• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Sebastian Kawa – król przestworzy

Poniedziałek, 11 sierpnia 2014 (14:45)

Ma na koncie 20 medali najważniejszych imprez, z czego ogromną większość stanowią złote. Jako pierwszy w historii przeleciał nad ośmiotysięcznikami w Himalajach. Sebastian Kawa, najbardziej utytułowany szybownik świata, w sobotę sięgnął po kolejne trofeum, zostając w Lesznie mistrzem globu.

 

Urodził się w Zabrzu w rodzinie lekarskiej. Pasją jego ojca, Tomasza, było szybownictwo, stąd nie może dziwić, że Sebastian Kawa poszedł w jego ślady, urzeczony tym sportem, jednym z najpiękniejszych i najbardziej widowiskowych. Ale to nie wszystko, bo wybitny pilot jest także... ginekologiem. Początkowo przyszły mistrz szybownictwa uprawiał jednak żeglarstwo (w klasach Optymist, Cadet i 420). Był w nim więcej niż dobry, odnosząc sporo sukcesów w krajowych i międzynarodowych regatach. Na jednych z nich puchar otrzymał bezpośrednio z rąk księżnej Diany. Kiedy jednak skończył 16 lat i zgodnie z przepisami mógł rozpocząć szkolenie lotnicze, nie miał chwili zawahania.

– Pamiętam z dzieciństwa, jak razem z tatą latałem polskim szybowcem o nazwie Bocian. Podkładałem wtedy trzy poduszki na siedzenie, by w ogóle coś widzieć przez okno. Wrażenia były niesamowite, dziwiłem się, że da się tymi wielkimi skrzydłami sterować, przechylać szybowiec, sprawować nad nim kontrolę. To mnie urzekło, patrzyłem na tatę zafascynowany. Mieszkamy w Międzybrodziu Żywieckim, praktycznie za płotem mamy pas startowy, zatem można powiedzieć, że z jednej strony byłem „skazany” na latanie. Z drugiej – nikt mnie do niczego nie zmuszał. Gdybym powiedział „nie”, dziś zajmowałbym się pewnie czymś innym. Takiej opcji jednak nie było – opowiadał.

Swój pierwszy tytuł mistrza świata Kawa zdobył w 2003 roku na słowackim lotnisku w Nitrze, lecąc na polskim szybowcu klasy światowej PW – 5. Potem wszystko potoczyło się niczym lawina i dziś nie tylko należy do grona najwybitniejszych szybowników. Jest kimś, z kim wszyscy próbują się równać.

Zdobyty w sobotę złoty medal mistrzostw świata był jego dwudziestym krążkiem wywalczonym na zawodach najwyższej rangi. Tylko cztery z nich były innej barwy, srebrnej lub brązowej.

– Szybowce pokochałem za możliwość rywalizacji. To prawdziwy sport, w którym jest konkurent, bezpośrednia walka, wyścig. Wykorzystujemy siły natury, przez co w każdej niemal chwili może się wydarzyć coś nieoczekiwanego, nieprzewidywalnego. Poza tym latanie bez silnika, pokonywanie w ten sposób ogromnych dystansów naprawdę jest fascynujące. Rekordzista przeleciał 3008 km, to imponujące – podkreślił.

Pod koniec ubiegłego roku Kawa wybrał się w Himalaje. Nikt przed nim tego nie próbował. Marzył o przelocie nad Mount Everestem, lecz nie dostał zgody. Był jednak uparty, nie odpuścił i w końcu cel osiągnął. Co prawda nie nad najwyższym szczytem globu, ale odbył lot nad Annapurną, udowadniając, że można szybowcem pokonywać ośmiotysięczniki.

– Bardzo silne prądy powietrza, różne jego zawirowania, niskie temperatury, niewielka widoczność, niskie podstawy chmur, w których kryły się górskie zbocza, czy niedobory tlenu powodowały, że pilotowanie było zajęciem niepowtarzalnym. A trzeba pamiętać, że człowiek znajdujący się na takiej wysokości ma problem z wykonywaniem najprostszych czynności. Ale, jak się okazało, nie jest to nierealne – przyznał.

Mistrz szybownictwa przekonuje, że to sport dla wszystkich. – Latać szybowcem może się nauczyć każdy. Oczywiście strach czy lęk wysokości jest przeszkodą. Ale jak ktoś poważnie podejdzie do lekcji, to pojmie reguły sterowania, nawet bardzo precyzyjnego. To kwestia treningu i odpowiedniego instruktora, który wskaże, co i jak. Rekreacyjne poruszanie się szybowcem nie jest zatem jakimś zajęciem niebotycznym, wyjątkowym. Skala trudności i wyzwanie rośnie, gdy chce się nim zajmować poważniej, traktować jako sport, rywalizację. Wówczas dochodzi taktyka, wyuczenie się takiego sterowania, by nie tracić cennych metrów wysokości w zależności od zmieniających się warunków atmosferycznych. Kluczem do sukcesu jest meteorologia, poznanie zjawisk, przewidywanie, jak pogoda może się zmienić. Trzeba mieć wyczucie dystansu, podzielną uwagę i wykształcone pewne automatyzmy – opowiadał.

Sebastian Kawa jest dziś jednym z najbardziej utytułowanych polskich sportowców. Mistrzem w tym, co robi. Paradoksalnie jednak jego sukcesy są ponad stan naszego szybownictwa. Boleje nad jego trudną sytuacją.

– W ich miejsce powstały przedsiębiorstwa, które chcą zarabiać pieniądze, a szkolenie młodzieży w takich ramach się nie mieści. Zapomina się, że największym bogactwem są ludzie, którzy potrafią i chcą latać. Narzekaliśmy na komunę, bo rządzący uważali, że najważniejszy jest sprzęt i z tego powodu latało się mało. A jak jest dziś? Na szybowce stać nielicznych, bo są szalenie drogie, a jeśli już ktoś je ma, to zazwyczaj jest w takim wieku, że może sobie pozwolić tylko na latanie rekreacyjne – przyznał.

Piotr Skrobisz