• Niedziela, 26 kwietnia 2026

    imieniny: Marzeny, Klaudiusza

Czy pozycja Tuska w PO jest jeszcze mocna?

Poniedziałek, 21 lipca 2014 (21:26)

Siła lidera Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska, w jaką nakazywały opinii publicznej wierzyć prorządowe media, zdaje się w tej chwili mocno podważona. Afera taśmowa celnie trafiła cały rząd PO - PSL (a nie państwo czy Polaków, jak głosi narracja PO pod tytułem „PO - PSL to Polska i państwo”).

Pomimo prób niwelowania strat po uderzeniu „gangu kelnerów”, pomimo prób ratowania wizerunku premiera, cios go dopadł. Opinia publiczna w Polsce wiąże aferę bezpośrednio z jego osobą i jego notowania pikują (nawet w sondażach CBOS). Oprócz zmiennych sondaży, wskaźnikami słabnącej pozycji Donalda Tuska jest kilka wydarzeń, które mogliśmy zaobserwować na polskiej scenie politycznej w ostatnich tygodniach.

Propaganda sukcesu

Plotki o rzekomej i mocnej kandydaturze Tuska na „prezydenta” Unii Europejskiej rozsiewane przez „Wyborczą”, TVN i „Newsweek” mają na celu poprawianie public relations premiera. Jest to dość łatwo czytelny zabieg i nie potrzeba do tego podstawowego kursu PR. Nie oszukujmy się. Ani Berlin, ani Bruksela nie wyobrażają sobie na tym stanowisku Donalda Tuska.

Wiara w jego brukselską karierę jest szczytem naiwności i efektem ordynarnej propagandy. Uzależnieni od Rosji politycy Zachodu (np. RFN, Francja, Holandia), a także ci, którzy Rosji nienawidzą, ale zostali obrażeni przez Tuska i jego ekipę (czytaj: Cameron), nigdy by na to nie pozwolili. Za ambicje Tuska i lojalnych mu mediów socjallibertyńskich nie będą przecież ginąć i ciągnąć w dół struktur unijnych. Szczegółem, choć nie mniej ważnym, jest brak umiejętności Tuska w postaci biegłej czy nawet podstawowej znajomości języka angielskiego. Trudno sobie wyobrazić komisarza czy szefa rady, który nieustannie potrzebuje tłumacza podczas prowadzenia rozmów, nie tylko o budżecie UE, ale i pogodzie. Uśmiechnięty niemowa na czele Europy? Taki skandal, jak pamiętamy, przerósł nawet Nikodema Dyzmę.

Drżenie PSL

Popłoch ludowców jest kolejnym dowodem na słabnącą pozycję jedynego w tej chwili lidera, który prowadził dotąd PO do zwycięstwa (a wraz z nią i ludowców). Wraz z osłabionym Tuskiem drży cały dwór, szuka scenariuszy na rozwój dalszych wydarzeń. Zwoływanie zarządu klubu, partii, ściąganie do Warszawy lokalnych bonzów i baronów PSL jest nerwowym zabiegiem. Tylko dzięki wakacjom opinia publiczna nie dostrzega ruchów tektonicznych na scenie politycznej, ale one są i będą coraz silniejsze.

Kto ma zastąpić Tuska?

Dotychczas przez długie lata nie było nawet mowy o zastępcach premiera i przewodniczącego PO. Kolejną przesłanką, która wskazuje na dokonujący się proces słabnięcia pozycji Tuska, są wycieki medialne, produkowane, co jeszcze bardziej istotne, przede wszystkim przez media głównego nurtu, a dotyczące ewentualnych zastępców Tuska na jego stanowisko, a to urząd premiera, a to szefowanie partii. Samo zaistnienie tych rewelacji jest znamienne, ale ważne jest również to, kto je produkuje.

W ostatnim wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” nie kto inny, ale Lech Wałęsa jawnie i publicznie podważył supremację Donalda Tuska w PO, zastępując go in spe… Grzegorzem Schetyną. W wywiadzie zatytułowanym „Schetyna może zastąpić Tuska” były prezydent na pytanie dziennikarza, czy widziałby jako następcę Tuska Schetynę, stwierdza wprost: „Tak. Grzegorz Schetyna jest bardzo zdolnym politykiem. Kibicowałem mu i kibicuję w dalszym ciągu”.

Tak jawnego i brutalnego ataku nie było już dawno. Wałęsa, który jest nieformalnym rzecznikiem PO, który za premierem stał zazwyczaj murem, dowiódł tym samym, że coś jest na rzeczy. Wałęsa zawsze mówi głośno to, czego nie odważą się wypowiedzieć pospolici oportuniści z PO.

Wreszcie „Gazeta Wyborcza”, medialna tuba Tuska, dywaguje na temat ewentualnego zastąpienia premiera Tuska premierem Rafałem Dutkiewiczem. Nagłówek jest „bulwersujący”: „Czy Rafał Dutkiewicz zastąpi Donalda Tuska na czele Platformy? Popularny prezydent Wrocławia – Rafał Dutkiewicz – właśnie negocjuje swój akces do PO”. Wałęsa, „Rzeczpospolita” i „Wyborcza” dały znak.

Ta nagła nielojalność musiała kosztować Tuska sporo nerwów. Pośredni i jednoczesny atak mediów mainstreamu, działanie w białych rękawiczkach ma za zadanie testowanie i sondowanie opinii publicznej, ale przede wszystkim demaskuje problemy i rozterki pasionych na rządowych reklamach redakcji.

Pytanie, które gnębi członków PSL pakujących właśnie manatki, jest także pytaniem mainstreamu i brzmi: – Co dalej? Czy istnieje życie po Tusku?

Wiara w Słońce Peru gaśnie. Siedem tłustych lat mainstreamu się kończy, nadchodzi dla nich siedem lat chudych. Dla Polski i Polaków były to jednak długie lata posuchy, stagnacji, biedy, bezrobocia, zabijania potencjału młodego pokolenia. Czy może być gorzej?

Dr Tomasz M. Korczyński