• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Legia gra dalej

Środa, 23 lipca 2014 (22:51)

Piłkarze Legii Warszawa pokonali w Dublinie St Patrick's Athletic 5:0 (1:0) i awansowali do trzeciej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów. Zmierzą się w niej z Celtikiem Glasgow, czyli przeszkodą kilka razy trudniejszą.


Tydzień temu, w pierwszym spotkaniu z półamatorami z Irlandii, Legia skompromitowała się na Łazienkowskiej, szczęśliwie remisując 1:1. Dziś chciała nie tylko się zrehabilitować, nie tylko zwyciężyć i awansować, ale uczynić to w jak najlepszym stylu, sprawiając swoim fanom trochę radości – w obecnym sezonie dawkowanej na razie nader skromnie. Czy to się jej w pełni udało, niech ocenią sympatycy mistrzów Polski. Najważniejsze, że warszawianie zrealizowali cel główny. Mimo złego wyniku sprzed tygodnia podopieczni Henninga Berga pozostali zdecydowanymi faworytami. Bądźmy szczerzy: St Patrick's Athletic to zespół sympatyczny, waleczny, ale tak na poziomie naszej I ligi. Grając normalnie, warszawianie nie powinni mieć z nimi żadnych problemów. A że dziś swe obowiązki potraktowali poważniej, kłopotów uniknęli.

Od pierwszych minut dominowali. Nie, nie grali jakoś wyjątkowo, ale widać było gołym okiem, że zdecydowanie przewyższają rywali pod względem piłkarskich atutów. W 25. minucie wyprowadzili pierwszy mocny cios: Michał Żyro ładnie dostrzegł Miroslava Radovicia, ten wygrał pojedynek z obrońcą i skierował piłkę do bramki. W tym momencie stało się jasne, że legionistów krzywda nie spotka. Ambitni gospodarze starali się co prawda odwrócić losy meczu, ale po prostu nie umieli tego zrobić. A jeśli już zdołali oddać jakiś strzał, dobrze interweniował Dusan Kuciak. Po przerwie nic się nie zmieniło, mistrzowie Polski przeważali i stwarzali sytuacje. Dobrą miał Michał Kucharczyk, lecz uderzył za lekko. Po chwili w jeszcze lepszej znalazł się Żyro, dla odmiany huknął potężnie, ale w środek bramki. Irlandczycy odpowiedzieli strzałem Keitha Faheya z dystansu, minimalnie niecelnym.

W 69. minucie Żyro odebrał rywalom jakiekolwiek złudzenia, finalizując akcję Kucharczyka. W tym momencie z gospodarzy uszło powietrze, a Legia postanowiła urządzić sobie mały strzelecki festiwal. W 82. minucie Radovic ładnie przymierzył z ostrego kąta i podwyższył na 3:0. W końcówce załamanych Irlandczyków dobili Brendan Clarke i Conan Byrne... pakując piłkę do własnej bramki. Legia wygrała zatem 5:0, efektownie, robiąc to, co do niej należało. Oczywiście z zachwytami, a nawet pochwałami można, ba, trzeba się wstrzymać, bo pięć goli strzelonych St Patrick's Athletic żadnym wyczynem nie było, ale awans cieszy. Na ciepłe słowa warszawianie zasłużą, gdy wyeliminują kolejną przeszkodą. Prawdziwą przeszkodę, jaką będzie Celtic.

Piotr Skrobisz