Represje za dwujęzyczne tablice
Czwartek, 7 sierpnia 2014 (12:22)Na Litwie nie kończą się prześladowania Polaków za używanie języka ojczystego. Na początku roku Bolesław Daszkiewicz, były już dyrektor administracji rejonu solecznickiego, zapłacił ok. 11,5 tys. euro kary za polskie nazwy ulic na prywatnych domach mieszkańców tego terenu.
Prawdopodobnie kilkakrotnie większą karę będzie musiał zapłacić również Józef Rybak, następca Daszkiewicza na dyrektorskim stanowisku. Wielotysięczna kara grozi też Lucynie Kotłowskiej, dyrektor administracji rejonu wileńskiego, za to samo „wykroczenie”, jakim jest polska tablica na polskim domu – podaje portal Kurier Wileński.
Proceder trwa od września 2008 roku, od tego czasu Daszkiewicz usłyszał trzy orzeczenia sądu i złożył wiele apelacji, niestety bez skutku odwoławczego. W końcu dostał ponad 40 tys. litów (ok. 11,5 tys. euro) kary za niewykonywanie orzeczenia nakazującego usunięcie z polskich domów tablic z polskimi nazwami ulic i pozostawienie jedynie nazw litewskich. Bolesław Daszkiewicz karę zapłacił. W tym roku przeszedł na emeryturę.
Obecnie represje finansowe za polskie tablice grożą nowemu dyrektorowi. 5 sierpnia br. solecznicki sąd przekwalifikował odpowiedzialność za polskie tablice z byłego dyrektora na nowego. Rybak będzie więc musiał spłacić karę pozostałą po Daszkiewiczu, który w dwóch pozwach „rozliczył się” z litewskim wymiarem sprawiedliwości i komornikami za okres do marca 2013 roku i lutego 2014 roku.
Od tamtego czasu komornicy policzyli i naliczyli sobie po 1 tys. litów za każdy dzień zwłoki. Suma do zapłacenia przez Rybaka wyszła im odpowiednio — około 400 oraz 200 tys. litów. Na wtorkowym posiedzeniu sądu solecznicka komorniczka Teresa Gierasimowicz, egzekwująca wykonanie jednego z orzeczeń, zgodziła się jednak, żeby ta kara dla Rybaka była naliczana od 2 czerwca, czyli od objęcia przez niego stanowiska dyrektora. Swoją zgodę musi jeszcze wyrazić egzekutor drugiego orzeczenia. Jednak nawet jeśli on też się zgodzi, Rybak będzie musiał zapłacić komornikom grzywnę ponad 80 tys. litów, czyli dwa razy tyle, co zapłacił jego poprzednik.
Ostateczną decyzję w tej sprawie solecznicki sąd ma podjąć 26 sierpnia. Sąd ma też orzec o zmniejszeniu kary grzywny wobec solecznickiego administratora, uwzględniając, że w czasie trwania procesów wiele polskich tablic zostało jednak zdjętych. O to prosił obrońca dyrektora, a solecznicka komorniczka nie wyraziła sprzeciwu.
Zmniejszeniu kary sprzeciwia się natomiast przedstawiciel rządu na powiat wileński Audrius Skaistys. Od lat kontynuuje on zapoczątkowaną w 2008 roku przez jego poprzednika Jurgisa Jurkevičiusa krucjatę przeciwko polskim nazwom ulic na Wileńszczyźnie, jak też nadawaniu im imion wybitnych Polaków (Jurkevičius skarżył w sądzie decyzję lokalnych władz o nadaniu jednej z ulic im. Juliana Tuwima).
Przedstawicielstwo rządu na powiat wileński domaga się w sądzie usunięcia wszystkich polskich nazw ulic. Odpowiedzialność za to spada na dyrektorów administracji samorządów lokalnych — wileńskiego i solecznickiego. Ich administratorzy — Daszkiewicz i Kotłowska — podporządkowali się orzeczeniom, toteż polskie tablice zostały usunięte z publicznych budynków.
Na to nie zgodzili się jednak właściciele posesji prywatnych. Co więcej, od czasu prześladowań ze strony władz centralnych na polskich domach na Wileńszczyźnie pojawiło się ich znacznie więcej. Szefowie administracji tłumaczą, że nie mają pełnomocnictw ani też mechanizmów prawnych do zmuszenia prywatnych właścicieli do usunięcia polskich tablic. Nie występują oni w procesie nawet jako strona trzecia, a orzeczenia sądowe dotyczą wyłącznie administracji samorządów.
Dyrektorzy administracji nie palą się do walki z polskością również z powodów moralnych, bo podobnie jak większość mieszkańców Wileńszczyzny oni również są Polakami. Obejmując przed dwoma miesiącami stanowisko dyrektora, Józef Rybak zapewnił, że „na pewno nie będzie walczył z językiem ojczystym” – informuje portal Kurier Wileński.
– Chęć usunięcia polskich nazw ulic za wszelką cenę jest ogromna i trudno przewidzieć koniec tego procesu. Już teraz kara wynosi kilkaset tysięcy litów i o ile solecznicki komornik złagodził żądania, to namiestnik rządu sprzeciwia się temu. Nie wiem też, jakie stanowisko zajmie komornik w drugiej sprawie, którą prowadzi sąd w Druskiennikach – wyjaśnia Józef Rybak.
Dodaje, że sprawa ma polityczny charakter. – Potrzebna jest dobra wola rządu. Jego namiestnik w każdej chwili może wycofać pozew albo zakończyć sprawę porozumieniem. Tej woli jednak wyraźnie brakuje – mówi dyrektor.
MPA