• Niedziela, 26 kwietnia 2026

    imieniny: Marzeny, Klaudiusza

Tusk i Sikorski z posadami w UE?

Sobota, 19 lipca 2014 (13:36)

Zastanawiam się czasem, kto tak naprawdę wierzy jeszcze w narracje produkowane na Wiertniczej i Czerskiej.

W sezonie ogórkowym na tapecie omawia się dzisiaj rzekome szanse Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego na „poważne” stanowiska unijne. Jeden z nich nie potrafi wydusić z siebie słowa po angielsku (kalecząc przy okazji haniebnie język niemiecki), drugi wprawdzie potrafi po angielsku mówić, ale dość mocno skompromitował się w wyniku wycieku „taśm prawdy”. Tym samym zarówno Tusk, jak i Sikorski pozbawili się definitywnie i automatycznie jakichkolwiek szans (o ile je w ogóle kiedykolwiek posiadali) na stanowisko prezydenta UE (w brukselskiej nowomowie Przewodniczącego Rady Europejskiej) oraz ministra spraw zagranicznych Unii Europejskiej (w brukselskiej nowomowie Wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa). Nic z tego. Propaganda sukcesu w mediach głównego nurtu trwa w najlepsze, osiągając poziom groteskowej i chyba już niekontrolowanej manipulacji.

„Newsweek”, TVN, „Gazeta Wyborcza” próbują rozgrywać i urabiać opinię publiczną, dowodząc, że Donald Tusk ma szanse zostać prezydentem Europy, bo jest tak ważny dla Starego Kontynentu, że liczą się z nim najwięksi gracze trzeszczącej łajby zwanej Unią Europejską.

Przerażająca propaganda. Zresztą nie pierwszy to trik z obiecywaniem Tuskowi stanowisk unijnych. Przypomnę, że jeszcze niedawno miał zostać on szefem komisji UE, po kolejnym „wybitnym” dyplomacie José Manuelu Durão Barroso (ten jednak potrafi mówić po angielsku, co jest właściwie jedynym atutem i osiągnięciem całej tej brukselskiej ekipy).

Największą krzywdę grupa medialnej władzy robi przede wszystkim Donaldowi Tuskowi, bo jest on chyba już jedynym czytelnikiem swojej własnej propagandy, który przy okazji prawdopodobnie uwierzył w swoje szanse i możliwości (oraz w przyjaźń Angeli Merkel). Balkonowa rozmowa z kanclerz wyrwała go chyba z głębokiego snu o potędze. Na otarcie łez „Newsweek” głosem swojego publicysty wysmażył laurkę o wielkim Donaldzie.

Oto streszczenie zabawnego artykułu. Ponieważ wciąż ważą się losy Polski, w postaci negocjacji czy Tusk zostanie w Polsce, czy zamieni Warszawę na Brukselę, publicysta ma poważny dylemat. Z jednej strony serce mu rośnie, że tak się liczą z Polską, skoro zauważyli wreszcie geniusz premiera. Z drugiej strony Polski mu żal, bo zabraknie Donalda Tuska w Ojczyźnie. Stąd kłopot. Jeśli Tusk wybierze Brukselę, to Polacy oskarżą go o ucieczkę z tonącego okrętu, a jak zostanie, to taka szansa dla Polski nie pojawi się przez wiele długich dekad. I cały ten newsweekowy dyskurs prowadzony jest chyba na poważnie, tak jak gdyby Tusk był kiedykolwiek brany pod uwagę jako prezydent czy szef komisji, czy w ogóle ktokolwiek w strukturach unijnych! Budzi to śmiech politowania i litość. Wejdę jednak w tę narrację i uwierzę, na chwilę, że szykują się stanowiska dla Tuska i Sikorskiego w Brukseli.

Przyznam na wstępie, że bardzo bym chciał, żeby Tusk i Sikorski rzeczywiście dostali taką propozycję i z niej skorzystali (w to ostatnie akurat nie wątpię, bo tu statek tonie i trzeba gdzieś przecież uciekać). Wówczas zniknęliby obaj z polskiej sceny politycznej. Po drugie, byłoby to dobre dla Polski, ponieważ Platforma Obywatelska straciłaby na zawsze szansę na odzyskanie zaufania opinii publicznej i przegrała wybory. Po trzecie, obaj panowie przestaliby szkodzić swoją destrukcyjną polityką Polsce. Nawet w Polskiej Zjednoczonej Platformie Obywatelskiej ze świecą dziś szukać gorszych populistów. Po czwarte, główny figurant Brukseli i Berlina odgrywałby swoją rolę jawnie, bez maskowania się i przybierania na co dzień (z coraz większym trudem) masek patrioty. Byłby oficjalną lalką na europejskich salonach i znów, z dala od Warszawy.

Niestety obaj panowie nie wyjadą. Jest to tylko tani spektakl i prowadzenie gry na polepszenie i umocnienie pozycji Tuska na scenie politycznej po fatalnej w skutkach aferze taśmowej. Media głównego nurtu wykorzystają oczywiście sytuację w odpowiedni sposób. Gdy w przeświadczeniu Polaków ugruntuje się już opinia, że Tusk miał szansę na intratne stanowisko unijne, wówczas rozpoczną, chociaż właściwie już rozpoczęły swój chocholi taniec. Po „fiasku” negocjacji i odpadnięciu wspomnianych „mocnych kandydatów”, pochwalą Tuska, że pozostał na straży Polski, podziękują mu w imieniu milionów Polaków za patriotyczna postawę, zaakcentują, że jest on ważnym graczem w Unii Europejskiej i dalej będą prowadzić narrację w ten sposób, że jakoby nominacja Tuska była tuż tuż, ale w gruncie rzeczy dla Polski stało się lepiej, że ten mąż stanu z nami został.

Akcja propagandowa jest dość czytelna, a cała sprawa szyta grubymi nićmi. Mainstream już nawet nie wkłada białych rękawiczek do uprawiania swojego ordynarnego kłamstwa. Pytanie tylko, ilu Polaków się jeszcze na tę tanią propagandę nabierze?

Dr Tomasz M. Korczyński