• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Awans Lecha i Ruchu

Czwartek, 24 lipca 2014 (22:10)

Piłkarze Lecha i Ruchu awansowali do trzeciej rundy kwalifikacji Ligi Europejskiej, ale w zupełnie odmiennym stylu. Poznaniacy pewnie pokonali 3:0 w rewanżowym meczu estoński Nomme Kalju, a chorzowianie skompromitowali się, remisując 0:0 z FC Vaduz z Liechtensteinu.


„Kolejorz” w ubiegłym tygodniu niespodziewanie przegrał na wyjeździe w wicemistrzem Estonii 0:1. Na Bułgarskiej nikt jednak nie dopuszczał myśli o niepowodzeniu, choć historia za poznaniakami nie przemawiała. Jeszcze nigdy nie awansowali bowiem w europejskich pucharach, gdy w pierwszym spotkaniu ulegli 0:1. Teraz jednak ta kiepska passa się zakończyła. Lechici zagrali dużo lepiej, a rywale okazali się dużo słabsi, niż mogłoby się wydawać. Od początku na boisku istniała tylko jedna drużyna. Goście ograniczali się wyłącznie do defensywy, a ich wypady w pobliże pola karnego wicemistrzów Polski można było policzyć na palcach. Jasmin Buric przez większość spotkania był praktycznie bezrobotny.

Na pierwszą bramkę kibice musieli jednak poczekać do 33. minuty. Wtedy to Tomasz Kędziora ładnym strzałem głową zdobył gola wyrównującego straty sprzed tygodnia. Gospodarze poszli za ciosem, chcąc jeszcze przed przerwą zadać drugi cios. I to im się udało. W 43. minucie uderzył Vojo Ubiparip, bramkarz gości nie złapał piłki, dobiegł do niej Kasper Hamalainen i wpakował do siatki. W tym momencie stało się jasne, że Lech awansuje dalej.

W drugiej połowie Estończycy zagrali odważniej, ale w zasadzie można ich pochwalić tylko za to. Nadal dominował Lech, który stwarzał sytuację za sytuacją, ale był nieskuteczny. Powinni trafić Ubiparip, powinien Hamalainen i Dawid Kownacki. W doliczonym czasie gry ten ostatni się jednak zrehabilitował i wykorzystał sytuację sam na sam, ustalając wynik na 3:0. Lech wygrał pewnie, bez problemów i naprawdę nie wiadomo, jak mógł przed tygodniem przegrać...

Awansował też Ruch, ale na tym można poprzestać, by nie pogrążać „Niebieskich”. Chorzowianie nie potrafili bowiem wygrać z amatorami z Liechtensteinu, męcząc się z nimi okrutnie. I mecz wcale nie wyglądał tak, że chorzowianie od pierwszej do ostatniej minuty oblegali bramkę gospodarzy, marnowali dziesiątki sytuacji itd. Wcale nie byli zespołem wyraźnie lepszym, pozwalając rywalom stworzyć kilka okazji, z których mogła nawet paść bramka eliminująca Ruch z rozgrywek (u siebie wygrał tylko 3:2). Na szczęscie skończyło się na 0:0, jednak bądźmy szczerzy: taki wynik to wstyd. W kolejnej rundzie nie sposób oczekiwać sukcesu „Niebieskich”...

Piotr Skrobisz