• Niedziela, 26 kwietnia 2026

    imieniny: Marzeny, Klaudiusza

Kto przesunął tę wajchę?

Czwartek, 31 lipca 2014 (10:12)

„Gazeta Wyborcza” na niespotykaną dotąd skalę atakuje premiera Donalda Tuska. W ostatnim czasie jej artykuły kąsają i podszczypują rząd PO - PSL, uprawiając politykę antymiłości wobec pryncypała. Przy okazji treści, jakie pojawiają się na portalach redakcji z Czerskiej, są wystarczającym powodem, aby kilku ministrów Tuska podało się do dymisji. Już same nagłówki kompromitują ten rząd. Nie łudźmy się jednak. Nie wierzę w przypadek czy niedopatrzenie roboty jakiegoś kreta ukrytego w redakcji Michnika. To tylko pozory i gra. Gra o władzę.

Kilka nagłówków z ostatnich dni jest tylko ilustracją podkopywania wiarygodności rządu przez wyborcza.pl i gazeta.pl:

– „Platforma obsadza stanowiska w NFZ. Parlamentarzysta PO: Wstyd mi, że nawet nie zadbali o pozory”.

– „Prawie 36 proc. dzieci w Polsce rodzi się w biedzie lub nędzy”.

– „W Polsce do pracy brakuje 50 tys. informatyków”.

– „Tusk dziwacznie kluczy”.

– „Logo metra na stacji Świętokrzyska z błędem. ”.

– „Kolejki w ZUS. W ostatniej chwili rzucili się, by wybrać OFE”.

– „Dostał skierowanie na badanie. Szpitale: W tym roku? Bez żadnych szans”.

– Ekspertyza ws. „Froga” opóźniona kolejny raz. Prokurator: Termin był wyjątkowo krótki.

TVN bardzo delikatnie krytykuje premiera. Na portalu liberalnej stacji telewizyjnej dostaje się (mocniej) jego ludziom. Na razie policzki wymierzane są jego najbliższemu otoczeniu, chociaż nagłówek następującej wiadomości nie brzmi dla premiera najlepiej: „Kontuzja premiera ‘związana z siłownią i męskimi sportami jak pompki’”. Słowa te zostały wypowiedziane przez skompromitowanego aferą taśmową Pawła Grasia, byłego rzecznika rządu. Przynajmniej wiadomo już dlaczego „byłego”.

Są trzy hipotetyczne wyjaśnienia tego niespotykanego dotąd fenomenu, jakim jest zanik zachwytu nad premierem w jego prasie i telewizji.

Pozory niezależnego dziennikarstwa

Po pierwsze, może być to tzw. listek figowy, który ma służyć stworzeniu wrażenia, że mamy do czynienia z „niezależnymi” tytułami, zespołem ludzi, którym „nie jest obojętne”. Od lat wiadomo jednak, że materiały, jakie się w tych miejscach pojawiają, z niezależnym dziennikarstwem niewiele mają wspólnego, zaś efekty propagandy prorządowej przynoszą określone korzyści i zwycięstwa temu środowisku.

Rachunek z Wiertniczej i Czerskiej

Lewacy i libertyni wystawiają dzisiaj Tuskowi rachunek. Słony rachunek. Jest to efekt wywierania presji na Tusku, żeby poddał się w pełni ideologicznej rewolucji, jakiej żąda od niego środowisko antykatolickie. Nominacje feministek na stanowiska rządowe, wywołanie i prowadzenie wojny ideologicznej, finansowanie zapłodnienia metodą in vitro, eliminacja z przestrzeni publicznej katolików, ataki na Kościół i jego liderów są w pełni realizowane i w ostatnich miesiącach bardzo przybrały na sile. Libertynom i socjalistom wciąż jednak mało. Poczuli szansę, że Tusk zrobi dla nich wszystko.

Brakuje wciąż legalizacji związków partnerskich, wyrugowania katolicyzmu z przestrzeni publicznej, zalegalizowania homoukładów, zerwanie konkordatu, stworzenie (oficjalne) koalicji z SLD, w późniejszym czasie adopcja dzieci przez gejów i lesbijki itp. Mainstream pokazuje Tuskowi jasno: – Bez nas zginiesz, nie odzyskasz popularności, więc rób, co należy. I kukiełka Tusk dla ocalenia władzy śpiewa, co mu zagrają.

Chytre prognozowanie

„Wyborcza”, i to najmniej prawdopodobny scenariusz, wie, że wkrótce dojdzie do zmiany władzy, więc ustawia się odpowiednio do wiejącego wiatru historii, który właśnie zwiewa Tuska ze sceny politycznej. W opowiadane przez samych siebie bajeczki o rychłej nominacji Tuska na szefa Rady Europy redakcje z Czerskiej czy Wiertniczej oczywiście nie wierzą. To narracja dla mas, które przyjmują wszystko, co opiszą w „Trybunie Tuska” czy w „PO-Dzienniku”.

Niewiarygodne, ale są w naszym kraju jeszcze takie osoby, które traktują wyżej wymienione tytuły poważnie i biorą na serio wszystko, co jest przez nie produkowane. A ponieważ pytanie: – Jak żyć? dotyczy również producentów bajek, więc trzeba przygotować grunt pod nadejście nowej władzy. Pieniądz zrobiony na reklamie rządowej nie śmierdzi, niezależnie od barw tej nadchodzącej władzy.

Dr Tomasz M. Korczyński