• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Trwajcie przy Prawdzie

Wtorek, 29 lipca 2014 (08:35)

Pierwsza część wykładu ks. prof. Tadeusza Guza, filozofa prawa z KUL, wygłoszonego podczas spotkania z misjonarzami. Konferencja z udziałem wybitnego filozofa została zorganizowana dla słuchaczy Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Księża, siostry zakonne, osoby świeckie przez dziewięć miesięcy przechodzą w Centrum intensywne przygotowanie do pracy na misjach. Wykład odbył się w środę, 7 maja br.

 

Dla struktury myślenia ludzkiego najważniejsze jest właśnie dotarcie do poznania absolutu, czyli Boga. I rozum ludzki na przestrzeni wieków zawsze poszukiwał absolutnych odniesień. Co to znaczy? To znaczy, że nasz rozum z natury swojej poszukuje pełni prawdy czy praźródła naszego istnienia, które nazwane jest słusznie Bogiem. I dopiero wtedy, jak mamy właściwe rozumienie Boga, wtedy może dopiero ludzki rozum osiągnąć właściwe rozumienie człowieka i jego struktury, natury duchowej i cielesnej, i osobowej, i całościowej jako tego oto konkretnego człowieka i zarazem tego, który przynależy mocą swojej natury do całej ludzkości, posiadając ten wymiar społecznego bytowania jako człowiek.

I dlatego też problematyka gender nie ma pierwszorzędnie swojego zakorzenienia w płciowości człowieka, lecz problematyka gender, tak jak każda inna problematyka, bazuje na odpowiednim rozumieniu absolutu albo na negacji absolutu. I przyjrzyjmy się kilku tylko wymiarom rozumienia absolutu, które doprowadziły do wykrystalizowania się tego, co nazywamy dzisiaj ideologią gender.

A mianowicie, kochani państwo, myśl starożytna, czyli grecka, rzymska i oczywiście chrześcijańska i przede wszystkim chrześcijańska, ona bazowała na tym, że Bóg jest bytem absolutnie doskonałym. Że jest pełnią bytu. Albo jak święty Jan Chryzostom powie: „oceanem bytu”. Morzem bytu. Czyli taką bytowością, która jest absolutną doskonałością. I jeśli chodzi o to bycie Boga prawdą, czy miłością, czy sprawiedliwością, czy życiem szeroko pojętym, to już proszę sobie wyobrazić w starożytnej greckiej metafizyce Bóg był pojęty jako najdoskonalsze życie. Jako pełnia życia. I oczywiście, że my, chrześcijanie, dotarliśmy dzięki objawieniu Boga do najdoskonalszego rozumienia Boga. Że Bóg jest jeden, ponieważ posiada jedno bóstwo, jedną naturę boską. Natomiast ta natura boska istnieje w trzech różnych osobach: Boga Ojca, Boga Syna i Boga Ducha Świętego. I tenże Bóg jest osobową prawdą, osobową miłością, osobową sprawiedliwością i osobową pełnią istnienia. I proszę sobie wyobrazić, że w nowożytnych wiekach zerwano, jeśli chodzi o filozofię, a także dalece patrząc, i teologię, zerwano z takim rozumieniem Boga. I przykłady: Po pierwsze reformacja Martina Lutra. I cytat z jego komentarza do Księgi Psalmów: Zanim Bóg stał się Bogiem, musiał najpierw stać się diabłem. Zanim prawda stała się prawdą, pisze dalej Luter, musiała najpierw stać się kłamstwem. Prawda boska. Bóg sam jest procesem. A to oznacza to, co później Hegel, reflektując teologię Lutra, stwierdza, że absolut jest popędem. I Hegel w „Fenomenologii ducha” pisze, że pierwszym synem Boga jest diabeł. A dopiero drugim jest Ten Jezus z Nazaretu. Ale ponieważ Hegel przyjmuje, że istnieje tylko jedna substancja, czyli to oznacza, proszę państwa, że my wszyscy jesteśmy tylko częściami Boga. A co to oznacza? To oznacza, że i reformacja Lutra, i Hegel, i cały idealizm niemiecki, może troszeczkę z wyjątkiem Immanuela Kanta, dyskredytuje naszą substancjalność. Bo my jako ludzie jesteśmy substancją. A co to znaczy, jeżeli powiem w języku filozofii, że dana bytowość jest substancją? To moi drodzy jest taka bytowość, taki podmiot, który istnieje w sobie. Proszę zobaczyć, że o ręce człowieka mogę powiedzieć, że ona jest częścią całego organizmu ludzkiego. I tylko dlatego, że cały organizm ludzki jest substancją, to dlatego część jego organizmu jest częścią substancjalną. A więc substancja to jest taka bytowość, która istnieje w sobie. Która jest sobą.

