Nauczyciel nie może być obojętny na wartości
Czwartek, 31 lipca 2014 (09:50)Z Dorotą Dziamską, pedagogiem, dyrektorem Pracowni Pedagogicznej im. prof. Ryszarda Więckowskiego w Poznaniu, ekspertem Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Najpierw były ataki na lekarzy związane z podpisaniem Deklaracji Wiary, teraz minister Kluzik-Rostkowska próbuje zdyscyplinować, a nawet zastraszyć nauczycieli przed podobnym aktem. Czy powoli zaczynamy mieć do czynienia z wojną religijną w Polsce?
– Jestem osobiście przerażona słabością intelektualną szefowej resortu edukacji, która swoimi pochopnymi, być może nieprzemyślanymi wypowiedziami – co zdarza jej się często – prezentuje słabość i niestabilność urzędu, który piastuje, a przede wszystkim brak zrozumienia prawa. Nie sądzę, by jej słowa były przyczynkiem do wojny religijnej w polskiej szkole, choć muszę przyznać, że tendencje do walki z Kościołem i osobami wierzącymi ostatnio się nasilają. Nauczyciele to duża grupa zawodowa, którą niestety można szybko zastraszyć, tym bardziej w obliczu permanentnej tzw. reformy edukacji, której efektem są ciągłe zwolnienia pedagogów.
Czy nauczyciel ma prawo do podpisania się pod Deklaracją Wiary?
– Każdy wolny obywatel w tym kraju ma prawo do podpisywania takich dokumentów, które uzna za stosowne. Kuriozalną zdaje się być obecna sytuacja, w której dokumentu Deklaracji Wiary jeszcze nie ma, ale na podstawie tylko samej zapowiedzi Kluzik-Rostkowska konstruuje pojęcie o „neutralności światopoglądowej”.
Musi jednak zmienić Konstytucję, bo takiego pojęcia w ustawie zasadniczej póki co nie ma, ba, musi też zmienić podstawę programową, która zapewnia dzieciom wszechstronny i całościowy rozwój. Warto przypomnieć, że do pełnego rozwoju człowieka należy również jego sfera uczuć i duchowości, sfera psychiczna. Podstawa programowa nieco kulawo, ale jednak odnosi się do systemu wartości.
Do czego jest potrzebna minister Kluzik-Rostkowskiej owa „neutralność światopoglądowa”?
– Zanim pani minister zacznie straszyć nauczycieli, to wcześniej musiałaby zalegalizować ową „neutralność światopoglądową”, a więc wrzucić to pojęcie do wielu dokumentów prawnych. Obecne jej żenujące wypowiedzi nie mają żadnego umocowania prawnego. Przytaczany przez Joannę Kluzik-Rostkowską paragraf Karty Nauczyciela mówiący o tym, że nauczyciel zobowiązany jest kształcić i wychowywać młodzież w umiłowaniu Ojczyzny, w poszanowaniu Konstytucji RP, w atmosferze wolności sumienia i szacunku dla każdego człowieka oraz dbać o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich zgodnie z ideą demokracji, pokoju i przyjaźni między ludźmi różnych narodów, ras i światopoglądów, nakazuje nauczycielom kształcić i wychowywać młodzież w poszanowaniu wolności sumienia i szacunku do drugiego człowieka m.in. właśnie z uwagi na jego światopogląd.
Jako nauczyciel, żeby kształcić i wychowywać dzieci, muszę kierować do nich wypowiedzi prawdziwe. Na pytanie ucznia: Czy pani wierzy w Boga? Odpowiem zgodnie z prawdą i sumieniem. To właśnie o wolności sumienia mówi przytaczany przez panią minister paragraf Karty Nauczyciela.
Nie mogę przecież zlekceważyć pytania dziecka, mówiąc: nie odpowiem na twoje pytanie, bo muszę być neutralna światopoglądowo.
Ta sytuacja pokazuje, że niestety doczekaliśmy się w Polsce absurdów, których w krajach zachodniej Europy nauczyciele są świadkami już od dawna. Tam w imię wolności sumienia, wyznawanej religii i światopoglądu nauczycielka może być wyrzucona z pracy za to, że nosi medalik na szyi, bo jest to niezgodne z neutralnością światopoglądową. Natomiast jej koleżanka, tyle że wyznająca islam, owinięta w chustę z uwagi na tę samą wolność sumienia, wyznawania religii i światopoglądu może bez przeszkód uczyć. To jakaś paranoja.
Co takiego jest w treści Deklaracji Wiary i Sumienia Nauczycieli Polskich wyznania rzymsko-katolickiego, co tak bardzo ugodziło minister Kluzik-Rostkowską?
– Nie wiem. Tego dokumentu jeszcze nie ma, stąd tym bardziej dziwi mnie rozdrażnienie pani minister. Mogę się jedynie domyślać, iż dokument taki stałby na drodze wprowadzania do programu polskiej szkoły projektu edukacji seksualnej opartego na zaleceniach WHO.
