukraina jako kraj podbity?
- Niekoniecznie. Putinowi może zależeć na destabilizacji Ukrainy, która nie będzie atrakcyjna dla Europy. Możemy mieć zatem do czynienia z działaniami destabilizującymi, które spowodują kolejny Majdan tym razem socjalny, który wysadzi obecne rządy z siodła. Następna władza na Ukrainie może być bardziej podległa Moskwie, chętna do współpracy, innymi słowy chodzi o stworzenie w Kijowie rządu marionetkowego całkowicie zależnego od Rosji. Owszem dla Putina najlepsze byłoby opanowanie i wchłonięcie Ukrainy, ale w scenariuszu pośrednim równie dobrze może to być trwała destabilizacja tego państwa i wykluczenie go z zachodniego obiegu, a włączenie we wspólnotę, unię celną i wszystkie struktury, które tworzy Rosja.
Sankcje jakie UE nakłada na Rosję są w stanie zastopować dążenia Putina?
- Te sankcje, które nałożyła UE na Rosję nie są w stanie wyrządzić większej krzywdy Putinowi ani jego otoczeniu. Są to działania, które określiłbym jako irytujące, irytanty, które takiego czy innego oligarchę bądź urzędnika wysokiego szczebla coś niecoś kosztują, bo nie może zrealizować swoich kaprysów np. nie może pojechać na zakupy do Paryża, a musi jeździć powiedzmy do Dubaju. Nie są to jednak sankcje, które dotkną czy wymuszą na Rosji jakieś konkretne działania. Tak naprawdę wszystkie sankcje bankowe można obejść. Dlatego sankcje z jakimi mamy do czynienia nie poczynią istotnych szkód, tym bardziej że Europa w dalszym ciągu handluje bronią z Rosją. Tak czy inaczej sankcje nakładane na Rosję w takiej postaci jak dotąd nie doprowadzą do zatrzymania operacji rosyjskich wobec Ukrainy.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki