• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Chaos sterowany

Poniedziałek, 21 lipca 2014 (02:02)

Prorosyjscy separatyści twierdzą, że sami prowadzą śledztwo w sprawie katastrofy malezyjskiego Boeinga 777. Wywożą szczątki samolotu i ciała ofiar.

Ukraińscy i zagraniczni eksperci nie mogą swobodnie prowadzić akcji ratowniczo-poszukiwawczej oraz zabezpieczać dowodów w miejscu, gdzie runęła maszyna.

Poza Ukraińcami i rebeliantami dotarli tam wysłannicy OBWE oraz innych organizacji międzynarodowych. Na poszukiwania wydzielono prostokąt 3 na 5 km, który ma zostać przeczesany. W identyfikacji ciał miejscowym biegłym mają pomagać specjaliści z Interpolu i Europolu (międzynarodowych organizacji współpracy policji). W siedzibie Interpolu w Lionie zorganizowano sztab kryzysowy z udziałem specjalistów policyjnych z 9 państw. Centrum pomocy rodzinom ofiar zorganizowano w Charkowie.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko alarmuje o utrudnieniach, jakie napotykają prowadzący działania funkcjonariusze, mimo deklaracji ze strony separatystów, że nie będą blokować badań. – Wrócili europejscy eksperci, ale znowu im przeszkadzają w pracy, nie dają możliwości zbierania dowodów, niestosownie odnoszą się do ciał zabitych. Uważamy, że to sytuacja niedopuszczalna. Nie pozwolimy zakłócać pracy komisji i żeby przedstawiciele innych krajów nie mogli prowadzić obiektywnego dochodzenia – oświadczył Poroszenko.

Grupie pracowników Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie nie pozwolono podjechać do wraku samochodem, musieli iść kilka kilometrów pieszo. Następnie drogę do największej części wraku zagrodzili im uzbrojeni rebelianci. I nie pozwolili na żadne czynności. Oddali wręcz strzał ostrzegawczy. Obserwatorzy widzieli jednak, że separatyści prowadzą na miejscu jakieś działania, ciała ofiar są pakowane i transportowane. W ten sposób do Doniecka wywieziono co najmniej 38 ciał. Podobnie postąpiono z grupą ekspertów z Malezji. Pojawiły się również doniesienia o prowadzonych w donieckim zakładzie medycyny sądowej sekcjach zwłok. Separatyści mieli kazać personelowi pobrać z każdego fragmentu ciała materiał genetyczny do identyfikacji.

Lider separatystów Aleksandr Borodaj wszystkiemu zaprzecza. Twierdzi, że jego ludzie są daleko i „niczego nie dotykają”. Jednocześnie zarzuca „kijowskim ekspertom” opóźnienie i „nieludzkie postępowanie”, gdyż nie zabierają części ludzkich ciał, które w upale zaczęły się rozkładać.

To rebelianci są też w posiadaniu rejestratorów pokładowych boeinga. Według ukraińskiego MSZ, znajdują się one wciąż na terytorium Ukrainy. Władze Malezji zażądały przekazania im czarnych skrzynek. W Donbasie są już malezyjscy specjaliści od ich odczytywania, którzy gotowi są razem z ekspertami Boeinga rozpocząć ich odczytywanie, ale nie mają takiej możliwości. Rzecznik Rady Obrony i Bezpieczeństwa Państwowego Ukrainy Andrij Łycenko nie ukrywa, że „cała baza dowodowa znajduje się w rękach terrorystów”. – Dopuścili naszych ratowników, ale ci pracują pod groźbą broni. Terroryści zmuszają ich, by zbierali dowody i im je oddawali – wskazał.

Czarne skrzynki ma mieć oficer GRU o pseudonimie „Chmurny” – wynika z najnowszych nagrań opublikowanych przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. Jeden z dywersantów, Ołeksandr Chodakowski, obdzwania znajdujących się na miejscu dowódców rebeliantów i powołując się na rozkazy „z samej góry, czyli z Moskwy”, wypytuje ich o rejestratory. Każe też wywozić „wszystko inne, co się znajdzie”, żeby „nie wpadło w cudze ręce osób postronnych”. Zaznacza: „W pierwszej kolejności czarne skrzynki muszą być pod naszą kontrolą”. Wyraźnie popędza pracujących na miejscu i wskazuje, którzy dowódcy są zaufani (wśród nich „Chmurny”). Wczoraj po południu separatyści oświadczyli, że „odnaleźli czarne skrzynki” i są gotowi „przekazać je ekspertom międzynarodowym”.

Piotr Falkowski