Nie możemy zabijać
Sobota, 26 lipca 2014 (17:11)Z Agatą Rejman, położną, która odmówiła asystowania przy zabijaniu dzieci poczętych, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Państwo powinno dbać o życie, tymczasem robi się wszystko, żeby zabijanie nienarodzonych dzieci było na porządku dziennym. Wystarczyło odwołać prof. Chazana z funkcji dyrektora Szpitala Świętej Rodziny w Warszawie, by praktyka zabijania w tym szpitalu stała się faktem. O czym to świadczy?
– Cała ta akcja, z jaką mamy do czynienia od jakiegoś czasu, jest nagonką na prof. Chazana i prowokacją. Pokazuje, że tak naprawdę wolność sumienia i wolność wyznania w Polsce to fikcja, skoro nie przestrzegają tego organy państwa czy samorządu. Ktoś, kto tym wszystkim kieruje, chce pokazać wyższość cywilizacji śmierci nad cywilizacją życia, a więc najwyższym dobrem, które człowiek otrzymuje w darze od Pana Boga, dobrem, które jest z jednej strony darem, a z drugiej zadaniem, z którego mamy obowiązek się wywiązać. Zwolennicy aborcji popierani przez liberalne media chcą – w mojej ocenie – zastraszyć wszystkich lekarzy, pielęgniarki i położne, którzy już podpisali Deklarację Wiary bądź chcieliby ją podpisać. Na ile się to uda, a jeżeli tak, to na jak długo, zobaczymy. To niewyobrażalne, że Deklaracja Wiary, która stanowi odpowiedź na apel św. Jana Pawła II o ludzi sumienia, może wywołać tak ogromną agresję wobec samej idei, a także wobec ludzi, którzy stoją po stronie życia. To także dowód, że sprawa jest słuszna i musimy zwierać szeregi, żeby wygrać, a zwycięstwo to wybór życia, czy to się komuś podoba, czy nie.
Po zwolnieniu prof. Chazana personel szpitala nie ukrywa, że nie ma motywacji do pracy, obawiając się jednocześnie, że odmowa uczestniczenia w zabiegach aborcyjnych może mieć skutki personalne. Z kolei zgoda powoduje konflikt sumienia. Pani te dylematy nie są obce.
– Nie dziwię się ani lekarzom, ani koleżankom położnym, które się boją, bo ja znalazłam się w takiej, a nie innej sytuacji i nie jestem już pracownikiem Specjalistycznego Szpitala „Pro Familia” w Rzeszowie, i tylko tyle mogę na dzień dzisiejszy w tym temacie powiedzieć. Moje koleżanki, które podobnie jak ja podpisały sprzeciw przeciwko uczestnictwu w aborcji, dziś boją się nawet głośno o tym mówić w obawie przed utratą pracy. Nie dziwię się zatem personelowi Szpitala Świętej Rodziny w Warszawie, bo jaki jest sens iść do pracy po to, by uczestniczyć w zabijaniu dziecka. Nie po to zdobywałyśmy wiedzę, nie po to robimy specjalizacje, by swoją wiedzę i umiejętności poświęcać nie dla ratowania człowieka, ale brać udział w jego uśmiercaniu. To przykre, że władze nie chcą uszanować tego, co myślą i czują lekarze, położne, pielęgniarki, że nie chcą uznać naszych praw. Tymczasem narzuca się nam coś, co jest niezgodne z naszym sumieniem, przekonaniami i wyznawaną przez nas wiarą. Jesteśmy ludźmi, nie robotami, i nie potrafimy zostawić sumienia za bramą szpitala. Wygląda jednak na to, że w polskiej służbie zdrowia zaczynają być preferowani nie ludzie, ale automaty, którym można narzucić wszystko. Lekarz czy pielęgniarka oprócz tego, że powinni stale podnosić swoje kwalifikacje, przede wszystkim powinni okazywać chorym serce. Zabijanie nie jest i nigdy nie będzie przejawem podchodzenia z sercem do pacjenta – małego czy dużego, ale przeciwnie – brakiem tego serca, brakiem człowieczeństwa. Przecież nie o to w służbie zdrowia chodzi. Trzeba pamiętać, że tak jak matka, również to dziecko – człowiek od poczęcia – ma swoje prawa, nie jest przedmiotem, ale istotą żywą, która czuje i u której bije serduszko. Dlatego wszystkie czynności, które powodują przedwczesny poród czy poronienie, odbywają się na żywej ciąży, gdzie dziecko wszystko czuje, także ból. Gdzie wobec naruszania praw tego dziecka są wszyscy obrońcy praw kobiet?
