• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

EWANGELIA

Niedziela, 10 sierpnia 2014 (09:28)

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze.

Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”. Na to odezwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. A on rzekł: „Przyjdź”. Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie”. Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”. Mt 14,22-33

 

Przyjdź!

Fragment czytanej dziś Ewangelii znakomicie nadaje się na scenariusz, pełen dynamizmu, zwrotów akcji, malowniczych opisów groźnych, niedających się okiełznać sił natury, ludzkiego zmagania z żywiołem.

Nie o zewnętrzne okoliczności tu chodzi – raczej o wewnętrzną przestrzeń, jaka zarysowała się w Piotrze Apostole, zakreśloną słowami: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!”, i wołaniem: „Panie, ratuj mnie!”. Dokonała się w nim zmiana punktu widzenia: triumf, może pragnienie przeżycia czegoś więcej, ludzka ciekawość, pewność siebie zamieniły się w pokorne wołanie o ratunek. Piotr, dopóki patrzył na Jezusa, szedł po falach, gdy odwrócił wzrok, poddając się podmuchowi wiatru, wystraszył się go – zaczął tonąć.

Śmiało można powiedzieć, że w przestrzeni zakreślonej słowami: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!”, i modlitwą: „Panie, ratuj mnie!”, mieści się to, co nazywamy duchowym dojrzewaniem każdego z nas. Jest to proces posiadający absolutnie fundamentalne znaczenie dla mojej teraźniejszości i przyszłości, mający wpływ na relacje, w które wchodzę, stosunek do świata materii, hierarchię stawianych celów. Bywa, że trzeba dużo (czasem wszystko!) stracić, aby na nowo odnaleźć w życiu to, co najważniejsze. Ale jeśli ma to być cena Nieba, warto ją zapłacić.

Ks. Paweł Siedlanowski