I teraz proszę zobaczyć, że co się stało w protestantyzmie i w idealizmie niemieckim, i w marksizmie, i w neomarksizmie, i w genderyzmie. Wykasowano człowieka jako podmiot suwerenny. Wykasowano człowieka jako byt substancjalny. Czyli ten, który istnieje w sobie. A pojmuje się człowieka tylko jako część w myśli Hegla tej substancji absolutnej, czyli boskiej. Czyli proszę zobaczyć, wtedy to oznacza, że wszystko, co istnieje w naszym świecie, jest częścią Boga. Więc jeżeli ktoś by powiedział: „Ale słuchaj, Hegel, przecież trzeba uklęknąć do modlitwy i uwielbić Boga”, to Hegel zadałby najprostsze pytanie, jeżeli zgadza się to, co mówię, że wszystko jest substancją boską, to po co ja mam klękać do modlitwy, skoro ja jestem częścią Boga? Skoro ja jestem Bogiem, to po co ja mam jeszcze modlić się? Albo po co celebrować sakramenty święte? Skoro ja jestem Bogiem. Skoro wszystko jest bóstwem. I dlatego Hegel mówi, że największym absurdem świata jest sakrament. Bo co to oznacza sakrament? Wiemy doskonale, że w sakramencie świętym Kościoła Chrystusowego ukryty jest żywy Bóg. Że chodzi o transsubstancjację. Czyli o przemianę substancji chleba w Ciało Pańskie i substancji wina w Krew Pańską. A co to oznacza? To oznacza nowe wejście Boga w tę bytowość tego świata.

A skoro według Hegla wszystko jest Bogiem, to przecież to byłby absurd, gdyby jeszcze dopuszczać fakt, że jakiś Bóg zstępuje z zaświatów. Zstępuje na ten świat i staje się dostępny dla człowieka. I dlatego też Hegel mówi, że skoro w świecie jest dobro i zło, dlatego Boga, tę absolutną substancję boską, której my jesteśmy częściami, można nazwać tylko popędem. I teraz, co się, kochani, dalej dzieje? Zygmunt Freud reflektuje idealizm Hegla. I stwierdza, że skoro Hegel określił nawet absolut jako popęd, to znaczy, że wierzenie w Boga, którego nam chce prezentować Kościół katolicki, jest bezsensem. Nie ma Boga – stwierdza Zygmunt Freud po Heglu i Marksie, i Engelsie, którzy taką samą strukturę dialektyczną zastosowali. Tylko że Marks z Engelsem w odróżnieniu od Hegla po prostu zinterpretowali rzeczywistość materialistycznie. Czyli to, co Hegel twierdził, że to wszystko jest duchem, tak Marks z Engelsem powiedzieli „nie”. Mamy tylko jedną różnicę względem Hegla. A mianowicie: wszystko, co jest, jest materią. I Zygmunt Freud właśnie nawiązał zarówno do idealizmu heglowskiego, bo Hegel wypracował tę strukturę w filozofii, którą Marks z Engelsem przejęli. I Zygmunt Freud redukuje człowieka do popędu. Do popędu seksualnego i popędu śmierci. Czyli proszę zobaczyć. Zanika nam bytowość Boga jako transcendentnego, absolutnie doskonałego jako pełnia prawdy, miłości, pełnia życia, ładu. I teraz prezentowany jest świat w tej swojej sprzeczności prawdy i kłamstwa, dobra i zła, bóstwa i tego, co nim nie jest. Czyli definiowany jest i Bóg, i człowiek jako bytowości-popędy. I teraz Zygmunt Freud stwierdza, że rzeczywiście, jakie imię ma człowiek? Człowiek jest popędem seksualnym. A co jest drugą stroną seksualności? Śmierć.

Co to oznacza? Że jedynym imieniem człowieka jest seksualność. I co należy czynić według Zygmunta Freuda? Trzeba wyżyć się w seksualności. Bo seksualność jest jedynym imieniem. A ponieważ imię człowieka wyraża jego naturę i osobę, dlatego seksualność jest wyłączną treścią naszej całej bytowości. No dobrze. Ale Freud się zastanawia, dlaczego mamy naukę? Ale to tylko dlatego, że człowiek jest tak prymitywny, że nie może zaspokoić swoich popędów seksualnych, dlatego uprawia naukę. A dlaczego mamy sztukę? Człowiek zajmuje się sztuką tylko dlatego, że nie doszedł jeszcze do takiego etapu rozwoju, by wyżywać się w swojej seksualności, więc w swej niedoskonałości uprawia sztukę. I dlatego Freud mówi na tym etapie: ludzkość jest niedorozwinięta, więc należy się ugiąć. I on to określił zasadą realną. Że człowiek ugina się przed realnością życia i tworzy sztukę. A dlaczego ludzie się modlą? Bo ludzie są zacofani, niewykształceni. Modlą się do chimer, bo przecież bóstwo w zaświatach nie istnieje. Ale dlaczego człowiek się modli? Ponieważ nie może zaspokoić z różnych racji swojej seksualności.