W nagonkę przeciw życiu wpisał się wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski, który za nieważną uznał uchwałę, jaką przyjęła Rada Powiatu Wołomińskiego odnośnie do Szpitala Powiatowego w Wołominie, w której napisano, że „Szpital Powiatowy w swojej działalności kieruje się bezwzględnie zasadą ochrony życia ludzkiego”. Co Pani o tym sądzi?
– Wojewoda mazowiecki kwestionuje obronę życia… Pytanie, w czyim imieniu to czyni, kogo się przestraszył. Przecież żeby stać na straży życia, nie trzeba być nawet chrześcijaninem, wystarczy być człowiekiem. Widać niektórym ludziom na stanowiskach brakuje zwykłej cywilnej odwagi i człowieczeństwa. Skoro ktoś, kto sprawuje taki czy inny urząd robi takie rzeczy, to znaczy, że w państwie zaczyna obowiązywać odgórna zasada, że życie ludzkie nie będzie chronione w żadnym polskim szpitalu, a lekarze, położne i pielęgniarki nie będą mogli powoływać się na klauzulę sumienia. Widać chce się z nas zrobić bezwolnych ludzi, którzy będą wykonywać z góry narzucone założenia. Ja osobiście boję się takiego państwa, które nie liczy się z sumieniem człowieka. Myślę, że ludzi, którzy myślą tymi samymi kategoriami, jest zdecydowana większość.
Czy aborcja może być narzędziem, którym dyscyplinuje się personel medyczny?
– Jestem przekonana, że aborcja nie może być narzędziem dyscyplinującym ani lekarzy, ani położne. Dla mnie jest to absurd. Aborcja jako instrument pozbawiania życia dziecka nie powinna w ogóle mieć miejsca. Każde dziecko poczęte pod sercem matki ma prawo się urodzić. Prawo do tego ma każde dziecko, nawet chore. Wszyscy pamiętamy, jak wiele protestów ze strony SLD i Twojego Ruchu wywołała sprawa dziecka, na którego aborcję nie zgodził się prof. Chazan. Ileż było krzyków, że to dziecko będzie się męczyło i jak długo to potrwa, że może nawet pół roku. Wszystkie te głosy nie są funta kłaków warte, bo te dzieci się nie męczą. Neonatologia jest dziedziną medycyny rozwiniętą do tego stopnia, że dzieci mają podane leki i nie czują bólu. Dlatego ludzie, którzy nie mają o tym żadnego pojęcia, nie powinni na ten temat zabierać głosu, bo kompromitują się brakiem wiedzy. Mój syn, kiedy dowiedział się, że to dziecko zmarło, powiedział, wykazując się dojrzałością w tym temacie: „Tak, ale urodziło się żywe i żyło”. To było podsumowanie tematu przez 13-letniego chłopca. Wracając jednak do pytania, muszę powiedzieć, że dyscyplinowanie czy wręcz zastraszanie personelu medycznego przez aborcję jest zwyczajnym prześladowaniem. Takie metody są rodem z PRL. Jeżeli wszyscy się temu poddamy i damy się podporządkować, to będziemy żyć i wychowywać swoje dzieci w obliczu cywilizacji śmierci, oczywiście o ile dadzą nam dożyć, bo kolejnym krokiem, jakiego można się spodziewać, będzie eutanazja.
Wielu zwolenników aborcji, próbując wywrzeć presję, powołuje się na przepisy prawa…
– Jedna ze zwolenniczek aborcji w wywiadzie powiedziała, że jako obywatel państwa płaci podatki i życzy sobie, żeby aborcja była legalna. Ja, podobnie jak wielu innych ludzi w tym kraju, też płacę podatki i życzę sobie, żeby z moich pieniędzy nie było finansowane zabijanie niewinnych dzieci, doświadczenia na szkiełku i produkowanie dzieci in vitro, które to ciąże są przeważnie od samego początku podtrzymywane. Leczenie takich kobiet, sztuczne zapładnianie i leczenie dzieci z in vitro, które w dużej części są chore, kosztuje ogromne pieniądze. Tego jednak wielu ludzi nie widzi bądź nie chce widzieć, za to pojawiają się krzyki, że chore dziecko trzeba zabić, bo kobieta ma do tego prawo. Prawo do zabicia nie istnieje, a czyn ten jest złamaniem prawa.
