Minister od dyskryminacji
Środa, 30 lipca 2014 (12:25)Zdaniem Joanny Kluzik-Rostkowskiej, szkoła powinna być miejscem neutralnym światopoglądowo, a nauczyciele, którzy nie przestrzegają tej zasady, łamią prawo. Minister edukacji narodowej wyraźnie opowiada się po stronie ideologii antykościelnej i genderowej. Według jej wytycznych w szkole wszystko jest dozwolone pod warunkiem, że ma charakter ateistyczny.
Moim zdaniem, zarówno lekarze, jak i nauczyciele reprezentują wyjątkowe zawody zaufania publicznego. Rodzice posyłający dzieci do szkoły oraz chorzy zamierzający podjąć leczenie powinni mieć zaufanie do tych, których opiece powierzają swoje potomstwo czy zdrowie. Takim zaufaniem spokojnie można obdarzyć ludzi deklarujących, że w swojej pracy będą kierować się wartościami chrześcijańskimi, a co za tym idzie – troszczyć się o życie i wychowanie powierzonych sobie osób.
Zadaniem szkoły nie jest produkcja ludzi o określonym poziomie wiedzy i umiejętności, tylko kształtowanie postawy i stosunku do świata. Absolutnie nie można oddzielić wychowania od kształcenia. Jestem przekonana, że świadomi rodzice, których na szczęście jest większość, chcieliby, żeby nauczyciele ich dzieci kierowali się wartościami nie tylko w pokoju nauczycielskim czy w domu przy własnych dzieciach, ale także na lekcjach, kiedy pracują nad wychowaniem młodego pokolenia.
Pani Kluzik-Rostkowska albo nie wie, co mówi, albo chce wywołać konflikt i deprecjonować wierzących nauczycieli, którzy publicznie przyznają się do swojej wiary. Osobom wierzącym wcale nie chodzi o przymuszanie innych do praktyk religijnych, ale o pozwolenie na kierowanie się wartościami chrześcijańskimi w życiu prywatnym i zawodowym. Stanowisko minister odczytuję jako uderzanie w drugą grupę zawodową – po lekarzach przyszedł czas na środowisko nauczycieli. Uważam, że jest to dalszy etap dyskryminacji katolików w Polsce, może nawet większy niż ten za czasów komuny.
Marzena Machałek