I tak oto, kochani państwo, mamy u Freuda zredukowanie człowieka do popędu seksualnego. Ale Freud ma to do siebie, że on ugina się przed realnością życia. Że rzeczywiście dostrzega: „człowiek chce uprawiać naukę, sztukę, tworzy moralność i oczywiście religię”. I Freud mówi: „no to zgoda”. I pod pojęciem tak zwanej zasady realnej Freud dostrzega, że jest taki opór w naturze człowieka, że nie można tego oporu złamać. Że trzeba jeszcze na jakiś czas w rozwoju ludzkości pozwolić na to, żeby człowiek tworzył kulturę. Ale kultura w samej swojej istocie jest niedorzecznością. Kultura jest przeszkodą. Bo właśnie przez kulturę człowiek nie może wyżyć siebie. Czyli nie może wyżyć swojej popędliwości. I dlatego też właśnie tutaj zauważamy, że rzeczywiście sytuacja już się nam bardzo skomplikowała, jeśli chodzi o myślenie. Ale teraz przyjrzyjmy się dalej, jak przebiegał rozwój myśli po Zygmuncie Freudzie.

Już w latach 20. XX wieku grupa ludzi z różnych kontynentów zastanawiała się – a było to po rewolucji bolszewickiej w Rosji – jak zradykalizować myślenie marksistowsko-leninowskie. Powiedziano więc, że tak jak pisze o tym między innymi Teodor Wizengrut Adorno, który jest według Maxa Horkheimera mózgiem szkoły frankfurckiej. A szkoła frankfurcka, kochani państwo, to jest klucz do zrozumienia ideologii gender. Bo szkoła frankfurcka jest szkołą neomarksistowską. A gender jest neomarksizmem. I zaraz zobaczymy w takim wielki szkicu, jak to dokładnie funkcjonuje. A mianowicie o co chodziło neomarksistom z Frankfurtu nad Menem. Oni powiedzieli tak: Hegel i Marks wprawdzie dobrze rozpoznali, że żadnego absolutu, czyli żadnego Boga, poza tym światem nie ma, ale to, że oni dokonali absolutyzacji świata, czyli to, że stwierdzili, że ten świat, w którym żyje człowiek, i sam człowiek mają atrybuty boskie. I tak też, kochani, to jest prawdziwa interpretacja, bo rzeczywiście tak jest. Że ten duch heglowski rości sobie pretensje bycia Duchem Bożym. Duchem absolutnym. Mają rację neomarksiści, twierdząc, że materia Marksa, Engelsa i Lenina chce mieć atrybuty boskości. I rzeczywiście Marks z Engelsem jak piszą o materii, to właśnie piszą, że ona jest na przykład wieczna. A co to znaczy przypisanie atrybutu wieczności jakiejś bytowości? To jest proces ubóstwienia danego bytu. Czyli jeśli powiemy: materia jest wieczna, to innymi słowy ogłaszamy, że materia jest bóstwem.

Bo Karol Marks z Engelsem są na tyle wykształceni w Europie, że doskonale wiedzą, że Europa, która odkryła, że Bóg jest wieczny, to właśnie odkryła ten wieczny wymiar istnienia Boga, ponieważ Bóg istnieje, a istnieje, to On jest wieczny. A proszę zobaczyć, co się tutaj dzieje, że Marks z Engelsem, mówiąc o tym, że materia jest wieczna, po prostu utożsamiają materię z Bogiem. Neomarksiści mówią tak: my musimy ten proces ubóstwienia materii u Marksa, Engelsa i Lenina wykasować, tak jak musimy przezwyciężyć to dążenie Hegla do określenia ducha tego świata, że jest on duchem absolutnym. I dlaczego mówią, że to jest nieprawda? Bo mówią: przecież najważniejszym kryterium, które obala zasadność takiego myślenia, i Hegla, i Marks, i Engelsa, i Lenina, jest fakt, że istnieje śmierć.