W imię poprawności politycznej i tzw. równości próbuje się usunąć z życia sumienie. Przypomnę żądania ministra Bartosza Arłukowicza skierowane do osób wierzących, by sumienia pozostawiali w domu. Czy jako pielęgniarka wyobraża sobie Pani, że wykonuje swój zawód, pozostawiając sumienie za bramą szpitala?
– Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Jeżeli lekarz, położna czy pielęgniarka nie idą z ochotą do pracy, to jest to zły sygnał. Przecież my w szpitalu spędzamy niemalże pół życia i bardzo często jest ciężko, ale rekompensuje to satysfakcja, że możemy służyć chorym. Jeżeli dojdzie do tego, że będziemy musieli brać udział w zabijaniu, to tego jako ludzie sumienia nie wytrzymamy. Sumienie nie jest czymś, co ma się w kieszeni i wchodząc na teren szpitala, można zostawić na portierni. Kiedy jestem przy śmierci pacjentki na ginekologii, to przeżywam to, bo jestem nie tylko położną, ale przede wszystkim człowiekiem. Bywają sytuacje, że umiera pacjentka chora na nowotwór, którą odwiedza kilkoro dzieci. Wobec tego ogromu bólu, jaki czuje ta matka i jaki przeżywają te dzieci, nie da się przejść obojętnie. Tak samo przeżywam, gdy rodzi się martwe dziecko czy kiedy matka oddaje swoje nowo narodzone dziecko do adopcji. Do tego typu spraw nie da się podejść instrumentalnie, bez uczuć, do tego nie da się przyzwyczaić. Tym bardziej dziwi mnie, że taką opinię wypowiada minister, ale także lekarz. Przyznam, że nie chciałabym, aby leczył mnie lekarz z takim podejściem. Podzielę się jeszcze jedną refleksją: jak każda kobieta raz w roku powinnam poddać się badaniom ginekologicznym i patrząc na to, co się dzieje, zastanawiam się, do kogo mam iść. Bynajmniej nie wynika to ze strachu, ale jak każda pacjentka chcę trafić nie tylko na specjalistę, ale także na człowieka. Tak myśli wiele kobiet i niech rządzący coś z tym zrobią, bo atmosfera, jaka panuje, odpycha ludzi od lekarzy.
Sprawa prof. Chazana i odważna jego postawa może spowodować wzrost świadomości o potrzebie ochrony życia nie tylko w Polsce?
– Wielu ludzi jeszcze do niedawna nie zdawało sobie sprawy z tego, czym jest aborcja. Za sprawą prof. Chazana, dzięki jego odważnej i bezkompromisowej postawie i wbrew intencjom przeciwników życia, problem aborcji paradoksalnie zaczyna żyć w środowiskach wielu krajów i społeczeństw. Ludzie na ten temat rozmawiają, próbują pogłębić swoją wiedzę w tym zakresie, pytają. Nawzajem się mobilizują, są i chcą być za życiem. Mam także własne doświadczenia w tym zakresie, bo wiele koleżanek pyta mnie o to, jak wygląda zabieg aborcji, chcą wiedzieć, znać szczegóły i okazuje się, że nie miały dotąd pojęcia, że jest to tak straszne, traumatyczne przeżycie. To dowód, że w społeczeństwie wzrasta świadomość. Tak jest również podczas spotkań z młodzieżą, której mówię, czym jest aborcja i jak wygląda. Przyznam, że kiedy o tym opowiadam, to dziewczyny, nastolatki nie mogą powstrzymać łez. Tym bardziej musimy o tym mówić, uświadamiać społeczeństwo, które w wielu przypadkach nie wie, jak to jest. Zresztą wcale się temu nie dziwię, bo ja też przez 20 lat pracy w zawodzie położnej nie wiedziałam, że można dokonać aborcji eugenicznej. Dla nie też był to ogromny szok, tym bardziej nie dziwię się innym ludziom, którzy nie mają z tym styczności.
Czy nie żałuje Pani, że w sytuacji, kiedy odważyła się Pani głośno mówić o aborcji, w tym wszystkim, chcąc nie chcąc, uczestniczyły też Pani dzieci?
