• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Męki Ruchu, wpadka Lecha

Czwartek, 17 lipca 2014 (20:44)

Ruch Chorzów pokonał FC Vaduz 3:2 (2:1), a Lech Poznań przegrał z Nomme Kalju 0:1 (0:0) w pierwszych meczach 2. rundy kwalifikacyjnej Ligi Europejskiej. To kolejne fatalne wyniki polskich drużyn w pucharowych rozgrywkach.

 

Po środowym blamażu Legii Warszawa, która w kwalifikacjach Ligi Mistrzów nie potrafiła znaleźć sposobu na półamatorów z Irlandii, liczyliśmy, że dziś nasze kluby się zrehabilitują i pokażą jeśli nie efektowną, to przynajmniej skuteczną piłkę. Co z tego wyszło? Męki Ruchu i kompromitacja Lecha.

Chorzowianie na własnym stadionie grali z FC Vaduz z Liechtensteinu. Wydawało się, że nie powinni mieć żadnych problemów, a tu nagle rywale sprawili im mnóstwo kłopotów. W 16. minucie objęli nawet prowadzenie po strzale Philippa Muntwilera. „Niebiescy” odpowiedzieli jednak błyskawicznie: w 19. minucie Marek Zieńczuk wspaniale przymierzył z bardzo daleka, a kilkadziesiąt sekund później Piotr Stawarczyk z bliska zdobyli bramki, które zapowiadały kolejne. Nic z tego! To goście częściej atakowali i częściej stwarzali sobie okazje. Na szczęście dla chorzowian, marnowali je. Do czasu... W 59. minucie wyrównał Florian Stahel i „Niebieskim” zajrzała w oczy katastrofa. Ba, gdyby Kwang Ryong Pak zachował więcej zimnej krwi pod bramką Ruchu, mógł i powinien strzelić co najmniej jednego gola i dobić chorzowian. W 74. minucie bramka padła, dla gospodarzy. Ponownie trafił Stawarczyk, ratując honor trzeciej drużyny naszej ekstraklasy. Ruch wygrał, ale z taką grą będzie miał problemy w rewanżu.

Lech grał w Tallinie z wicemistrzem Estonii Nomme Kalju. Był faworytem, murowanym. Ma przecież ambicję, silny skład, potencjał, ambitne plany. Co prawda musiał sobie radzić bez Łukasza Teodorczyka, ale nawet nieobecność byłego polonisty w składzie niczego nie zmieniała. Poznaniacy zaczęli nawet aktywnie, jednak nic z tego nie wynikało. Nic stwarzali sytuacji, nie oddawali strzałów, a do tego pozwalali sobie na zadziwiającą bierność w obronie. Gdyby nie Jasmin Burić  już do przerwy mogli przegrywać. W drugiej połowie Kasper Hämäläinen zmarnował dwie świetne sytuacje, ale poza tym z boiska raczej wiało nudą. Gospodarze sprawiali wrażenie, jakby remis 0:0 ich zadowalał, a poznaniacy nie mieli pomysłu, jak to zmienić. A jednak stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. W 81. minucie Maciej Wilusz stracił piłkę w pobliżu własnego pola karnego, dostał ją Hidetoshi Wakui i pokonał Buricia. Chwilę potem mógł wyrównać Dawid Kownacki, lecz trafił w poprzeczkę. Lech zatem przegrał i to była kompromitacja.

Piotr Skrobisz