Istnieje bardzo dużo fundacji i grup społecznych, które naciskają na resort oświaty, aby edukacja seksualna w szkole była wolna od światopoglądu, bo tylko wtedy może być profesjonalna. Dziwią mnie te naciski, bo sam dokument WHO jednoznacznie wskazuje, iż seksualność człowieka to taki obszar jego aktywności, który musi być oparty na szacunku do jego światopoglądu, ściśle związany z jego rodziną i wyznawanymi przez nią wartościami.
Niedouczone aktywistki czy politycy wybierają z tego dokumentu wyrywkowe treści najczęściej z tabelki, która ma prawo budzić wiele kontrowersji, ale są zbyt leniwi, żeby zapoznać się z treścią całego dokumentu. Obawiam się, że w taki sam sposób działa minister Kluzik-Rostkowska.
Czy organy administracji państwowej mogą narzucać nauczycielom, rodzicom i dzieciom światopogląd, odbierając tym samym prawo do postępowania zgodnie z sumieniem i wyznawanymi wartościami?
– Absolutnie nie mogą, bo nie są do tego uprawnione. Istnieje natomiast, jak widzę, konieczność społeczna i to natychmiastowa, aby pokazać organom administracji państwowej, czego nie mogą czynić. Wypowiedź Joanny Kluzik-Rostowskiej jest zapowiedzią działania bez podstaw prawnych.
Mamy zatem do czynienia z próbą podporządkowania kolejnej grupy zawodowej?
– Tak to niestety wygląda, ale jest to tak naprawdę bardzo nieudolna próba. Wpadek pani minister już nie sposób liczyć. Co wystąpienie to jakaś pomyłka, która dyskwalifikuje ją jako piastującą stanowisko szefowej polskiej oświaty.
Czy nauczyciel może wykładać treści, z którymi się nie zgadza, i czy da się oddzielić w szkole wychowanie od kształcenia, co próbuje narzucić minister?
– Współczesna pedagogika już od dawna nie posługuje się takim podziałem. Uczeń podlega procesowi rozwoju, który jednocześnie przebiega w czterech ściśle ze sobą zintegrowanych obszarach: fizycznym, emocjonalnym, społecznym i poznawczym. Edukacja musi być nastawiona na rozwój i osiąganie jego pełni, a nie odwrotnie.
Rozwój ucznia nie może być podporządkowany źle zorganizowanej edukacji. Dlatego właśnie mamy taką Konstytucję, jaką mamy, z wolnością sumienia wyznawanej religii i światopoglądu. Gdyby zabrakło tej wolności, rozwój człowieka zostałby przyporządkowany do edukacji, a to już pachnie PRL-em.
A może w tej sytuacji rodzice powinni wziąć sprawy w swoje ręce, w końcu powinno im zależeć, w jakiej szkole i przez kogo są edukowane ich dzieci?
– Jak najszybciej rodzice powinni zacząć korzystać z prawa, które gwarantuje im współczesna ustawa o systemie oświaty. Konieczne jest zwiększenie aktywności rodziców i bezpośrednie wpływanie na programy wychowawcze szkół, które rodzice mają prawo opiniować i wprowadzać do nich swoje pomysły. Rodzice mają również prawo nie zgadzać się z zapisami zaproponowanymi w programie wychowawczym szkoły. Ten dokument jako podstawa działalności każdej placówki musi być opracowany w ścisłej współpracy rodziców i nauczycieli.
Kolejnym krokiem może być np. ściąganie krzyży ze szkolnych klas...
– Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, pod warunkiem, że rodzice pokażą swoją determinację. Jako nauczyciel miałam do czynienia z uczniami pochodzącymi rzeczywiście z rodzin niewierzących. Prawdziwemu ateiście krzyż nie przeszkadza. Nie wierzy w Boga, ale nie przeszkadzają mu symbole, które się do Niego odnoszą. Pamiętam nawet, że niewierząca mama prosiła mnie, abym przed Bożym Narodzeniem nauczyła jej córkę grać na flażolecie kilka kolęd. Później z przyjemnością śpiewała je w klasie podczas świątecznego spotkania.
Jak w tej sytuacji powinni zachować się nauczyciele?
– Nauczyciele, tak jak rodzice, powinni zacząć korzystać ze swoich praw, które daje im zarówno Konstytucja, ustawa o systemie oświaty, jak i Karta Nauczyciela. Powinni także odważnie prezentować swoją wiedzę o rozwoju człowieka. Osoba będąca nauczycielem właśnie nie może być „neutralna” – czyli obojętna, bo ucząc, ma obowiązek pokazywać dziecku prawdę o świecie.
Rozwój moralny uczniów to obszar aktywności nie tylko ich samych, ale także nieobojętnego na wartości nauczyciela. Człowiek zdrowy psychicznie, odpowiedzialny moralnie, nie jest neutralny światopoglądowo, ale nie narzuca swojego światopoglądu innym. W polskiej szkole nie mamy sytuacji takiej, w której nauczyciele narzucają dzieciom inny niż ich rodziców światopogląd. Nie mamy także sytuacji, w której narzuca się wszystkim uczniom jeden wybrany światopogląd. Wojenki tworzą politycy na użytek własny. Przykre, że chcą je wywołać tym razem w szkole. Mam nadzieję, że nauczyciele nie dadzą się wkręcić w polityczne rozgrywki i będą dla swych uczniów świadectwem prawdy o sobie i o otaczającym nas świecie.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki