• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Niemoc premiera

Piątek, 31 sierpnia 2012 (06:07)

Premier rozkłada ręce, mówiąc, że rząd nie jest za nic odpowiedzialny. Donald Tusk wygłasza wykład o zasięgu władzy politycznej w państwie, a ministrowie jego rządu wysyłają czytelny komunikat: w Gdańsku państwo przestało działać. Czy działała tam mafia? Dziwnym trafem akurat w czasie wystąpienia premiera Marcin P. został aresztowany. Kilka miesięcy za późno. Prokurator generalny Andrzej Seremet zapewniał, że to fakt bez związku z debatą.

Błędy, zaniechania i fatalne decyzje prokuratury, sądów i urzędów skarbowych z Gdańska, omnipotencja ABW i UOKiK doprowadziły do możliwości oszustwa na sumę ponad 180 mln złotych. W tle pranie brudnych pieniędzy i niejasne koneksje Marcina P. Szef rządu bezradnie rozkłada ręce.

Taki obraz jawi się po informacji, jaką w sprawie Amber Gold przedstawili wczoraj w Sejmie premier, minister sprawiedliwości, finansów, prokurator generalny, przedstawiciele NBP i UOKiK.

Oprócz szantażu moralnego wobec opozycji i wezwania do korekty w systemie państwowym Platforma nie miała nic do zaproponowania.

- Z tych wystąpień nie uzyskaliśmy odpowiedzi na kluczowe pytanie: jak to się stało? - wskazywał prezes PiS Jarosław Kaczyński.

- Mówi się o błędach prokuratorów, sędziów i kuratorów. To prawda, to trzeba sprawdzić. Chcemy wiedzieć, co się za tym kryje? - dodawał Andrzej Duda (PiS).

Co ciekawe, w podobnym tonie pytał również minister sprawiedliwości Jarosław Gowin (PO), wskazując na fatalne decyzje sądu rejestrowego i zaniechania prokuratorów.


Premier nieodpowiedzialny

- O tym, że coś jest nie tak, poinformował pan tylko swojego syna. Nie poinformował pan opinii publicznej, służb sobie podległych - zarzucał szefowi rządu Andrzej Duda.

- Czy premier powinien ostrzegać o działaniach firm i ludzi, gdzie lokować pieniądze, gdzie inwestować np. na giełdzie? Nie moim zadaniem jest mówienie ludziom: tam nie lokuj, tam nie oszczędzaj - bronił się premier.

Zwrócił uwagę tylko na fakt nikłego zaangażowania prokuratury i bierność ABW. Próbował wpleść w swoje wystąpienie wątek osobisty, zapewniając, że ma świadomość kontekstu rodzinnego.

Jego syn Michał Tusk współpracował z firmą lotniczą OLT Express należącą do Amber Gold. W tym samym czasie pracował także dla gdańskiego portu lotniczego. Przekaz jest klarowny: ludzie, którzy przynieśli Marcinowi P. swoje pieniądze, sami są sobie winni.

- Bez porównania większym ryzykiem jest używanie władzy, aby kierować lokaty ludzi we wskazany punkt - mówił premier.

Wtórował mu szef Klubu Parlamentarnego PO Rafał Grupiński, wskazując, że ludzie po prostu nabrali się na reklamy. Zamiast uderzyć się w pierś, w kompletnie niezrozumiałym wystąpieniu wzywał polityków do... etycznych zachowań, apelując o kształtowanie postaw obywatelskich.

W ten sam sposób wypowiadał się minister finansów, mówiąc, że lista ostrzeżeń publicznych nie może automatycznie nikogo skreślać z rynku, a o niebezpiecznych firmach mają ostrzegać media publiczne, a nie rząd. W jego ocenie, ludzie, idąc do Amber Gold, nie szukali bezpiecznej lokaty, ale szybkiego zysku.

Zamiast wyjaśnień, dlaczego w Gdańsku, mateczniku jego partii, mieście, gdzie rządzi Platforma Obywatelska, możliwe było oszustwo na masową skalę, Donald Tusk wygłosił ideologiczny wykład o zakresie władzy politycznej w liberalno-demokratycznym państwie.

- Istotą nowoczesnego państwa, jak rozumie je PO, jest ograniczenie władzy politycznej, niektórzy nazywają to abdykacja państwa. Czy ograniczać wolność obywateli, gdy pojawia się ryzyko inwestycji w takich instytucjach? - pytał, rozkładając ręce.

- Stało się to pod okiem instytucji państwa. To pokaz niekompetencji, lekceważenia ważnych spraw ludzkich - punktował Andrzej Duda.

- Kto chwalił Marcina P., gloryfikował Amber Gold, nikt inny, tylko prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, członek władz PO i jeden z jej założycieli. Amber Gold i jej szef hojnie finansowali przedsięwzięcia wspierane przez Platformę - wskazywał, oskarżając przy tym ABW i pochodzącego z Gdańska ministra transportu Sławomira Nowaka o zlekceważenie nieoczekiwanego debiutu na rynku OLT Express. Nowakowi Duda zarzucił brak nadzoru nad lotnictwem cywilnym.

Wystąpienie prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta kontrastowało z zabierającymi głos po nim ministrami, wskazującymi na błędy podwładnych. Jacek Rostowski za bezpieczne instytucje uznał tylko banki i narzekał na luki w społecznej świadomości.

- Zniekształcono zachowanie klientów. Chodzi o reklamę. Należy wyjaśnić, dlaczego w ocenie UOKiK fakt informowania o gwarantowanym zysku na poziomie 13 proc. nie spełniał znamion rozpowszechniania nieprawdziwych informacji? Tym bardziej że firma miała słabe gwarancje rentowności - pytał Rostowski.

Oskarżył UOKiK o bierność. Największe odium za to, co się wydarzyło, spada jednak na wymiar sprawiedliwości, prokuraturę i sądy. Donald Tusk bronił wczoraj dokonanego dwa lata temu rozdziału prokuratury od ministra sprawiedliwości.

W jego ocenie, obecne przepisy gwarantują ściganie przestępstw, tylko prokuratura musi podejmować "bardziej energiczne działania".

- Wyroki w zawieszeniu dla Marcina P. to rzecz charakterystyczna także w latach 2006-2007, gdy prokuratorem był polityk, z pasją używający służb specjalnych - mówił Tusk.

Wtórował mu Andrzej Seremet. Jego zdaniem, potrzebna jest nowa ustawa o prokuraturze, ale nie powrót do jej politycznego nadzoru.

Swoją linię obrony przedstawił również Jarosław Gowin. Minister sprawiedliwości akcentował, że sądy pracowały w tej sprawie rzetelnie i modyfikowały zarzuty prokuratorskie. To dlaczego człowiek z wyrokami nie ponosił żadnej konsekwencji?

Jak tłumaczył minister, przestępstwa Marcina P. były drobne, a orzeczenia adekwatne do czynów. Przyznał, że nie rozumie, jak to się stało, że prokuratorzy i sędziowie, wiedząc, że Marcin P. wraca do działalności przestępczej, godzili się na warunkowe zawieszenie wyroku.

- Postąpili zgodnie z literą prawa, ale nierozsądnie. Dlaczego jednak nie orzekli zakazu określonej działalności gospodarczej? - pytał retorycznie Gowin. Wskazywał na uchybienia pracy KRS i zaznaczył, że oczekuje wyciągnięcia konsekwencji służbowych.


Łaskawa skarbówka

Rostowski przekonywał, że działalność organizacji parabankowych to zagrożenie globalne, problem dotyczy Polski, ale nie jest poważny. Amber Gold łamała prawo i oszukała klientów, jednak jej działalność nie wzbudzała obaw. Rostowski przyznał, że działania gdańskich urzędów skarbowych były niewłaściwe.

- Egzekucja obowiązków podatkowych od 2009 do połowy 2011 była wadliwa i wynikała z zaniedbań - oświadczył minister. Zapowiedział wyciągnięcie wniosków personalnych i dyscyplinarnych.

Część decyzji została już podjęta. Kolejne wnioski będą po zakończeniu kontroli resortowej w połowie września. Rostowski bronił jednak podległych mu służb.

- Czy gdyby działania administracji podatkowej były prawidłowe, to skutecznie uniemożliwiłyby oszustwo? - pytał. W jego ocenie, wszystko wskazuje na to, że nawet w obliczu efektywnej kontroli Amber Gold wywiązałaby się z obowiązków podatkowych tylko po to, by móc dalej prowadzić działalność parabankową.

Marcin P. tylko markował płacenie podatków. Przedłożone przez jego firmę deklaracje VAT-7 nie zostały złożone w urzędzie i w opinii kontrolujących sporządzono je tylko na potrzeby kontroli.

Kiedy ustalono wysokość przychodów spółki, postępowanie przekazano do wyspecjalizowanego w obsłudze dużych podatników Pomorskiego Urzędu Skarbowego w Gdańsku. Urząd ten wszczął kontrolę podatkową w Amber Gold od stycznia 2009 roku.

- Wówczas w lutym i marcu 2012 r. spółka dokonała wpłat na sumę 12 mln 240 tys. zł na konta urzędu, bez określenia, za jakie okresy są te wpłaty. Kilkakrotne wezwania do dostarczenia kompletnej dokumentacji zawsze skutkowały dostarczeniem przez spółkę tylko kolejnej części dokumentów - zaznaczył minister finansów.

- Pokażcie mi przedsiębiorcę, któremu przez dwa lata pozwoli się nie składać żadnych sprawozdań finansowych, nie płacić podatków i nie ponosić z tego tytułu żadnych konsekwencji - mówił poseł Andrzej Duda.

Maciej Walaszczyk