Pasażerami feralnego lotu jesteśmy my wszyscy
Piątek, 18 lipca 2014 (19:55)Kiedy pisałem poprzedni artykuł o nasilającej się agresji terrorystycznej na Ukrainie (zob. TUTAJ), nie wiedziałem jeszcze o zestrzeleniu malezyjskiego samolotu.
Chwilę później światowe media obiegła tragiczna wiadomość. Boeing 777 malezyjskich linii lotniczych w ogniu. 295 osób nie żyje. Wśród zamordowanych są kobiety i dzieci. W samolocie zginęli Francuzi, Holendrzy, Amerykanie, Malezyjczycy, Indonezyjczycy. Polskie MSZ sprawdza, czy na pokładzie nie było Polaków. Po tej tragedii możemy oficjalnie posługiwać się określeniem „rosyjscy terroryści” grasujący na wschodzie Ukrainy.
Pasażerami tego samolotu jesteśmy my wszyscy. Zamachu dokonano na cały cywilizowany świat. Jeżeli istnieje jeszcze jakaś podstawowa forma wspólnoty międzynarodowej, to ta zbrodnia nie może zostać wybaczona. Nie można przejść obok niej obojętnie. Sterowane przez postsowieckie GRU te wszystkie zbrodnie przeciwko ludzkości, którym zarządza bezpośrednio i świadomie Kreml, nie jest poligonem zawieszonym gdzieś na odległych krańcach kosmosu, ale dokonywane jest ono w biały dzień, przy świadkach, bezkarnie, w Europie. Kreml gromadzi wojska na granicy z Ukrainą, dozbraja terrorystów, wysyła swoich umundurowanych drabów, którzy dokonują inwazji na suwerenne państwo, rozporządza życiem i śmiercią cywilów, porywa, katuje, zabija niewinnych Ukraińców. A dzisiaj rosyjscy terroryści zamordowali z zimną krwią niemal 300 osób. W jednej chwili zniknęło kilkaset istnień ludzkich.
Putinowska Rosja uderzyła bestialsko swoją kolejną morderczą prowokacją w cały cywilizowany świat. Dotknęła zbrodnią nas wszystkich. Niezależnie od narodowości, grupy etnicznej czy religijnej. My wszyscy jesteśmy tymi ludźmi. Jesteśmy ich rodzinami.
Nie tylko politycy, ale i obywatele całego Zachodu stanęli przed wyzwaniem. Rosjanom chodzi o rozpętanie trzeciej wojny światowej. Władimir Putin przyznał się pośrednio do tej zbrodni. Reuters podaje, że prezydent Rosji powiedział, że nie doszłoby do katastrofy malezyjskiego samolotu, gdyby Kijów nie wznowił operacji antyterrorystycznej na wschodzie Ukrainy. Cóż za cynizm. Czytając między wierszami, Putin powiedział: – To my. A jeszcze inaczej: gdyby Rosją nie rządził dyktator, dążący jak Hitler do konfrontacji z całym światem, ci ludzie wciąż by żyli i lecieli bezpiecznie do zaplanowanego celu swej podróży.
Dziś już nie można prowadzić politycznych gierek i dysput, straszyć Rosji sankcjami, śledztwami. Trzeba działać, wprowadzać w czyn pohukiwania. Huczne zapowiedzi i połajanki niczego dobrego nie przyniosły. Zachód przegrał swoją bezradną dyplomacją z hordami barbarzyńców wpuszczonymi na międzynarodowe salony. Także stadiony, gdzie się rozmawia z dyktatorem na oczach setek milionów widzów. Mam nadzieję, że Zachód się wreszcie ocknie, zrozumie, z kim mamy do czynienia.
Niestety, niektórzy nadal odgrywają rolę pożytecznych idiotów. Sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun wezwał do przeprowadzenia „pełnego i przejrzystego międzynarodowego śledztwa” dla ustalenia przyczyn „katastrofy”. Czy zatem kolejni obserwatorzy mają zostać uprowadzeni? I kiedy poprawność polityczna ustąpi miejsca prawdzie? Jak długo będziemy znosić tę nowomowę lewicowo-libertyńskich ideologów doktryny „pokój i bezpieczeństwo”?
Rosjanie, a konkretnie Putin i jego przestępczy światek z Kremla, stoją za tą zbrodnią (a nie katastrofą) i drwią z nas wszystkich. Z terrorystami się nie rozmawia ani nie negocjuje. Jedyną odpowiedzią jest militarna mobilizacja Zachodu i błyskawiczne zdławienie rosyjskich bandytów, zanim zaczną przedzierać się na tereny Unii Europejskiej, by strzelać, m.in. do polskich cywilów. Zachód musi zacząć wspierać militarnie i ekonomicznie Ukrainę. W każdym razie zestrzelenie samolotu z obywatelami wielu państw świata na pokładzie oznacza zmianę kursu w wojnie rosyjsko-ukraińskiej.
Dr Tomasz M. Korczyński