Jeśli istnieje w świecie śmierć, jeśli istnieją choroby, to znaczy, że ten byt nie jest wieczny. Nie jest bogiem. I dlatego też neomarksiści twierdzą, że pierwsze, co musimy wyrugować ze świadomości ogólnoludzkiej, to jest pozbawić człowieka współczesnego jakiejkolwiek myśli o Bogu. A to, kochani, oznacza, że jeżeli to byłoby prawdą, co mówią marksiści, to wasza bytowość człowieka-misjonarza jest największą sprzecznością. Bo misjonarz przecież idzie w świat z Bogiem na ustach, z Bogiem w sercu, z Bogiem w duszy, z Bogiem w ciele jako świątyni Ducha Świętego i z Bogiem w czynie, współpracując ze Stwórcą i Zbawcą i głosząc, że Bóg istnieje. Czyli jeżeli nazywacie się, kochani, misjonarzami, a nazywacie się, to jesteście dla ideologii największym wyzwaniem. I musicie być tego świadomi, że artykulacja ducha czasu dzisiaj w tej neomarksistowskiej gender ideology jest tego typu. Że ta gender ideology bazuje na przesłankach ideologicznych, które w żadnym wymiarze do niczego, co Boskie, nie chcą nawiązywać. Co więcej, dąży się do wyeliminowania wszystkiego, co Boskie. Tego kochani misjonarze trzeba być absolutnie świadomym. Bo jeżeli tego się nie rozumie, to proszę mi wierzyć, to się bajki ludziom opowiada. Dlaczego? Dlatego że państwo jako misjonarze musicie doskonale rozumieć strukturę myśli ducha czasu. Czyli ja nie mogę być człowiekiem jakieś bujnej wyobraźni i iść do ludzi czy narodów, nie wiedząc o tym, pod wpływem jakiej ideologii jest współczesny człowiek. Muszę to dokładnie rozumieć.

Ja upatruję, ukochani misjonarze, głównej przyczyny tego, że my jako najpotężniejsza instytucja świata, najstarsza, licząca 2000 lat, że my dzisiaj jesteśmy po pierwsze tak prześladowani, najbardziej prześladowani ze wszystkich środowisk, a po drugie, że stosunkowo, jak na naszą potęgę Kościoła świętego i Pana tego Kościoła, czyli wszechmocy Boga, my mamy, jeśli chodzi o ewangelizację świata – przepraszam – niezbyt duże sukcesy. Dlaczego? Dlatego że wielu ludziom, i to katolikom różnych urzędów, godności, wydaje się, że ja będę mówić: „Słuchaj, Twoim Panem jest Jezus”, i to jest, kochani, fundamentalne. Ale ja muszę wiedzieć jako misjonarz, z jaką strukturą myślenia mam do czynienia. Dlaczego? Bo kochani, nawiążmy do podstawowej zasady katolickości – gratia supponit naturam, czyli łaska zakłada naturę. A co to konkretnie znaczy? To konkretnie znaczy, że ja jako misjonarz nie rozumiem struktury myśli człowieka, do którego mówię, to jest tak, jak mówić sobie a muzom. Dlaczego? Bo jeżeli rozum nie jest odpowiednio przygotowany, a tak jak uczy św. Tomasz z Akwinu, rozum stanowi ojczyznę dla wiary. I jeżeli ja stosuję przekaz wiary jako misjonarz Chrystusowy, to ja chcę tę wiarę przekazać drugiemu człowiekowi. Ale co ja muszę wiedzieć jako misjonarz?

