Romney punktuje Obamę
Sobota, 1 września 2012 (06:03)Mocny finał przedwyborczej konwencji Partii Republikańskiej - kandydat do Białego Domu Mitt Romney surowo skrytykował rządy Baracka Obamy i obiecał, że jako prezydent naprawi kulejącą amerykańską gospodarkę.
Przemówienie Romneya kończyło konwencję w Tampie na Florydzie. W części dotyczącej polityki zagranicznej Romney zarzucił Obamie brak lojalności wobec sojuszników USA, m.in. Polski. Zapowiedział, że jeśli wygra wybory, będzie mniej elastyczny wobec Rosji.
- Obama opuścił naszych przyjaciół w Polsce i zarzucił nasze zobowiązania w sprawie tarczy antyrakietowej, ale pospiesznie zaoferował elastyczność prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi - oznajmił Romney.
W ten sposób nawiązał do znanej wpadki prezydenta Obamy. W marcu, w rozmowie z Dmitrijem Miedwiediewem, nie wiedząc, że rozmowa jest nagrywana, poprosił, by "dano mu czas" w sprawie tarczy, gdyż po wyborach "może być w tej sprawie bardziej elastyczny".
W tym samym czasie USA oficjalnie odrzucało rosyjskie sprzeciwy wobec instalacji amerykańskiej infrastruktury antyrakietowej w Europie.
- Moja administracja da naszym przyjaciołom trochę więcej lojalności, a Putinowi trochę mniej elastyczności, za to trochę więcej stanowczości - zadeklarował Mitt Romney. Skrytykował też politykę administracji amerykańskiej wobec Iranu, gdyż jego zdaniem "naraża bezpieczeństwo Izraela".
W pierwszych komentarzach przeważają opinie, że wystąpienie Romneya było udane, ale brak w nich entuzjastycznych ocen wyrażanych po przemówieniu kandydata na wiceprezydenta Paula Ryana poprzedniego dnia lub gubernatora stanu New Jersey Chrisa Christie, autora głównego referatu programowego partii na konwencji.
Po pierwsze, gospodarka
Romney, podobnie jak Ryan, zaczął od ataku na politykę gospodarczą Obamy, przypominając o wciąż utrzymującym się ponad 8-procentowym bezrobociu, spadku dochodów realnych i powiększeniu się marginesu ubóstwa.
- Ten prezydent może nas prosić o cierpliwość, może wiele tłumaczyć, ale nie może powiedzieć, że Amerykanie materialnie mają się teraz lepiej niż w chwili, gdy obejmował urząd - powiedział Romney, przypominając słynne pytanie Ronalda Reagana z jego kampanii wyborczej w 1980 roku: "Czy wiedzie się wam lepiej niż 4 lata temu?", skierowane do ówczesnego prezydenta Jimmy´ego Cartera. Reagan odniósł wtedy zdecydowane zwycięstwo i rządził przez dwie kadencje.
Na początku rządów Obamy bezrobocie wzrosło do ponad 9 proc., a następnie spadło do obecnych 8,3 proc. Średnie dochody i majątki rodzin skurczyły się, głównie w wyniku kryzysu i globalnej recesji.
Romney zadeklarował, że jeśli zostanie wybrany, stworzy 12 milionów nowych miejsc pracy i przedstawił pięciopunktowy plan mający zapewnić realizację tego celu.
Obejmuje on zmniejszenie deficytu budżetowego, osiągnięcie przez USA niezależności od obcych surowców energetycznych do 2020 r., obniżenie podatków płaconych przez korporacje, reformę edukacji przez dofinansowanie dla uboższych rodzin nauki dzieci w szkołach prywatnych i wynegocjowanie nowych umów o wolnym handlu korzystniejszych dla Ameryki.
Kandydat obiecał odwołać reformę ochrony zdrowia uchwaloną z inicjatywy Obamy (tzw. Obamacare), co ma zmniejszyć obciążenie drobnego biznesu kosztami ubezpieczeń pracowników. Obamacare jest szczególnie niepopularna wśród Republikanów. - W odróżnieniu od prezydenta Obamy nie podniosę podatków dla klasy średniej Ameryki - powiedział.
Zmiana wizerunku
Romney, który sam jest mormonem i ma dość liberalne poglądy w sprawach obyczajowych, tym razem zaprezentował się jako obrońca tradycyjnych wartości, co jest wyraźnym ukłonem w kierunku coraz liczniejszych wśród republikańskich wyborców konserwatystów.
Oświadczył, że "będzie chronił świętości życia i honorował instytucję małżeństwa", ale nie rozwijał dalej tego wątku. Dotychczasowe wypowiedzi kandydata wskazują na jego silny indyferentyzm w tych kwestiach.
Opowiada się za dużą niezależnością praw stanowych w kwestiach takich jak aborcja czy rejestracja związków homoseksualnych jako małżeństw. Wiele mówił natomiast o swoim życiu, rodzinie i karierze zawodowej. Wspominał swego nieżyjącego ojca, byłego prezesa koncernu motoryzacyjnego i gubernatora stanu Michigan, który sam dorobił się fortuny. Z czułością i łamiącym się głosem mówił o swej żonie Ann i ich synach.
Osobistych elementów w wystąpieniach Romneya oczekiwano od dawna, gdyż uchodzi on za polityka sztywnego, który nie nawiązuje emocjonalnego kontaktu z wyborcami. Jego republikańscy sympatycy nalegali, by na konwencji ocieplił swój wizerunek. Wspomniał nawet - czego dotąd unikał - o swej przynależności do Kościoła mormońskiego, niechętnie traktowanego przez wyznania chrześcijańskie.
Końcowe przemówienie Romneya poprzedziły wystąpienia jego syna Craiga, senatora z Florydy Marco Rubio (syna kubańskich imigrantów) oraz Jeba Busha, byłego gubernatora Florydy i brata prezydenta George´a W. Busha. Wszyscy trzej wtrącili po kilka zdań w języku hiszpańskim z myślą o zjednaniu dla Romneya latynoskich wyborców, którzy dotąd w przeważającej większości popierali Obamę.
Piotr Falkowski