Do ostatnich sekund
Czwartek, 7 sierpnia 2014 (20:54)Piłkarze Ruchu Chorzów zremisowali na wyjeździe z duńskim Esbjerg fB 2:2 (1:1) w rewanżowym meczu 3. rundy kwalifikacji Ligi Europejskiej i przeszli do kolejnej, decydującej o awansie do fazy grupowej tych rozgrywek.
Tydzień temu przed własną publicznością „Niebiescy” zremisowali 0:0. Nie był to wynik zły, ale nie był też dobry, sprawę awansu zostawiał jednak otwartą. Faworytami dzisiejszego starcia byli jednak Duńczycy. Chorzowianie w tym sezonie generalnie zawodzili, wcześniej męczyli się z amatorami z Liechtensteinu, a w rodzimych rozgrywkach doznali goryczy trzech kolejnych porażek. Czwartkowy pojedynek rozpoczęli jednak świetnie.
W 13. minucie po strzale Łukasza Surmy piłkę ręką dotknął jeden z Duńczyków, a że działo się to w polu karnym, sedzia podyktował jedenastkę dla „Niebieskich”. Do piłki podszedł Filip Starzyński i wpakował ją do siatki. Tuż przed przerwą ten sam zawodnik znów był blisko, ale pomylił się o centymetry. W międzyczasie rywale wyrównali po strzale Caspera Nielsena w 29. minucie i stworzyli sobie wiele sytuacji, które powinni zamienić na kolejne gole. W bramce Ruchu znakomicie spisywał się jednak Krzysztof Kamiński, jeden z bohaterów tej odsłony.
W drugiej połowie gospodarze natarli z wielkim impetem, chorzowianie cofnęli się do defensywy, momentami rozpaczliwej. Kilka razy ratował ich z opresji Kamiński, ale chorzowianie mieli też mnóstwo szczęścia. Bo jak inaczej wytłumaczyć kiks Martina Pusica, który z dwóch metrów nie trafił do... pustej bramki? Przewaga gospodarzy rosła jednak z każdą minutą i robiło się przez to nieciekawie. W końcu dopięli swego, na pięć minut przed końcem Pusic zrehabilitował się i pokonał Kamińskiego. Wynik 2:1 premiował Duńczyków, którzy chyba poczuli się już pewni swego. Chorzowianie nie mieli nic do stracenia, zaatakowali, jednak rywale bronili się pewnie, nie dopuszczając ich do strzeleckich sytuacji. Wydawało się, że nic się nie zmieni, gdy w piątej minucie doliczonego czasu gry „Niebiescy” wykonywali rzut rożny. Po dośrodkowaniu najlepiej w polu karnym odnalazł się Surma, który strzałem głową doprowadził do remisu dającego sensacyjny awans drużynie z Chorzowa.
Zrozpaczeni Duńczycy padli na murawę, bo wiedzieli, że już nic nie zdołają zrobić. Ruch dokonał zatem niemożliwego, uzyskał zwycięski remis, choć przez większą część nic nie zapowiedało jego sukcesu. W piłce nożnej gra się jednak do ostatniego gwizdka sędziego i walczy do końca. „Niebiescy” za hart ducha i charakter zasłużyli na wielkie słowa uznania.
Piotr Skrobisz