Rząd nas zwodzi
Środa, 23 lipca 2014 (11:34)Od wielu lat Boko Haram uderza w chrześcijan zamieszkałych na islamskiej północy. Nie prowadzą teologicznych dysput, nie rozróżniają denominacji chrześcijańskich, nie pytają o dogmaty. Widząc na budynkach krzyż, wiedzą, że tu znajdują się chrześcijanie. I chcą ich mordować.
Jedną z takich pokrzywdzonych wspólnot jest Ekklesiyar Yan’uwa a Nigeria. Wiele spośród ponad dwustu młodych chrześcijańskich uczennic, porwanych w kwietniu przez Boko Haram ze szkoły w Chibok, pochodzi z rodzin należących do EYN. Wspólnota została założona w 1923 roku przez amerykańskich misjonarzy protestanckich i liczy obecnie 180 tys. wiernych. O Boko Haram wówczas nie było jeszcze mowy. Agencja informacyjna World Watch Monitor przeprowadziła rozmowę z lokalnym liderem wspólnoty, pastorem Samuelem Dalim.
Był jednym z tych, którzy odwiedzili Chibok zaledwie tydzień po ataku, by przynieść otuchę zrozpaczonym rodzicom. Spotkanie z rodzicami, jak mówi, było bardzo poruszające. Opowiadali o swojej udręce. Ich doświadczenia i świadectwa spowodowały, że był zdruzgotany i zaczął płakać. Zadał nawet pytanie, dlaczego Bóg dopuścił do czegoś takiego. Lecz rodzice byli mocni w wierze i jeden z nich zaczął swojego pastora pocieszać. Powiedział, że czasami wydarza się takie zło, a gdy coś takiego się stanie, musimy jedynie polegać na Bogu i mieć nadzieję, że On zmieni tę sytuację.
– Widziałem, że doświadczenie to wzmocniło ich wiarę. Większość chrześcijan pozostaje mocna w wierze, wciąż polega na Bogu i ma nadzieję, że Bóg coś uczyni, skoro rząd ich zawiódł i nikt im nie pomaga – stwierdził pastor.
Według Dalima, pewną pozytywną stroną tego strasznego wydarzenia jest to, że społeczność międzynarodowa zaczęła głośno mówić o tej zbrodni, a opinia publiczna poznała prawdę o brutalności działań terrorystów.
– Może Bóg wykorzysta tę sytuację, by uwolnić Nigerię od takich działań terrorystycznych? Powiedziałem rodzicom, aby byli cierpliwi, że te rzeczy będą pewnego dnia już tylko odległym wspomnieniem i będziemy mieli lepsze życie – dodał.
O Chibok nikt nie słyszał, nawet sami Nigeryjczycy, ale kiedy doszło do porwania dziewczynek, Chibok znalazło się na mapie świata i ludzie zaczęli się nim interesować. Mieszkańcy nabrali otuchy, gdy świat dowiedział się o ich problemach i inne kraje przybyły, by im pomóc. Własny rząd ich zawiódł.
Stanowisko władz federalnych jest niejednoznaczne. Politycy ciągle powtarzają, że sprawcy tego ataku nie unikną kary. Zapewniają też, że zrobią, co w ich mocy, by dziewczęta wróciły do swoich rodziców. Zapewniają, że gdy dziewczęta zostaną uratowane, zajmą się ich rekonwalescencją i zapewnią im w przyszłości lepsze warunki życia i edukację, ale są to tylko obietnice. W miarę upływu czasu rodzice nabierają przekonania, że rząd ich zwodzi, kontynuował Dalim.
– Początkowo sądziłem, że istnieją być może jakieś względy bezpieczeństwa, dla których rząd podchodzi do całej sprawy z dużą ostrożnością, nie chcąc prowokować terrorystów. Sądziłem, że jest to taktyka obliczona na zapewnienie dziewczętom bezpieczeństwa. Ale skoro trwa to tak długo i choć społeczność międzynarodowa przyjechała z nowoczesną technologią, a mimo to cała akcja ratownicza posuwa się wolno, moje nadzieje, że coś się wydarzy, rozwiały się – stwierdził.
Poza tym od czasu porwania dziewcząt terroryści nasili ataki. Porwania kobiet i zabójstwa są częstsze. W konsekwencji większość mieszkańców uciekła do sąsiedniego Kamerunu lub pobliskich wiosek w stanie Adamawa i innych miejscowości. Ludzie uciekają, dokąd tylko mogą, bo stacjonujące w tym rejonie wojsko ma związane ręce. Gdy jakaś miejscowość prosi ich o pomoc, zawsze odpowiadają: „Nie jesteśmy wystarczająco wyposażeni, by poradzić sobie z tą sytuacją”. Islamiści mają być od nich mocniejsi. Niektórzy żołnierze mówią wprost: „Nasz dowódca nie pozwolił interweniować w tej sytuacji”. Tak więc żołnierze także nie przynieśli nadziei i pomocy mieszkańcom tego rejonu. Trwa to już od dawna. Ludzie byli zabijani i nikt nie słyszał ich krzyku. Dopiero porwanie dziewcząt z Chibok zwróciło uwagę na arenie międzynarodowej na intensywność działań terrorystów w północno-wschodniej Nigerii.
– Nie jestem jednak pewien, czy świat tak naprawdę rozumie, co się dzieje, zwłaszcza na terenach wiejskich – zakończył smutno Samuel Dalim.
Dr Tomasz M. Korczyński