To efekt milczenia Zachodu!
Piątek, 18 lipca 2014 (15:49)Z dr. Spasimirem Domaradzkim, politologiem, adiunktem na Uczelni Łazarskiego, specjalistą ds. amerykańskiej polityki zagranicznej, rozmawia Marta Milczarska
Zestrzelenie malezyjskiego samolotu nad wschodnią Ukrainą umiędzynarodawia konflikt rosyjsko-ukraiński? Mamy do czynienia z momentem przełomowym w tym konflikcie?
– Każdy z nas z pewnością chciałby, aby się tak stało. Może tak olbrzymia tragedia otworzy oczy świata na sposób, w jaki działa Rosja na terenach ukraińskich. Obawiam się jednak, że reakcja będzie znacznie bardziej łagodna niż krzywda, która została wyrządzona. Dlaczego? Tłumaczenie będzie takie jak zawsze: najpierw trzeba ustalić, kto ma prowadzić śledztwo, zebrać wszystkie dowody, zbadać wszystkie wersje. W tym samym czasie będzie się toczyła rosyjska akcja propagandowa. Z drugiej strony kanclerz Merkel daje do zrozumienia, że cierpliwość Niemiec ma również swoje granice. Pozostaje jednak czekać, aby zobaczyć, w jaki sposób się to przełoży na czyny Zachodu.
Stany Zjednoczone, kraje Europy Zachodniej zapowiadają mocne działania i pomoc dla Ukrainy. Możemy spodziewać się międzynarodowego śledztwa?
– Wprawdzie zestrzelenie nastąpiło na terytorium Ukrainy, lecz na terytorium kontrolowanym przez separatystów. Oznacza to, że do zrealizowania rzetelnego międzynarodowego śledztwa potrzebna jest zgoda nie tylko Kijowa, lecz także samozwańców z Doniecka. My, Polacy, mamy doświadczenia związane ze współpracą z Rosjanami w kontekście badania katastrofy lotniczej i wiemy, że ma ona niewiele wspólnego z zasadami współpracy w dobrej wierze. Dlatego ciężko znaleźć jakikolwiek argument za tym, że w tej sprawie samozwańcze władze przeprowadzą rzetelne śledztwo. Co więcej, marionetkowe władze Republiki Donieckiej będą robić wszystko, by zniszczyć dowody, „przygotować” wrak samolotu w taki sposób, by utrudnić pracę śledczym lub całkowicie ją sparaliżować.
Dopóki na terenie miejsca katastrofy rządzą separatyści, zapowiedzi Stanów Zjednoczonych, a także organizacji międzynarodowych o pomocy w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy malezyjskiego samolotu pozostają na poziomie deklaratywnym. Prezydent Obama już zaapelował o pozostawienie wraku w miejscu katastrofy i podkreślił, że nie należy go przenosić do Rosji.
Deklaracje pomocy ze strony Zachodu w rozwiązaniu konfliktu padały już wcześniej, a jednak sytuacja nie uległa poprawie...
– Niestety, zestrzelenie pasażerskiego samolotu jest dramatycznym potwierdzeniem bezwzględnej wojny, jaka toczy się u naszego sąsiada. Jest to konflikt prowadzony przez stronę rosyjską z pogwałceniem wszelkich zasad stosunków międzynarodowych. Paradoks polega na tym, że w ostatnim czasie mamy do czynienia z próbami wywierania nacisków przez państwa europejskie... ale na Ukrainę! Zauważmy, że wszelkie apele ostatnich dni skupiały się na tym, by to Ukraina złagodziła sposób działań militarnych, które mogłyby doprowadzić do jednoznacznego rozwiązania konfliktu, czyli uzyskania całkowitej kontroli nad własnym terytorium.
Władimir Putin już podjął swój ruch propagandowy, obarczając Ukrainę winą za zestrzelenie samolotu. Jak on to ujął: „winę ponosi Ukraina, bo na jej terytorium mają miejsce działania wojenne”. Należy przypomnieć, że Ukrainie nie chodzi o nic więcej, jak tylko o odzyskanie kontroli nad własnym terytorium.
Jakie działania powinny zostać podjęte, by sytuacja na Ukrainie się ustabilizowała?
– W chwili obecnej bez ostrej i stanowczej presji na Rosję – nie takiej presji, z jaką mieliśmy do czynienia do tej pory w formie nałożonych sankcji, ale znacznie bardziej dotkliwych, a może nawet bojkotu Rosji – nie ma szans na wyjście z tego kryzysu. Z drugiej strony należy też pamiętać, że radykalizacja stanowiska Zachodu wobec Rosji może doprowadzić do radykalizacji działań prorosyjskich separatystów na terytorium Ukrainy. Wielu utrzymuje, że obecny kurs Zachodu wobec Moskwy jest słuszny. Osobiście uważam, że jest on za słaby. Dąży do rozwiązania konfliktu, albo chociażby nawet jego uśpienia, bez żadnych kosztów dla Europy Zachodniej. Bez poświęcenia trudno spodziewać się sukcesu.
Dziękuję za rozmowę.
Marta Milczarska