Cierpią rodzice porwanych dziewcząt
Środa, 6 sierpnia 2014 (11:49)Od ponad trzech miesięcy blisko 300 dziewcząt z miasta Chibok, w większości chrześcijanek, jest przetrzymywanych przez islamistyczną grupę Boko Haram.
Mimo międzynarodowego wsparcia dla porwanych i prób porozumienia z islamistami uwolnienie dziewczynek jest jeszcze odległe – donosi Międzynarodowe Dzieło Chrześcijańskie „Open Doors” (Otwarte Drzwi). Tymczasem kilkoro z ich rodziców nie wytrzymało dłużej tego obciążenia i zmarło – podaje Katolicka Agencja Informacyjna (KAI).
Według doniesień agencji informacyjnej Al-Dżazira, miasto Chibok jest nadal oblężone. Członkowie Boko Haram bezustannie dokonują zamachów na pobliskie wioski, na skutek czego wiele osób ginie lub zostaje rannych; sytuacja jest wprost ekstremalnie trudna. Stałe obciążenie psychiczne prowadzi niektóre osoby do nadciśnienia i chorób serca.
W przypadku rodziców porwanych dziewcząt dochodzi do tego jeszcze zmartwienie i niepewność o swoje dzieci. Jedenaścioro z nich już zmarło, w większości z powodu niewydolności serca. Jeden z lokalnych urzędników opowiada o pewnym ojcu, którego dwie córki znajdują się wśród porwanych: „Zapadł w śpiączkę, powtarzając bezustannie imiona swoich dwóch córek, do czasu, gdy przestał oddychać”. Pracownicy Open Doors często odwiedzają dotknięte osoby, wręczają im listy ze słowami pocieszenia oraz informują o tym, że w ich sytuacji nie są sami.
Open Doors nawołuje do wspierania chrześcijan z Nigerii i aktywnego wstawiania się po ich stronie. W obliczu tej wyczerpującej niepewności Open Doors przypomina słowa Jezusa: „Czuwajcie więc, modląc się cały czas”. Nasza modlitwa jest najbardziej potrzebna wtedy, gdy poszkodowanym brakuje już sił, by się modlić.
W Światowym Indeksie Prześladowań Open Doors Nigeria znajduje się obecnie na 14. miejscu krajów, w których chrześcijanie są najbardziej prześladowani.
MPA