Majka pokazał moc!
Czwartek, 7 sierpnia 2014 (20:31)Rafał Majka (Tinkoff-Saxo) wygrał dziś w Szczyrbskim Jeziorze na Słowacji piąty etap 71. Tour de Pologne. Na taki sukces polskiego kolarza czekaliśmy długie 11 lat!
Był rok 2004. W Tour de Pologne, który jeszcze nie miał najwyższej kategorii UCI, etapy wygrywali Marcin Sapa i Marek Rutkiewicz. 12 miesięcy później nasz narodowy wyścig znalazł się w gronie najbardziej elitarnych, co oznaczało, że mogli w nim startować najlepsi z najlepszych. Od tego czasu próżno było szukać nazwiska reprezentanta Polski na liście etapowych triumfatorów. Dziś to się wreszcie zmieniło, a na najwyższym stopniu podium stanął ten, na którego najbardziej liczyliśmy – Rafał Majka.
Czwartkowy etap wiódł z Zakopanego do Szczyrbskiego Jeziora, pierwszy raz w historii zahaczając o Słowację. Po wcześniejszych płaskich próbach kolarze zawitali w góry i stało się jasne, że klasyfikacja generalna może zostać wywrócona do góry nogami. I choć trzęsienia ziemi nie było, do kilku ważnych zmian doszło. Jeszcze zanim peleton przekroczył granicę, uformowała się ucieczka, w której jechało ośmiu zawodników. Wśród nich było dwóch Polaków, Paweł Bernas z reprezentacji oraz Maciej Paterski z CCC Polsat Polkowice. Bernas zgarniał lotne premie, Paterski górskie, dzięki czemu odzyskał różową koszulę dla najlepszego górala. Peleton nie pozwolił jednak, by śmiałkowie uzyskali większą przewagę.
Ton nadawali kolarze Tinkoff-Saxo, a więc grupy Majki, którzy chcieli wypracować swemu liderowi okazję do skutecznego ataku. W pewnym momencie oderwał się co prawda Kanadyjczyk Christian Meier (Orica), samotnie jechał przez kilkanaście kilometrów, jednak i jego próba została „skasowana”. Na ostatnim odcinku Majka wraz z kolagami przyspieszyli, a podyktowanego przez nich tampa nie wytrzymał Petr Vakoč (Omega Pharma-Quick Step). Czeski lider wyścigu został z tyłu i nie zdołał potem odrobić strat. A w czołówce działy się rzeczy kapitalne. Co chwilę ktoś atakował, cały czas jednak pod czujnym okiem Majki, który dbał, by pozostawać z rywalami w bezpośrednim kontakcie. A gdy nadeszła właściwa chwila, Polak mocniej nacisnął na pedały, oderwał się od konkurentów i w pięknym stylu pierwszy minął linię mety.
Wygrał, spełnił swe marzenie, udowadniając, że jest niesamowicie mocny. Wyprzedził Hiszpanów Benata Intxaustiego oraz Jona Izagirre. Dzięki temu Majka nie tylko zapisał się na kartach historii naszego narodowego wyścigu, ale został też jego wiceliderem. Vakoč przyjechał na metę 26 sekund za nim, ale utrzymał żółtą koszulkę lidera z przewagą... jednej sekundy nad naszym reprezentantem. – Nie jestem najszybszym kolarzem, ale finisz w moim wykonaniu wyglądał naprawdę dobrze. Nie spodziewałem się jednak, że tak skutecznie ruszę na ostatnich metrach – przyznał Majka, który jutro na kolejnym górskim etapie postara się awansować na pierwsze miejsce. Ma świadomość, że nie będzie to łatwe, bo mocno odczuwa w nogach trudy ostatnich startów. Piątkowa próba będzie wiodła wokół Bukowiny Tatrzańskiej, kolarze pokonają naprawdę mordercze 174 kilometry pełne wzniesień i górskich premii.
Piotr Skrobisz