• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Kompromitacja Lecha

Czwartek, 7 sierpnia 2014 (21:17)

Piłkarze Lecha Poznań zremisowali dziś na własnym boisku z UMF Stjarnan 0:0 i odpadli w trzeciej rundzie kwalifikacji Ligi Europejskiej. To klęska, wręcz kompromitacja, bo wydawało się, że odprawią rywala z kilkoma bramkami bagażu.

Kłopoty, duże kłopoty, rozpoczęły się jednak już tydzień temu na Islandii. „Kolejorz” na pojedynek z tamtejszymi półamatorami pojechał pewny swego i po swoje, a jednak został sprowadzony na ziemię. Atakował niemal przez cały czas, stwarzał sobie multum sytuacji, mógł strzelić pięć bramek, a nie strzelił żadnej. Po jednej z nielicznych kontr trafili za to rywale i tak doszło do sensacji. Dziś na własnym stadionie wicemistrzowie Polski mieli jednak straty odrobić i to z nawiązką. Faktycznie – od pierwszych minut zaatakowali z pasją, chcąc jak najszybciej zadać cios pierwszy, potem drugi i kolejne. Kibice byli pewni, że poznaniaków nic złego nie spotka, a porażka sprzed tygodnia była tylko wypadkiem przy pracy.

Tymczasem mijały kolejne minuty, a na tablicy wyników wciąż widniało 0:0. Gospodarze marnowali sytuację za sytuacją, a przyznać trzeba, że mieli ich wiele. Ich fani raz za razem łapali się za głowy, nie mogąc uwierzyć, że piłka po strzałach Tomasza Kędziory, Marcina Kamińskiego, Szymona Pawłowskiego czy Vojo Ubiparipa nie zatrzepotała w sieci. Poznaniacy mieli jednak fatalnie nastawione celowniki, a rywale bronili się tyleż szczęśliwie, co mądrze. Jakby tego było mało, widząc nieporadnośc lechitów, ambitni Islandczycy kilka razy spróbowali przedostać się w pobliże ich pola karnego i szło im to całkiem przyzwoicie. Raz nawet Krzysztof Kotorowski musiał się mocno napracować, by uratować swój zespół przed utratą gola! W drugiej połowie niewiele się zmieniło.

„Kolejorz” nadal napierał, ale im bliżej bramki przeciwnika, tym bardziej był bezradny. Kibice kilka razy zrywali się z miejsc, ale Pawłowski, Ubiparip czy Łukasz Teodorczyk marnowali okazje, których zmarnować nie mieli prawa. Gorzej, że atakując, poznaniacy zapomnieli o obronie, co mogło skończyć się tragicznie: Kotorowski wygrał jednak pojedynek sam na sam z rywalem. Im bliżej końca, tym większa stawała się nerwowość na trybunach. Kibice już nie dopingowali swych ulubieńców, tylko przywoływali ich do porządku, domagając się dymisji trenera Mariusza Rumaka. Wynik się nie zmienił. 0:0 oznaczało, że Islandczycy awansowali, odnosząc największy sukces w swej historii.

Lech poniósł jedną z najboleśniejszych porażek. Nikt się nie spodziewał, że odpadnie na tym etapie rozgrywek i z tym właśnie przeciwnikiem...

Piotr Skrobisz