Znać z jednej strony treść słowa, treść Ewangelii. Tak. Ale z drugiej strony muszę być znawcą struktury natury człowieka. Czyli ja muszę wiedzieć innymi słowy, jak myśli człowiek, do którego ja idę z dobrą nowiną Jezusa z Nazaretu. Jeżeli ja tego nie wiem, to zachodzi podobny proces, jak w produkcji napojów. Innym procesem jest na przykład samo zdobycie tego napoju, wyprodukowanie napoju. A innym procesem jest naklejanie etykiety na te pojemniczki czy buteleczki, czy jak one się nazywają. Jeżeli ewangelizuję i nawet najlepiej, najdoskonalej opanowałem treść dobrej nowiny. Ale jeżeli nie znam struktury myślenia człowieka, struktury jego wolnej woli, jak on się zachowuje w swojej wolności, to kochani, to jest analogia wyśmienita. To wtedy jako misjonarz naklejam etykiety. Ale ta treść nie dochodzi tam, dokąd ona powinna dojść. A mianowicie do rozumu tego człowieka, do którego przemawiam. I jednym z wielkich problemów na przykład Kościoła w Polsce czy Kościoła zachodniej Europy jest fakt, że głosi się Ewangelię, nie uwzględniając bardzo często faktu, z jakim myśleniem przychodzi człowiek w przestrzeń Kościoła świętego, w której głoszona jest dobra nowina o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu mojego Pana. I wtedy, kochani, to jest tak, jak mamy różne poziomy gdzieś tam na skrzyżowaniach autostrad. Wtedy ja jadę gdzieś tam wysoko, szybuję na pewnym poziomie. A mój wierny brat i siostra sobie jadą innymi poziomami. Czyli zamiast spotkania w Jezusie, w tej wielkiej, niezwykłej treści, którą stanowi nasz Bóg, to kochani, następuje eleganckie rozmijanie się. Nie dochodzi do spotkania. A przypominamy sobie, kochani, słowa Jana Pawła II, które kiedyś powiedział, bo różnie interpretowano jego rozumienie dialogu. A wtedy Jan Paweł II zapytał, a co to znaczy dijalog? Dijalogos. To znaczy – kontynuował Jan Paweł II – żeby powiązać logos wcielonego Boga Ojca z logosem każdego człowieka, do którego idziemy z dobrą nowiną. I teraz, co to konkretnie, kochani, oznacza? My musimy być, bo zawsze tak Kościół działał, Kościół bardzo rzetelnie studiował obiektywnie, czym jest natura ludzka i dokładnie Kościół zawsze rozeznawał, Ojcowie Kościoła, proszę zobaczyć, jaki to wielki rozdział, jeśli chodzi o dzieje Kościoła. Ojcowie Kościoła mieli świetną metodę. Mianowicie rozpracowywali na przykład myślenie Greków i już wiedzieli. Justyn, jak on świetnie mówi: ty, Platonie, czy Arystotelesie. Ty mówisz, że Bóg nie ma żadnego związku z tym światem. A ja ci powiadam, że Bóg nie tylko ma związek, lecz co więcej – najściślejszy związek. Nie tylko Bóg myśli o sobie, jak twierdzisz, Arystotelesie, lecz Bóg myśli o każdym bycie świata. Bo wszystko, co istnieje, pomyślał Bóg. Ale teraz proszę zobaczyć. Dlaczego św. Justyn i po kolei św. Augustyn jako największy myśliciel starożytności chrześcijańskiej, dlaczego oni, kochani, badali tę strukturę myślenia, czy Greków, czy Rzymian, czy dokądkolwiek się nie udawali, to już zastanawiano się, jak myśli ten człowiek, tego regionu, tego narodu, tej społeczności. Dlatego że, kochani, z tej racji, że ja muszę poznać tego człowieka, żeby mu dopomóc po pierwsze w poznaniu samego siebie, żeby on miał właściwe rozumienie siebie, ale do tego jeszcze nawiążemy. Ale najpierw, że chodzi o to, żeby drugi człowiek miał właściwe rozumienie Boga. Bo tak jak widzimy całą treść wiary, ona osadza się w rozumie człowieka. I wtedy jeżeli pozostawimy rozum nieuprawiony, tylko powiemy sobie, co ten człowiek sobie myśli, to jest jego job, a ja tylko wypełniam swoją misję, jestem wielkim katolikiem, bo ciągle mówię o Jezusie. Dobrze, ale to temu człowiekowi, który wyrasta z tej kultury, o takiej strukturze myślenia, to kochani, nic mu nie mówi albo prawie nic. I dlatego też właśnie to, co trzeba, kochani, znać, to właśnie to, że rzeczywiście od razu trzeba wiedzieć, że nasz Pan Bóg nie zdezaktualizował się. Że nasz Pan Bóg nie przestał istnieć przez to, że pojawiła się Frankfurter Schule. Ta neomarksistowska szkoła frankfurcka, która twierdzi, że nie ma już nawet resztek absolutu i właśnie w związku z tym wszystko, co absolutne, musi być usunięte. I dlatego też, kochani, pierwsza i najważniejsza rzecz to proszę być przekonanym i z najgłębszą radością jechać w te miejsca, do których was Pan Bóg pośle. Bóg, w którego my, katolicy, wierzymy, jest absolutnie wiecznym Bogiem, jest wiecznym Panem, jest wiecznym Stwórcą, wiecznym Zbawcą. Nic się tutaj nie zmieniło. Proszę mi wierzyć, nie ma ideologii na świecie, która byłaby w stanie zakwestionować istnienie naszego Boga. Dlatego to jest takie ważne, żeby współczesnemu człowiekowi powiedzieć: „Tak. Bóg, którego ja ci przynoszę, którego błagam, żeby ciebie pobłogosławił, istnieje. Ja przychodzę w Jego Imię. I On jest Panem twojego życia i twojego narodu, i twojej rodziny, i twojego pięknego kraju. I dlatego właśnie przyjmij Jego”. Ta sprawa Boga jest tutaj kwestią decydującą. Ale w ideologii gender w odróżnieniu od wszystkich innych ideologii, łącznie z nazizmem hitlerowskim, mamy do czynienia z całkowitą negacją wszystkiego, co boskie. I proszę tutaj zachować zimny rozum, czyli trzeźwy rozum. I nie mieć żadnych iluzji, że duch czasu chce ocalenia czegokolwiek, co boskie. Tego musimy być w pełni świadomi. I właśnie dlatego też, kochani, jeśli sobie tak pomyślimy przez moment, jaka to wielka prawda jest o naszym Bogu, który jest Stwórcą. Który tak jak mówi List do Hebrajczyków, jest niebiańskim architektem całego bytu. To jest coś niebywałego. I dzisiaj to jest szalenie ważne, żeby opowiedzieć współczesnemu człowiekowi i wyjaśnić mu tak dalece, jak to jest możliwe: „Słuchaj, twoim Stwórcą jest Bóg”. Proszę sobie wyobrazić, że jest takie małe dziełko, ale bardzo piękne w swojej treści Arystotelesa „Zachęta do filozofii”. I Arystoteles w tym dziełku zwracał uwagę na to, że w widzialnym kosmosie mamy do czynienia z takimi bytami, które są pochodzenia naturalnego i takimi, które są pochodzenia sztuki. On to tak nazywa. Czyli kultury to, co dzisiaj nazywamy kulturą. I wtedy Arystoteles wskazuje na wszystkie istoty żywe, począwszy od człowieka poprzez zwierzę, roślinę, kwiat i tak dalej... I mówi, że wszystko, co jest istotą żywą, pochodzi od natury. I w pewnym fragmencie cytuje starego Pitagorasa i przywołuje jego myśl i stwierdza ten wielki i mądry Pitagoras – on właśnie nauczył nas, że istotą naszego życia ziemskiego jest poznać Boga, który stworzył ludzi. Poznać Go i oglądać.

