Pozostać w kraju czy emigrować?
Poniedziałek, 21 lipca 2014 (11:03)Przedstawiciel katolickiego Dzieła Pomoc Kościołowi w Potrzebie odwiedził ostatnio Kirkuk. To miasto jest dziś Irakiem w miniaturze. Miejsce, w którym żyje wiele narodów i jest ojczyzną Kurdów, Arabów, Turkmenów i chrześcijan. Przeróżne religie, języki i grupy etniczne mają tu swój dom. Ich koegzystencja jest naznaczona konfliktami, zwłaszcza że prowincja Kirkuk posiada znaczące zasoby ropy naftowej. Od wielu lat miastem wstrząsają zamachy, których ofiarą padają też chrześcijanie. Po tym, jak w czerwcu br. terroryści z Islamskiego Państwa w Iraku i w Lewancie (ISIS) znacząco przybliżyli się do Kirkuku, Kurdowie zajęli miasto i wcielili je do swojego obszaru kontroli.
Dżihadyści z ISIS przebywają nie dalej niż 20 km od miasta. Jest ono ich głównym celem. Wielu obawia się, że w końcu może dojść do walk. PKWP chciało się przede wszystkim dowiedzieć, jak żyją chrześcijanie w obliczu tak trudnych okoliczności.
„Mój samochód jest zawsze zatankowany do pełna. Jeżeli sytuacja się dramatycznie pogorszy, zabieram żonę i dziecko i uciekam stąd. Obecnie panuje u nas deficyt paliwa, ponieważ toczą się walki o dużą rafinerię. Aby oszczędzać benzynę, jeżdżę do pracy rowerem. Nie chcę ryzykować”, powiedział Dziełu PKWP 23-letni Karam. Ten młody ojciec jest, podobnie jak ok. 5 tys. pozostałych mieszkańców Kirkuku, katolikiem chaldejskim. Jego żona spodziewa się wkrótce narodzin drugiego dziecka.
Jego brat Mohnad stwierdził smutno: „Nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś będę musiał rozważać opuszczenie miasta”. Ten 26-letni katolik jest starszym bratem Karama. Jest seminarzystą, studiuje teologię i za kilka lat ma być wyświęcony na księdza. „Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to święcenia przyjmę za trzy lata”, ocenia kleryk, po czym dodaje: „Rozumiem mojego brata. On ma żonę i dzieci. W seminarium dużo o tym rozmawiamy. Emigracja naszych wiernych stanowi dla nas naprawdę wielki problem i wyzwanie. Nie ma na to jednak żadnych patentowych rozwiązań. Rodzice obawiają się o swoje dzieci. Gdy mówię jakiejś rodzinie, żeby została, zawsze słyszę: – No dobrze. A co się stanie, gdy przyjdzie ktoś, kto zechce nas zabić? Kto nas wtedy obroni?”.
Wielu irackich chrześcijan trapi następujący dylemat: bezpieczeństwo czy ojczyzna.
„Przede wszystkim zamożne i wykształcone rodziny rozważają możliwość wyemigrowania. Jako inżynierom czy lekarzom będzie im łatwiej znaleźć zatrudnienie na Zachodzie. A pozostają ci, których po prostu nie stać na wyjazd”, podkreśla Mohnad.
Mohnad od czternastego roku życia pragnął zostać kapłanem: „Ksiądz jest dla mnie jak płonąca świeca wiary i nadziei. Jeżeli ona zgaśnie, to umiera wiara”. Według Mohnada należy tak posługiwać chrześcijanom, aby lepiej rozumieli własną wiarę.
„Często widać wiarę praktykowaną bardziej z przyzwyczajenia, a wiara musi wynikać przecież ze świadomego i silnego przekonania. My, chrześcijanie, mamy być solą ziemi i światłością świata. Nieposolone jedzenie nie smakuje. To chrześcijańskie powołanie obowiązuje też nas, Irakijczyków”.
Karam zgadza się ze swoim bratem: „Kocham moją ojczyznę i wiarę, ale w wyniku zagrożenia ze strony ISIS życie chrześcijanina nie jest tutaj łatwe”.
Młody mężczyzna studiował rolnictwo. „Byłem drugim najlepszym studentem na roku i mimo to nie jestem w stanie znaleźć pracy. Pracuję teraz jako kierowca biskupa Kirkuku. Kościół pomaga nam jak tylko może. Wszystkie dobre stanowiska pracy zajmują muzułmanie. Chrześcijanom trudno gdziekolwiek znaleźć zatrudnienie. Próbowałem na przykład dostać się do firmy Northoil – dużego koncernu naftowego w Kirkuku, ale tu rządzą szyici i zatrudniają tylko swoich ludzi. Starający się o pracę chrześcijanie zawsze odchodzą z kwitkiem. Mogą ją znaleźć tylko w wojsku i policji, a to dlatego, że jest to bardzo niebezpieczna praca i nikt jej nie chce”, żali się mężczyzna.
Ogólne relacje z muzułmanami Karam uważa jednak za nie najgorsze: „Nigdy nie miałem z nimi problemów. Wielu z nich ceni nas, chrześcijan, ponieważ nie jesteśmy agresywni”. Mężczyzna sądzi jednak, że granice między religiami są wyraźnie zaznaczone: „Nasze stosunki ograniczają się do wymiany kilku uprzejmych słów z sąsiadami albo z ludźmi w sklepie. Prawdziwa przyjaźń łączy nas tylko i wyłącznie ze współwyznawcami. Żyjemy w zamkniętej wspólnocie”.
Tymczasem Kościół stara się wyciągać pomocną dłoń do muzułmańskich współobywateli. Około pół tysiąca rodzin, głównie wyznawców islamu, otrzymuje żywność od archidiecezji Kirkuku. Tylko dwadzieścia spośród tych rodzin to chrześcijanie. Młodzi parafianie wraz z siostrami zakonnymi przygotowują paczki dla uchodźców, którzy szukają w Kirkuku schronienia przed siłami ISIS. Rośliny strączkowe, cukier, mąka i ryż są pakowane do żółtych siatek.
„Nasza wiara uczy, że nie można stwarzać różnic między ludźmi. Miłość Boga jest dla każdego człowieka, zarówno chrześcijanina, jak i muzułmanina. Tak postrzegam rolę, którą mamy tutaj do odegrania. Nie chcę stąd iść. Sam Pan Jezus rzucił nasiona wiary w glebę Bliskiego Wschodu. Moje miejsce jest tutaj”, powiedział z przekonaniem młody kleryk.
W ciągu ostatnich pięciu lat Dzieło katolickie Pomoc Kościołowi w Potrzebie wspomogło Irak kwotą w wysokości ok. 2,4 mln euro.
Dr Tomasz M. Korczyński