– Absolutnie nie żałuję. Moje dzieci i mój mąż bardzo to wszystko przeżyli. Czasami, kiedy pojawiały się zwątpienia, były momenty, że żałowałam, że w to wszystko wciągnęłam swoją rodzinę. Nie żałuję jednak, że wiedzą, że jest aborcja, która jest złem, i że to zło funkcjonuje w naszym kraju. Nie żałuję, że wie o tym mój syn, że wie o tym moja córka, która za chwilę będzie kobietą. Ona musi wiedzieć, jak powinna postępować, że nie może nigdy, pod żadnym pozorem zabić nawet chorego dziecka. Mój syn też musi wiedzieć, że kiedyś, w przyszłości ma szanować swoją żonę i że nigdy nie wolno mu jej namawiać do czegoś takiego jak aborcja. Moje dzieci muszą szanować życie i jako matka będę im to wpajać, ile tylko starczy sił i życia. Dotyczy to także wszystkich innych dzieci.
Ksiądz biskup Antoni Pacyfik Dydycz, komentując próby naginania prawa do potrzeb rządzących, powiedział, że prawo stanowione stało się służebnicą władców i władcy, ale przestało być zbiorem przepisów, norm stojących na straży sprawiedliwości, życia ludzkiego i ogólnego bezpieczeństwa. Czy prawo stanowione może być dla lekarza czy asystującej mu położnej wyznacznikiem usprawiedliwiającym zabijanie dziecka, czy może zastąpić sumienie?
– Prawo stanowione jest podrzędne w stosunku do prawa Bożego, czy się to komuś podoba, czy nie. Tak jest i nie ma dyskusji. Jako człowiek – położna czy lekarz – mamy obowiązek służyć życiu jako dobru pochodzącemu od Boga. Owszem, ktoś może powiedzieć, że dobrem dla matki będzie, jeżeli pozbędzie się chorego dziecka i nie będzie musiała patrzeć, jak ono cierpi. Moim obowiązkiem czy obowiązkiem lekarza jest tak służyć tej bijącej się z myślami matce, żeby była przekonana o tym, że powinna urodzić, niezależnie od tego, jakie by to dziecko było. Mamy doskonale wykształconych psychologów, psychiatrów, terapeutów, którzy powinni być w gotowości pomóc takim matkom zrozumieć problem. Inna sprawa, czy chcą. Pytanie też, dlaczego nie służą takim matkom. Dlaczego nie uświadamia się takich matek, w ten sposób pomagając im, tylko ucieka się do rozwiązań i dróg na skróty, żeby tylko pozbyć się kłopotu. Prawo Boże nie może być mylone z prawem stanowionym, prawem ludzkim. Na każdym etapie, w każdych okolicznościach, zgodnie ze swoim powołaniem powinniśmy służyć drugiemu człowiekowi, bez względu na wszystko. Nie możemy zabijać, musimy być ludźmi.
Jaką cenę płaci Pani za oboronę ludzkiego życia?
– Spotkało mnie z tego powodu wiele przykrości. Mimo że minęło już ponad pół roku, to wszystko tkwi we mnie bardzo żywo. Czasami tak zwyczajnie, po ludzku ogarnia mnie złość wobec świata, który ignoruje sprawę życia, traktując ten problem instrumentalnie. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że na widok zacietrzewionych polityków nie chce mi się głośno krzyczeć i wykrzyczeć to, co czuję. Mam jednak nadzieję, że dobro zwycięży. Czy opłaca się bronić życia…? Pamiętam, jak moja koleżanka wahała się, czy dokonać aborcji chorego dziecka. Między innymi ja namawiałam ją, żeby jednak urodziła to dziecko. I urodziła dziecko, które zmarło w jej ramionach. Było jednak warto, bo ta dziewczyna nie zabiła, ale urodziła. Cierpiąc, pożegnała swoje dziecko, przeżyła okres żałoby i wróciła do pracy położnej. Warto bronić życia, otwierając oczy wielu młodym dziewczętom i chłopcom. Pamiętam, jak jeden z chłopców, uczniów gimnazjum i liceum Sióstr Prezentek w Rzeszowie, podszedł do mnie po Mszy św. i podziękował mi w imieniu młodzieży za postawę w obronie życia. Czy warto bronić życia? Na pewno warto, bo obok tej naszej ziemskiej egzystencji jest jeszcze życie w Bogu, do którego wszyscy zmierzamy. Nie da się tam wejść z pustymi rękami, mam nadzieję i wierzę, że to nasze zaangażowanie kiedyś i tam zapunktuje.