Czyli zauważmy, kochani, że zarówno w świetle rozumu ludzkiego, jak i w świetle Biblii, czyli objawienia Boga samego, otrzymaliśmy prawdę i odkrywamy prawdę, poznajemy ją, że Bóg jest Stwórca człowieka. A teraz proszę zauważyć, jak się nam przydaje ta uwaga Arystotelesa. Że żadna istota żywa nie jest pochodzenia kulturowego, czyli nie pochodzi z obszaru sztuki. A dlaczego, kochani, już Arystoteles powiedział, że żadna istota żywa ani człowiek, ani zwierzę, ani roślina nie pochodzą od sztuki, czyli od kultury. Dlaczego, kochani? Dlatego że Arystoteles był przekonany, że natura jakoś pochodzi od Boga. A od kogo pochodzi wszystko, co nazywamy sztuką? Od człowieka. I teraz zauważmy, kochani, z jakim problemem mamy do czynienia w ideologii gender. A mianowicie z takim, że genderyści twierdzą, że człowiek, którego oni definiują jako płciowość, czyli seksualność, człowiek jako płciowość, czyli cały człowiek, według nich, który jest tylko płcią, pochodzi od kultury. Czyli jest innymi słowy produktem samego siebie. Bo sztukę tworzy człowiek. I tutaj, kochani, dotykamy tego systematycznego zagadnienia, że ponieważ w neomarksizmie zakwestionowano całkowicie istnienie Boga, a zatem jego oddziaływanie na świat, czyli jego opatrzność i kierowanie światem i jakikolwiek wpływ, na przykład poprzez darowanie laski w związku z tym  rozumiemy, że w gender próbuje się mówić ludzkości, że ona jest produktem siebie samej. Bo jeżeli powiem o tym, że coś jest produktem kultury, to znaczy, że tę kulturę tworzy człowiek, więc wtedy stwierdza się, że człowiek jest produktem samego siebie. A my widzimy, kochani, że nie mamy ani jednego doświadczenia w życiu całej ludzkości, które potwierdzałyby zasadność takiej tezy. Co więcej, wiemy doskonale o tym, że jednym z większych, jeśli nie największych, wyzwań w stosunku do nauki katolickiej o stworzeniu świata przez trójosobowego Boga jest teoria ewolucji Darwina. Ale teoria ewolucji Darwina różni się jeszcze istotnie od genderyzmu. Dlaczego? Dlatego że w teorii ewolucji Darwina nie mówi się, że materia jest produktem człowieka. Lecz co się mówi? Że materia produkuje sama siebie. Że wychodzi się po prostu od przyjęcia, że istnieje materia, bo to jest system materialistyczny. I dąży się do tego, że w czasie i przestrzeni świata ta materia się różnicuje i po prostu kształtuje się. Ale proszę zobaczyć, także ta teza teorii ewolucji Darwina jest bezzasadna. Dlaczego? Bo my nie mamy w laboratorium ani jednego doświadczenia, które potwierdzałoby tę tezę. Co więcej, my mamy przecież, jeżeli chodzi o dotychczasowe istnienie ludzkości i świata, my mamy cały wymiar archeologii i badań archeologicznych i wykopalisk. I jeśli Darwin miałby rację, to musielibyśmy znaleźć w wykopaliskach fazy przejściowe. Że gatunki w swoim coraz wyższym rozwoju gatunki istot żywych musiałyby mieć fazy przejściowe. I to jest tzw. missing link, brakujące ogniwo. Drodzy państwo, nie znaleziono dotychczas, choć mamy niezwykle zaawansowane badania archeologiczne na świecie na wszystkich kontynentach, nie znaleziono ani jednej formy pośredniej pomiędzy gatunkami istot żywych. Co to oznacza kochani? Że ani eksperymentalnie, ani archeologicznie nie znaleziono podstaw do tego, żeby uznać teorię ewolucji Darwina za zasadną, za naukową, zgodną z kryteriami nauki. Bo jakie jest jedno z najważniejszych kryteriów nauk szczegółowych? A mianowicie takie, że jeżeli biolog, chemik czy fizyk stawia jakąś tezę o zachowaniu się kosmosu czy jakiejkolwiek bytowości w tym kosmosie, to ta teza, kochani, musi się pozwolić zweryfikować w eksperymencie w laboratorium. Czyli jeśli coś jest prawdziwe w sensie biologicznych, chemicznym czy fizykalnym, to każde doświadczenie w laboratorium biologicznym, chemicznym czy fizykalnym jest w stanie potwierdzić ten proces.

