Moskwa wprowadza embargo
Środa, 30 lipca 2014 (14:52)Rosja ogłosiła, że od piątku nie można wwozić na jej terytorium polskich warzyw i owoców. Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego Federacji Rosyjskiej (Rossielchoznadzor) mówi, że ograniczenie wwozu jest „czasowe”, ale nie podano terminu, do kiedy by obowiązywało.
Tej decyzji można się było spodziewać. W poniedziałek agencja ITAR-TASS opublikowała depeszę, z której wynikało, iż Rossielchoznadzor może w ciągu tygodnia, dwóch ogłosić całkowity lub częściowy zakaz importu owoców z niektórych państw UE, w pierwszej kolejności z Polski i Holandii. We wtorek zaś agencja poinformowała, że rosyjskie embargo może być wprowadzone także wobec roślin kapustnych z Polski (kapusta biała, czerwona, pekińska, brokuły, brukselka). Teraz okazało się, że obejmie praktycznie wszystkie warzywa i owoce, zarówno świeże, jak i mrożone.
Oficjalnie powodem embarga są zastrzeżenia do jakości sanitarnej naszych produktów. W przypadku owoców chodzi o to, że w niektórych partiach stwierdzono obecność szkodnika – motyla owocówki południoweczki, którego gąsienice żerują na owocach jabłoni, śliw i grusz. Z kolei w kapuście inspektorzy mieli znaleźć wciornastka zachodniego (to pospolity szkodnik szklarniowy). Ponadto były zgłaszane zastrzeżenie co do zbyt dużej ilości pestycydów i problemów z oznaczeniem niektórych partii towaru wwożonego z Polski do Rosji.
Co prawda Rosja jako członek WTO nie może ogłosić embarga politycznego, to jednak zawsze ma prawdo zakazać wwozu tego czy innego produktu spożywczego z powodu prawdziwego lub wyimaginowanego przekroczenia norm sanitarnych. I tym narzędziem teraz Kreml się posłużył, podobnie jak robił to w przeszłości. – Trudno będzie potem udowodnić Rosji, że nagięła reguły rządzące WTO, bo przecież – tak jak przyznaje to też minister Sawicki – wysyłamy dziesiątki tysięcy transportów na Wschód i zawsze znajdą się jakieś pojedyncze partie, do których są zastrzeżenia – mówi Stanisław Czekański, pracownik firmy, która zajmuje się eksportem towarów do Rosji. – A taki pretekst już każde państwo, które ma złą wolę, może wykorzystać do ogłoszenia embarga. I Rosja to zrobiła – wyjaśnia.
Decyzja Moskwy jest odbierana nie tylko w Polsce jako odpowiedź Rosji na unijne sankcje UE. I to powinien wykorzystać teraz nasz rząd. – Z problemu polskiego trzeba zrobić problem europejski, bo Polska jest częścią rynku europejskiego – mówi Janusz Wojciechowski (PiS), wiceprzewodniczący komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego. Eurodeputowany podkreśla, że rząd powinien wystąpić do Komisji Europejskiej o uruchomienie dla naszych sadowników i ogrodników rekompensat ze specjalnego funduszu, jaki UE gromadzi na różne sytuacje kryzysowe w rolnictwie, a taką jest rosyjskie embargo. UE ma zapisane w budżecie 400 mln euro na każdy rok na takie działania. Pieniądze te były wykorzystane choćby kilka lat temu, gdy unijni producenci warzyw ponieśli ogromne straty z powodu wybuchu paniki na rynku europejskim w związku z zagrożeniem bakterią E.coli. Wojciechowski przypomniał, że jeszcze w kwietniu prezes PiS Jarosław Kaczyński wysłał list do premiera Donalda Tuska, w którym ostrzegał przed ryzykiem rosyjskich sankcji i wzywał do tego, aby państwo się na to przygotowało.
Minister rolnictwa Marek Sawicki nie rozdziera szat z powodu rosyjskiego embarga. Mówi, że nasi producenci już od dawna przygotowywali się na ewentualne wprowadzenie zakazu wwozu naszych produktów do Rosji. Dlatego szukamy nowych rynków zbytu, np. w Chinach, dla naszych owoców i warzyw, głównie jabłek, i te działania przynoszą już efekty. Ale sadownicy mówią, że nie da się szybko zastąpić eksportu do Rosji wywozem do innych państw, bo jego skala jest bardzo duża.
Wartość sprzedaży polskiej żywności do Rosji w tamtym roku przekroczyła 1,2 mld, co stanowi ponad 6 proc. całego eksportu produktów spożywczych w 2013 roku. Dlatego eksperci uspokajają, że nawet gdyby Moskwa w ramach odwetu za zachodnie sankcje wprowadziła całkowite embargo na naszą żywność, ta decyzja nie miałaby katastrofalnego wpływu na polski sektor rolno-spożywczy. Oczywiście, niektóre gałęzie mocniej by ucierpiały (tak jak producenci owoców i warzyw), inne mniej, ale generalnie powinniśmy sobie z tym poradzić. Wiele zakładów już od dawna zresztą dywersyfikuje eksport, szuka nowych odbiorców, aby nie być uzależnionymi od Rosji.
Krzysztof Losz