Zmuszeni, by walczyć o swój byt
Sobota, 19 lipca 2014 (22:03)Kilkuset producentów rolnych z województw podlaskiego, mazowieckiego i lubelskiego rozpoczęło dziś blokadę drogi krajowej nr 19 w miejscowości Kózki (powiat łosicki). To protest przeciwko drastycznie niskim cenom skupu owoców oraz brakowi reakcji ze strony Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
O godz. 11.00 ponad trzystu rolników wyszło na przejście dla pieszych na drodze krajowej 19 w Kózkach w proteście przeciwko zbyt niskim cenom skupu m.in. owoców miękkich, głównie wiśni i porzeczek oraz innych płodów rolnych. Na miejsce protestu ściągnęli też maszyny używane do zbioru tych owoców. Upał sprawił, że protestujący podzielili się na grupy, które zmieniają się cały czas, przechodząc po pasach. Protest cały czas trwa i - jak zapowiadają rolnicy i plantatorzy - trwać będzie bez przerwy w dzień i w nocy aż do wtorku. Przepuszczane są tylko pojazdy uprzywilejowane służb: pogotowia, policji i straży pożarnej oraz autobusy i busy z podróżnymi. – Na razie protest przebiega spokojnie, ludzie nas rozumieją i popierają nasze żądania, inaczej niż rządzący, z których nikt się do nas nawet nie odezwał – podkreśla w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Jerzy Garucki, wójt gminy Platerów w woj. mazowieckim, jeden z organizatorów blokady.
– Protest adresowany jest do rządzących, ale wszystkie nasze pisma do resortu rolnictwa zostały zignorowane – mówi Jerzy Garucki. Sprawa, której zdaje się nie dostrzegać ministerstwo rolnictwa, jest jednak poważna. Koszty produkcji są bowiem coraz wyższe, a ceny skupu owoców miękkich przeciwnie - coraz niższe, to z kolei sprawia, że produkcja jest nieopłacalna. Przetwórcy brak zainteresowania owocami tłumaczą zapasami np. porzeczki. Jeżeli państwo nie zaingeruje, to wielu producentów owoców czeka bankructwo. – Cena jednego kilograma wiśni w skupie to 80 groszy, tymczasem wyprodukowanie kilograma tych owoców kosztuje od 1,5 do 2 złotych. Z kolei za kilogram porzeczki w skupie można otrzymać 40 groszy, podczas gdy cena produkcji waha się od 1,5 do 2 złotych. Do tego trzeba dodać jeszcze ceny środków ochrony zwłaszcza młodych plantacji, co dodatkowo podnosi koszty produkcji – wylicza wójt Jerzy Garucki.
Tak się załatwia sprawy wsi
W ocenie rolników, jeżeli państwo nie zareaguje, to po tym roku, najdalej w przyszłym gospodarstwa zajmujące się produkcją owoców miękkich przestaną istnieć. Dlatego protestujący chcą zwrócić uwagę, że sprawa jest poważna, tym bardziej że zamiast zadbać o swoich producentów, na masową skalę są importowane owoce np. z Węgier po cenach wyższych niż oferowane polskim producentom. Rolnicy, którzy zostali zmuszeni do wyjścia na ulice, domagają się m.in. ustalenia ceny minimalnej w oparciu o koszty produkcji oraz uruchomienia skupu interwencyjnego w oparciu o cenę minimalną. – Żądamy dopłat dla producentów owoców. Zwłaszcza gdy chodzi o porzeczkę ten rok jest tragiczny, bo np. na naszym terenie mróz zmroził kwiat i produkcja waha się w granicach 30 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Porzeczki nie ma, a mimo to ceny w skupach są drastycznie niskie. Podobnie jest z wiśniami, gdzie grad wymłócił uprawy – dodaje wójt gminy Platerów.
Producenci owoców żądają też wprowadzenia umów kontraktacyjnych, co gwarantowałoby im cenę minimalną, oraz ustalenia polityki ochronnej rynku wewnętrznego, w tym zakazu importowania surowców spoza Polski do momentu zagospodarowania surowców krajowych. Mają nadzieję, że ich protest zwróci uwagę resortu rolnictwa, dlatego zapewniają, że są gotowi rozmawiać. Domagają się interwencji państwa, w innym wypadku ok. 600 gospodarstw z województw: podlaskiego, mazowieckiego i lubelskiego, a jeszcze więcej w skali całego kraju nieuchronnie czeka bankructwo. – Pisaliśmy pisma, osobiście dzwoniłem do min. Sawickiego, ale skierowano mnie do jego asystenta. Ten obiecał oddzwonić, ale nawet się nie pofatygował. Widać tak się załatwia sprawy polskiej wsi – irytuje się Jerzy Garucki.
Po sezonie owoców miękkich przyjdzie czas np. na jabłka przemysłowe, których cena dziś waha się w granicach 10-12 groszy, a to oznacza kolejną klęskę plantatorów. – Chodzi o wszystkie owoce i o całe polskie rolnictwo, które jest w tragicznej sytuacji. Widać komuś zależy na tym, żeby hamować produkcję rolniczą w Polsce i wszystko sprowadzać z zagranicy, podobnie jak samochody czy widły, ale to nie jest polskie myślenie – konkluduje Jerzy Garucki.
Polska jest największym na świecie producentem czarnych porzeczek i najważniejszym ich dostawcą na rynki międzynarodowe. Jeżeli państwo nie pomoże plantatorom porzeczki, ale też innych owoców miękkich, z importera staniemy się eksporterem.
Mariusz Kamieniecki