Natomiast jeśli chodzi o przeskok warunków, nie ma, kochani państwo, w żadnym laboratorium świata ani jednego doświadczenia na zasadność teorii ewolucji Darwina. I w związku z tym musimy powiedzieć w języku nauki, że teoria ewolucji Darwina w świetle metodologii nauk przyrodniczych jest w stu procentach sfalsyfikowana. A co to, kochani, oznacza dla naszej katolickiej prawdy o stworzeniu świata przez Boga? Że mamy i od strony nauki, i od strony wiary, czyli od strony rozumu i łaski, potwierdzenie faktu, że Stwórcą świata jest nasz Bóg. I dlatego też, kochani, pamiętajmy, że w ideologii gender chodzi o to, żeby człowieka całkowicie oderwać od Boga Stwórcy. Że to nie jest jakaś tam ideologia, która dąży do tego, żeby chłopców ubierać w sukieneczki czy spódniczki, a dziewczynki w spodenki i krawaciki. O nie. Chodzi o to, kochani, żeby odciąć i dziecko, i nauczyciela, i matkę, i ojca, i siostrę zakonną, i ojca zakonnika, i kapłana, i biskupa, i Papieża od prawdy o tym, co Kościół rzymskokatolicki w dogmacie o stworzeniu świata przez Boga zdefiniował. To jest, kochani, prawda niekwestionowana. Ten dogmat cudowny i jakże wspaniały naszej prawdy wiary świętej katolickiej jest w całkowitej ważności. To jest genialność. I właśnie tego dzisiaj człowiekowi potrzeba. A to ideologia gender chce centralnie zabrać i w związku z tym człowiek, jeżeli głosi dzisiaj Słowo Boże czy prawdę o stworzeniu świata, to musi doskonale z jednej strony znać swoją naukę, a z drugiej strony znać też strukturę ducha czasu. W tym przypadku i w tym temacie musimy znać te wymiary głębsze i płytsze genderyzmu, który jest ideologią ukierunkowaną przeciwko prawdzie o Bogu jako Stwórcy świata. I dlatego też, kochani, jeśli przyjrzymy się dokładniej jeszcze, co to znaczy, że Pan Bóg jest Stwórcą świata, to proszę zauważyć, że dzisiaj musimy potrafić w sposób prosty, ale jasny wyjaśnić, co to znaczy, że Bóg stworzył świat. Dam państwu taki przykład. Taki jeden chłopiec, Kuba, przychodzi pewnego dnia do domu taki niezadowolony, bo przyszedł z katechezy. I pani katechetka mówiła właśnie o problemie stworzenia świata. I wtedy ten Kuba w gimbazie zapytał: „Ale proszę pani, jak Pan Bóg stworzył świat”, a pani katechetka powiedziała: „Kuba, ty masz zapamiętać, że Pan Bóg stworzył świat”. Ale ten chłopiec pyta: „Proszę pani, to ja pamiętam. Ale ja chciałbym się dowiedzieć, jak Pan Bóg stworzył świat”. I wtedy ta pani katechetka ponowiła tylko to, że uczeń ma zapamiętać te prawdę o tym, że Bóg stworzył świat. Nie dała odpowiedzi temu chłopcu na jego pytanie. I wtedy jego ojciec zadzwonił do mnie i pyta się: „Księże profesorze, czy mógłbym przyjechać z moim synem, bo on chciałby o coś zapytać?”. Ja mówię: „Panie Pawle, proszę przyjechać”. Umówiliśmy się, przyjechali. I od razu ten Kuba zaczął mi zadawać takie inne pytania, aż później pyta się: „A jak Pan Bóg stworzył świat?”. A ja mówię: „Kuba, twój tato jest mechanikiem samochodowym i bardzo dobrze zna samochody, więc jak myślisz, dlaczego twój tato, jak się coś zepsuje w samochodzie, to on już tak szybko dociera do tego?”. „Bo on zna ten samochód”. „A widzisz? To podobnie jest z Panem Bogiem. Pan Bóg, zanim stworzył świat, to Pan Bóg w swoim rozumie boskim pomyślał całą rzeczywistość świata”.

I właśnie, kochani, to jest bardzo ważne, żeby powiedzieć człowiekowi, że człowiek jest pomyślany przez Boga. Każdy człowiek jest odrębną myślą w rozumie odwiecznym Boga. Ale święty Tomasz z Akwinu po Augustynie, który powiedział, że idee kosmosu są w rozumie boskim, święty Tomasz z Akwinu zadał pytanie: „A jak długo Bóg myśli świat?” i wtedy św. Tomasz z Akwinu odpowiada, że ponieważ rozum boski jest odwieczny, czyli w rozumie boskim nie ma ani początku, ani końca, w związku z tym w rozumie boskim myśli nie mają ani początku, ani kresu. I dlatego też św. Tomasz stwierdza, że Pan Bóg myśli świat i człowieka, o ile on sam siebie myśli. A ile Bóg myśli siebie? Wiecznie. Więc co to oznacza, że każdy człowiek, każda istota świata jest odwieczną ideą, czyli myślą Boga. Ale zauważmy, kochani, że nasz Bóg jest Bogiem miłości, a to oznacza, że Pan Bóg, w którego my wierzymy, nie jest tylko odwiecznym rozumem, lecz Pan Bóg jest też odwieczną wolnością. Ale ta odwieczna wolność Boga jest zarazem odwieczną miłością. Więc dlatego Pan Bóg pomyślał każdego z nas w wolności, czyli w miłości. A to oznacza, że Pan Bóg przed stworzeniem świata i człowieka umiłował człowieka. I wtedy rozumiemy, że z prawdy boskiej i miłości boskiej poczyna się człowiek.

Ale teraz, jeśli ktoś pyta: „Dobrze, ale w jaki sposób Bóg stwarza świat?”. Kochani, Bóg stwarza świat na sposób słowa. Tak jak pamiętamy, jak Pan Jezus czynił cuda. Pan Jezus powiedział i stało się. I tak samo, kochani, jest przy stworzeniu świata. Ze świat został powołany do istnienia w tej oto strukturze mocą boskiego słowa stwórczego. Bóg powiedział i stało się. Dlaczego? Bo Stwórca Bóg jest wszechmocny. I dlatego nasz Stwórca nie potrzebuje żadnych narzędzi, których my potrzebujemy, tworząc jakieś dzieła. Pan Bóg nie potrzebuje materii, bo Pan Bóg materię stwarza. Czyli Pan Bóg potrzebuje tylko tego, co on myśli. I powiedzieć: niech się stanie człowiek czy zwierzę, czy roślina, czy planety, czy galaktyki. I dlatego właśnie rozważamy w Piśmie, że na Słowo Boga stały się niebiosa i ziemia, i wszystko, co ją napełnia. I tutaj proszę zobaczyć, że ideologia genderyzmu, która zabiera nam prawdę o Bogu, która odrzuca tym samym to, co istnieje na świecie, czyli człowiek i każda inna bytowość są pomyślane przez Boga, są przez Boga umiłowane i w związku z tym widzimy, że epoka genderyzmu to jest po prostu taka struktura artykulacji ducha czasu, która jest najniebezpieczniejszą z dotychczasowych. Dlaczego? Bo patrząc od strony warsztatu filozofii, a filozofia jak wiemy, przygotowuje podstawy dla wszystkich nauk, łącznie z naukami teologicznymi. Bo w filozofii drodzy państwo nie mieliśmy w dotychczasowych dziejach takiej potężnej i systematycznej, i konsekwentnej negacji Boga, z jaką musimy zmierzyć się w ideologii genderyzmu. I stąd też to jest wyzwanie, kochani misjonarze, przed którym wy w Afryce czy dokądkolwiek udacie się z inspiracji Ducha Świętego i posłani przez Kościół święty z tą ideologią będziecie mieć największe trudności. Jakkolwiek Afryka ma też z innymi problemami i ideologiami do czynienia, to jednak tutaj widzimy, że ta ideologia, którą chce się wprowadzić z racji na pewno rezolucji ONZ z lipca ubiegłego roku do wszystkich placówek oświatowych świata, a także do całej Afryki, i dlatego też właśnie wydaje mi się to, co jest najpierw najważniejsze, trwać przy prawdzie o stworzeniu świata przez Boga objawionego, głosić tę prawdę i jeżeli trzeba, a trzeba, to bronić tej prawdy w obliczu wszystkich jej prób negacji. A dzisiaj szczególnie w obliczu tej negacji genderowskiej.

 

 

Wykład ks. prof. Tadeusza Guza można odsłuchać tutaj.